• Poniedziałek, 16 marca 2026

    imieniny: Hilarego, Izabeli, Herberta

Mamy medal! Majka trzeci!

Sobota, 6 sierpnia 2016 (22:19)

Mamy pierwszy medal na igrzyskach w Rio de Janeiro! Wywalczył go Rafał Majka, trzeci w porywającym i pełnym dramatów kolarskim wyścigu ze startu wspólnego.

Majka już przed startem był zaliczany do grona faworytów, co nie dziwiło, biorąc pod uwagę specyfikę trasy: niewiarygodnie trudnej, pełnej wzniesień, karkołomnych zjazdów. I faktycznie, potwierdził wszystkie wspaniałe opinie o sobie. Wyścig rozegrał perfekcyjnie, po mistrzostwu, choć nie był jego jedynym polskim bohaterem.

Długo na to miano pracował bowiem Michał Kwiatkowski. Nasz reprezentant wziął udział w pierwszej ucieczce, która prowadziła zmagania przez kilkaset kilometrów. W pewnym momencie grupa, w której jechał, wyprzedzała peleton o osiem minut, wydawało się nawet, iż może dokonać czegoś niewiarygodnego, czyli dojechać razem do mety, jednak do tego nie doszło. Kiedy peleton przyspieszył, kiedy najwięksi faworyci uznali, iż czas najwyższy zaatakować, Kwiatkowski i spółka nie miał szans na to, by pozostać w grze o medale.

W pościg za dzielnymi śmiałkami ruszyło dziesięciu kolarzy. Wśród nich był Majka, najlepszy góral tegorocznego Tour de France. Gdy dogonili uciekinierów, Kwiatkowski jeszcze próbował się przy nich utrzymać. W pewnym momencie zaczęły jednak łapać go skurcze i musiał się poddać.

Przed ostatnim podjazdem do przodu ruszyła trójka zawodników: Włoch Vincenzo Nibali, Kolumbijczyk Sergio Henao oraz Majka. To była trójka tak mocna, iż wydawało się, że losy wyścigu się właśnie rozstrzygają, iż ci panowie stoczą między sobą walkę o medale. I być może tak by się stało, gdyby nie upadek Nibaliego i Henao, którzy wywrócili się, tracąc szansę na podium, 11 kilometrów przed metą. Polak ich wyminął i od tej pory jechał samotnie. Samotnie po złoto.

W pogoń za nim ruszyli Belg Greg Van Avermaet oraz Duńczyk Jakob Fuglsang. Majka jednak się nie dawał, utrzymując nad nimi przewagę. W pewnym momencie wynosiła ona 20 sekund, potem stopniała, ale cały czas była. Brawurowa akcja kosztowała jednak Polaka mnóstwo sił, sił, których na płaskim finiszu mu po prostu zabrakło. Co prawda próbował jeszcze dogonić rywali, gdy ci go doścignęli, ale na ostatnich metrach uznał, iż nie ma to sensu. Nie chciał ryzykować jakiegoś dramatu, nieszczęścia, urazu. Metę minął na trzecim miejscu, potwornie zmęczony, ale i szczęśliwy, bo przecież osiągnął największy sukces w karierze – zdobył olimpijski medal. Brawo!

A wyścig wygrał Van Avermaet, który minimalnie wyprzedził Fulsanga. Zwycięzca metę minął z czasem 6.10.05 godzin.

Piotr Skrobisz