Obrońcę krzyża potraktowano jak przestępcę
Środa, 28 listopada 2012 (14:18)Z posłem Arturem Górskim (PiS), który brał udział w Marszu Niepodległości, rozmawia Jacek Dytkowski
Skierował Pan list do prokuratora okręgowego Ryszarda Rogatki w sprawie zatrzymanego 11 listopada jednego z uczestników Marszu Niepodległości. Dlaczego zdecydował się Pan interweniować w tej sprawie?
- Bo dziwi mnie upór prokuratury w staraniach o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci aresztu wobec podejrzanego. Prokuratura podaje przy tym dwa absurdalne argumenty, że oskarżony może mataczyć i że bambusowy kij na flagę, którym ten ponadsześćdziesięcioletni mężczyzna miał zaatakować policjantów, jest równie niebezpiecznym narzędziem zbrodni, jak nóż czy broń palna.
Skąd się Pan dowiedział o całej sprawie?
- Poinformowali mnie o tym na moim dyżurze poselskim mieszkańcy Warszawy, oburzeni działaniem Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście w Warszawie, która - jak twierdzą - szykanuje niewinną osobę, pana Józefa Jurzca, obrońcę krzyża na ul. Krakowskie Przemieście, jak mówili: „upartego w patriotyzmie”. Twierdzili, że został zatrzymany i poniżony przez policję podczas Marszu Niepodległości 11 listopada br., a następnie oskarżony przez policję i prokuraturę o czyny, których nie popełnił.
Jak w rzeczywistości wyglądała sytuacja?
- Pan Jurzec nie jest nastoletnim „kibolem”, tylko 62-letnim mężczyzną (ur. 11.07.1950 r.). Zatem nie uczestniczył w zadymach „kiboli” 11 listopada br., tylko starał się opuścić miejsce zgromadzenia otoczone przez policję. Według świadków, pan Jurzec starał się przejść przez kordon policji, ale nie tylko że nie został wypuszczony, to jeszcze potraktowano go gazem i sponiewierano polską flagę, którą niósł na drzewcu.
Niezrozumiałe jest wniesienie przez prokurator Karinę Sobków wniosku o zastosowanie izolacyjnego środka zapobiegawczego wobec podejrzanego, którego potraktowano jako groźnego przestępcę. Argument, że podejrzany, „pozostając na wolności, może utrudniać postępowanie, dążąc do uniknięcia odpowiedzialności karnej”, jest w mojej ocenie całkowicie niezasadny, gdyż nie opiera się na żadnej racjonalnej przesłance. Za taką przesłankę nie można uznać stwierdzenia, że „nie potwierdzono, aby podejrzany przebywał w miejscu zameldowania”.
Sąd rejonowy nie uznał jednak argumentów prokurator Kariny Sobków…
- I odmówił zastosowania izolacyjnego środka zapobiegawczego wobec podejrzanego. Zapoznałem się z treścią zażalenia złożonego przez Prokuraturę Rejonową Warszawa Śródmieście na tę decyzję sądu. Prokuratura domaga się aresztu dla podejrzanego, gdyż podczas incydentu miał się posłużyć niebezpiecznym narzędziem, za jaki prokurator uznał drzewiec od flagi.
Prokurator stwierdził, że drzewiec od flagi jest narzędziem zbrodni porównywalnym do broni palnej lub noża, co w mojej opinii jest całkowicie absurdalnym porównaniem.
Muszę przy tym nadmienić, że podczas prac nad projektem ustawy Prawo o zgromadzeniach, która obecnie wchodzi w życie, przedstawiciele Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i komendy policji potwierdzili, że drewniany trzonek (drzewiec) używany do niesienia flagi podczas demonstracji nie może być uznany za niebezpieczne narzędzie. Tym bardziej taką interpretację trzeba odnieść do kija bambusowego, który jest znacznie lżejszy, a właśnie na takim kiju, jak twierdzą świadkowie, pan Jurzec niósł flagę. Tym bardziej trudno zgodzić się ze stwierdzeniem prokuratora rejonowego, że czyn w domniemaniu popełniony przez podejrzanego jest czynem „wysokiej szkodliwości społecznej”.
Jednakże na tym prokurator nie poprzestała…
- Odrębnym absurdalnym argumentem podnoszonym przez prokuratora jest istnienie „obawy matactwa” poprzez namawianie przez podejrzanego innych osób do złożenia fałszywych zeznań. Jest dla mnie oczywiste, że policja, która rejestrowała dokładnie manifestację Marsz Niepodległości 11 listopada, ma zdjęcia i nagrania wszystkich incydentów, w tym także z udziałem podejrzanego, które umożliwią niezawisłemu sądowi obiektywną ocenę faktów niezależnie od zeznań świadków oskarżenia i obrony. Zresztą takie filmy są również dostępne w internecie.
I wreszcie ostatni argument prokuratury, iż „okoliczności wiążące się z zachowaniem podejrzanego Józefa Franciszka Jurzec i jego dotychczasowym życiem świadczą o zachodzącej obawie, że ponownie popełni on przestępstwo – przeciwko bezpieczeństwu powszechnemu” jest wręcz obraźliwy i poniżający dla podejrzanego i moim zdaniem powinien skutkować wytoczeniem wobec prokuratury oskarżenia o zniesławienie. Użycie takiego argumentu bez podania konkretnych dowodów, a tym bardziej bez powołania się na ewentualne wcześniejsze przypadki łamania prawa przez oskarżonego, czynią z niego bowiem notorycznego przestępcę pospolitego, co wedle mojej wiedzy całkowicie mija się z prawdą.
Jakie zarzuty formułują organy ścigania pod adresem Józefa Franciszka Jurzca?
- Ten obrońca krzyża jest oskarżony o to, że podczas Marszu Niepodległości dokonał czynnej napaści na policjantów. Ta napaść miała polegać na przepychaniu się i uderzaniu bambusowym kijem w tarcze policjantów, gdy ci nie chcieli go przepuścić, a potraktowali gazem.
Czego oczekuje Pan od prokuratury?
- Oczekuję, że prokuratura przyjmie właściwą miarę postępowania do tego zdarzenia i przestanie traktować pana Jurzca jak notorycznego przestępcę, który zagraża porządkowi publicznemu, bo takie można odnieść wrażenie, gdy czyta się skargę prokuratury na decyzję sądu, który odmówił zgody na aresztowanie podejrzanego. W związku z tym wnoszę do pana prokuratora okręgowego o objęcie rzeczonego postępowania nadzorem instancyjnym i kontrolę dotychczasowych działań podejmowanych przez Prokuraturę Rejonową Warszawa-Śródmieście wobec oskarżonego Józefa Jurzca.
Jednocześnie jako osoba zaufania publicznego, przedstawiciel suwerena, wnoszę o odstąpienie przez prokuraturę od żądania zastosowania wobec podejrzanego środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania, co przez wielu Polaków może zostać odebrane jako szykana prokuratury wobec podejrzanego ze względu na jego poglądy polityczne i wcześniejsze zaangażowanie w obronę krzyża przy ul. Krakowskie Przedmieście.
Dziękuję za rozmowę.
Jacek Dytkowski