Już bez Janowicza
Niedziela, 7 sierpnia 2016 (22:32)Jerzy Janowicz poszedł niestety w ślady Agnieszki Radwańskiej i Magdy Linette i już w pierwszej rundzie pożegnał się z olimpijskim turniejem tenisistów.
O ile jednak porażka Radwańskiej była szokiem, Linette się spodziewaliśmy, o tyle w przypadku łodzianina trudno mówić o zawodzie czy rozczarowaniu. Polak w tym roku borykał się z problemami zdrowotnymi i w zasadzie wyłącznie się leczył bądź rehabilitował. W całym 2016 roku przed dzisiejszym meczem rozegrał zaledwie dwa pojedynki. Oba przegrał.
Do Rio poleciał jednak z marzeniami. Nie ukrywał, że jeśli ktoś już startuje w olimpijskim turnieju, to tylko po to, by odnieść w nim sukces. Spotkanie z klasyfikowanym na 37. miejscu w światowym rankingu Muellerem (Polak jest w nim 174.) rozpoczął jednak źle. Rywal szybko odskoczył na 1:4, nic nie zapowiadało zmiany niekorzystnego scenariusza, ale Janowicz nagle zaczął grać zupełnie inaczej. Nieporównywalnie lepiej. Odrobił stratę, doprowadził do remisu, w 11 gemie przełamał rywala, a po chwili postawił kropkę nad i.
Wydawało się, że po wygranym w takich okolicznościach secie łodzianin złapie wiatr w żagle. Złapał, ale zadyszkę, bo w kolejnym był tylko tłem dla Luksemburczyka. O wszystkim musiała zatem rozstrzygnąć partia trzecia i trzeba Janowiczowi oddać – walczył w niej z całych sił, lecz też nie wykorzystywał okazji. Do stanu 3:3 obaj tenisiści świetnie serwowali. W siódmym gemie swoje podanie stracił Polak, ale szybko się zrewanżował. Doszło do tie-breaku, który na początku wyglądał bardzo optymistycznie. Janowicz objął bowiem prowadzenie 4:2, potem miał dwie piłki meczowe, jednak żadnej z nich nie wykorzystał. Mueller przy czwartej postawił kropkę nad i, ostatecznie zwyciężając 5:7, 6:1, 7:6 (12-10) po dwóch godzinach i 29 minutach twardej walki.
Porażka łodzianina oznacza, iż w olimpijskim turnieju singlistów nie ma już żadnego reprezentanta ani reprezentantki Polski. Bądźmy szczerzy: to ogromne rozczarowanie, a słowa te kierowane są przede wszystkim w stronę Radwańskiej, na którą liczyliśmy najmocniej.
Piotr Skrobisz