• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

Pomagali zabijać dzieci

Środa, 28 listopada 2012 (12:57)

Prawdopodobnie jeszcze w tym roku przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu rozpocznie się proces przeciwko osobom, które handlowały środkami poronnymi. 49-letni Jerzy K. i 39-letnia Edyta W. będą odpowiadać za pomoc w zabijaniu nienarodzonych dzieci, nielegalną dystrybucję środków wczesnoporonnych oraz podrabianie dokumentów.

Proceder toczył się w latach 2009-2010. Zanim akt oskarżenia trafił do sądu, śledztwo trwało dwa lata. Najpierw prowadziła je Prokuratura Rejonowa w Stalowej Woli, gdyż stąd pochodziła jedna z kobiet, której Jerzy K. pomógł zabić dziecko. Później sprawa trafiła do Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu.

Jak powiedział w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl sędzia Józef Dyl, rzecznik Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu, mechanizm działania był stosunkowo prosty.

Oskarżeni – mieszkańcy woj. kujawsko-pomorskiego umieścili w prasie informację: „ginekolog - pełny zakres”. Osoby zainteresowane kontaktowały się z nimi telefonicznie. W ten sposób zamówione środki trafiały do odbiorców w drodze przesyłki pocztowej. Z oferty skorzystało ok. 60 kobiet z całej Polski, m.in. z Bydgoszczy, Lublina czy Stalowej Woli. Jedna z kobiet była w 25. tygodniu ciąży.

Jak podkreśla sędzia Dyl, z działalnością handlarzy środkami wczesnoporonnymi związane były różnego rodzaju powikłania, co z kolei wzbudziło podejrzenia, że może to być wynikiem zażywania tego typu specyfików.

– Jedna z pacjentek z powikłaniami trafiła do szpitala. Lekarze stwierdzili, że kobieta "próbowała" poronić. Padło podejrzenie, że jest to wynik zażywania leków wczesnoporonnych dystrybuowanych w sposób nielegalny, i lekarze powiadomili organy ścigania – komentuje sędzia Józef Dyl.

49-letni mężczyzna i  39-letnia kobieta urządzili sobie z handlu śmiercionośnymi specyfikami stałe źródło dochodu i według zgromadzonych przez śledczych dowodów pomogli w odebraniu życia kilkudziesięciu dzieciom. Na tym procederze mogli zarobić kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Na Jerzym K. ciąży łącznie ok. 160 zarzutów, w tym 58 dotyczących udzielenia pomocy w zabijaniu dzieci poczętych. Na Edycie W. ciąży ok. 30 zarzutów.

– Mężczyzna nie przyznał się do winy, tłumacząc, że był pośrednikiem, a przesyłki otrzymywał z Niemiec i na dobrą sprawę nie wiedział, co się w nich znajduje - dodaje sędzia Dyl.

Z kolei Edyta W., która pomagała w dystrybucji środków wczesnoporonnych, przyznała się do zarzucanych jej czynów. Stwierdziła ponadto, że jej wspólnik doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co wysyła w paczkach. Kobieta wyraziła skruchę i chęć dobrowolnego poddania się karze.

Handlarze tabletkami poronnymi będą odpowiadać za pomoc w zabijaniu dzieci przed ich narodzeniem, wprowadzanie do obrotu bez zezwolenia produktów leczniczych oraz za podrabianie dokumentów. Jak przyznaje sędzia Dyl, Jerzy K., wysyłając środki wczesnoporonne, podpisywał się imieniem i nazwiskiem innych osób. Poszczególne zarzuty są zagrożone karą nawet do ośmiu lat więzienia. Początkowo oboje oskarżonych trafiło do aresztu.

Obecnie przebywają na wolności za poręczeniem majątkowym. Skala tej sprawy jest duża, o czym świadczy liczba 129 świadków, których sąd zamierza przesłuchać. Obecnie trwa kontrola aktu oskarżenia i proces ma ruszyć jeszcze w tym roku.

Mariusz Kamieniecki