Jasny znak nadziei
Sobota, 6 sierpnia 2016 (04:33)Na obchody XXXI Światowego Dnia Młodzieży przyjechali do Polski młodzi ludzie z blisko 200 państw świata. Wbrew temu, co wcześniej głoszono im w niektórych środkach przekazu, zobaczyli normalny kraj, w którym jednak nie ma dyktatury, a jego mieszkańcy „mogą swobodnie i z radością wyrażać swoją wiarę, bez obaw, że zostaną potraktowani jak psychicznie chorzy czy zagrożenie dla otoczenia”. Widziałem, jak w Krakowie autentycznie cieszyli się wielkim darem swojej wiary, z której są naprawdę dumni.
Do naszej Ojczyzny przybyli młodzi ludzie ze wszystkich kontynentów, reprezentujący najróżniejsze rasy, kultury i tradycje. Wbrew temu, co wmawiali im niektórzy politycy, nie spotkali tu jednak ksenofobów, lecz wielkie rzesze dobrych i przyjaznych ludzi z sercami otwartymi na oścież dla każdego. I w Krakowie mówili głośno, że są zachwyceni polskimi obyczajami, gościnnością, serdecznością, tradycjami i wiarą. Widziałem grupy Azjatów, z dumą noszących koszulki z polskim godłem na piersiach, czy pielgrzymów z Czarnego Lądu, skandujących głośno: Polska! Polska!
Młodzież w Krakowie liczono najpierw w setkach tysięcy, a potem w milionach. Jednak w tym ogromnym tłumie się nie zadeptali. Miejsca starczyło dla każdego. Nietrudno było zauważyć, że młodzi czuli się bezpiecznie. Nawet przez chwilę nie było sytuacji kryzysowej, niebezpiecznej czy jakiegokolwiek zagrożenia. Policja odnotowała nadzwyczajny spadek przestępczości. Kraków w tych dniach stał się chyba najbezpieczniejszym miastem świata. Zapewne dlatego widziałem tam również ustawione wzdłuż ulic grupy młodzieży nagradzającej oklaskami policjantów i żołnierzy powracających ze służby…
Choć z pewnością przyjdzie jeszcze czas na konkretne podsumowania, dziś jedno jest pewne: wydarzyło się nam coś naprawdę wielkiego. Bogu niech będą dzięki za tych młodych ludzi, którzy przybywając do Polski, obdarzyli nas tak wielkim świadectwem swojej wiary. Wszyscy daliśmy Europie i światu jasny i czytelny znak nadziei, której źródłem jest Jezus Chrystus. Wszak to z Jego powodu w owych dniach Krakowie zdarzyło się to, co się zdarzyło.
Sebastian Karczewski