• Poniedziałek, 16 marca 2026

    imieniny: Hilarego, Izabeli, Herberta

Phelps ze złotem po raz 21.

Środa, 10 sierpnia 2016 (16:15)

Amerykański pływak Michael Phelps śrubuje swój niewiarygodny rekord. Właśnie zdobył 21. olimpijski złoty medal i zapewne na tym nie poprzestanie.

Phelps jest geniuszem, przynajmniej na pływalni. Dokonuje tam rzeczy niebywałych, wymykających się zdrowemu rozsądkowi. Po igrzyskach w Rio, gdzie wywalczył swój 18. złoty olimpijski krążek, zakończył karierę. Poczuł się zmęczony, znużony, wyczerpany i w pełni usatysfakcjonowany. Chciał spróbować czegoś innego i trochę się pogubił. W końcu postanowił wrócić na basen. Narzucił sobie treningowy reżim, pracował jak dawniej, wylewając hektolitry potu i szukając rozwiązań, by być jeszcze lepszym i szybszym. Wielu zadawało sobie pytanie, czy da radę. Dał.

W Rio wpierw zdobył złoto w sztafecie 4x100 m st. dowolnym. Teraz, w nocy, do tego dodał krążek z najcenniejszego kruszcu na 200 m stylem motylkowym, a potem razem z kolegami w sztafecie 4x200 m stylem dowolnym – wszystko w ciągu nieco ponad godziny. W ten sposób wywalczył swój 21. złoty medal olimpijski. To liczba absolutnie niewiarygodna.

Jak sam przyznał, do Rio przyleciał z konkretnym celem i marzeniem – było nim zwycięstwo na 200 m stylem motylkowym. Od tej konkurencji rozpoczął swą olimpijską przygodę. Jeszcze w 2000 roku, w Sydney, uplasował się na piątym miejscu. W 2004 i 2008 roku nie miał już sobie równych, ale w Londynie doznał bolesnej i prestiżowej porażki z reprezentantem RPA Chadem Le Closem. Długo o niej pamiętał i rozmyślał.

– Chciałem odzyskać ten medal, to było moje wielkie pragnienie i wyzwanie. Ta konkurencja jest dla mnie najważniejsza, a do tego ten występ miał dla mnie szczególny wymiar, bo był w niej ostatnim. Przed startem czułem się bardzo pewny, nie mogłem zająć innego miejsca – powiedział.

Znów wspomniał zatem o końcu, o czymś ostatnim, ale nie znaczy to, iż zdobył swój ostatni olimpijski medal. Nie, na pewno nie. Przed nim jeszcze dwie konkurencje indywidualne i jedna sztafeta. W każdej z nich popłynie po złoto.

 

Piotr Skrobisz