Włoski rząd niszczy katolickie szkoły
Środa, 28 listopada 2012 (02:11)Włoskie ministerstwo finansów wydało dekret nakładający na szkoły katolickie podatek od nieruchomości. Najprawdopodobniej ma to doprowadzić do redukcji tego rodzaju placówek i przekształcenia ich w elitarne szkoły dla najbogatszych.
Każdy pretekst jest dobry, by uderzyć w Kościół i głoszone przez niego wartości. Tym razem na celowniku znalazły się katolickie szkoły. Powołując się jak zwykle na kryzys, rząd Mario Montiego nałożył podatek od nieruchomości na szkolne placówki prowadzone przez Kościół. Zwolnione z niego mają być tylko te, w których opłaty są symboliczne.
Jest rzeczą oczywistą, że w sytuacji, kiedy państwo w ogóle nie wspiera finansowo szkół katolickich we Włoszech, to ktoś musi pokryć koszty związane z ich prowadzeniem. W dużej mierze ciężar ten spada na rodziców posyłających tam swoje dzieci.
Nie ma więc mowy o symbolicznym czesnym, jeśli szkoły chcą funkcjonować rzeczywiście, a nie symbolicznie. Kiedy więc placówki te będą musiały dodatkowo opłacić podatek od nieruchomości, automatycznie kwoty czesnego wzrosną w sposób odczuwalny.
W konsekwencji albo katolickie szkoły znikną całkowicie, a pracę w nich stracą tysiące nauczycieli, albo przekształcą się - jak przekonuje Roberto Gontero, przewodniczący stowarzyszenia rodziców dzieci uczęszczających do szkół katolickich AGeSC - w elitarną edukację dla najzamożniejszych.
Warto dodać, że ze względu na kryzys, na jaki powołuje się włoskie ministerstwo gospodarki, w ubiegłym roku szkolnym z nauki w szkołach katolickich zrezygnowało blisko 12 tys. uczniów. A skoro tak, to znaczy, że szkolnictwo publiczne musiało ponieść więcej kosztów związanych z dodatkową liczbą dzieci i młodzieży.
Komentując tę sytuację, ks. Francesco Macrí, przewodniczący federacji Fidae zrzeszającej większość prywatnych szkół katolickich we Włoszech, zwrócił uwagę, że już od jakiegoś czasu sytuacja finansowa tych placówek nie była najlepsza. Stąd też jeśli teraz dorzuca się do tego kolejny znaczący wydatek, jakim jest podatek od nieruchomości, to szkoły te - jak zaznacza - znajdą się w krytycznej sytuacji i będą zmuszone zamknąć swoją działalność. A to z kolei uderzy w podstawowe prawo, jakim jest "wolność wyboru w sferze edukacji".
- W tym kontekście w ostatnich czasie, dokładnie 4 października, w Parlamencie Europejskim przyjęto rezolucję, która w jasny sposób precyzuje, że państwa Unii Europejskiej są zobowiązane uznać - a nawet więcej: promować - szkoły niepaństwowe za szansę na potwierdzanie wolności wyboru rodzin w sferze edukacyjnej i wspierać je także finansowo - przypomina ks. Macrí.
W świetle tych ustaleń decyzja włoskiego rządu znajduje się dokładnie na przeciwległym biegunie. Dodatkowo trzeba zaznaczyć, że szczególnie w sytuacji przywoływanego kryzysu jest to postępowanie irracjonalne, ponieważ powszechnie wiadomo, że dzięki szkolnictwu niepaństwowemu państwo oszczędza blisko 6 mld euro rocznie. Kwota ta - jak zaznacza przewodniczący Fidae - dotyczy samych wydatków bieżących.
- Nie wlicza się w nią innych wydatków, jak np. budowania nowych placówek, bieżących i ponadprogramowych prac konserwacyjnych, pomocy dydaktycznych... Gdyby zsumować te wszystkie wydatki, kwota wyszłaby o wiele, wiele wyższa - precyzuje. W tym kontekście zatem decyzja o nałożeniu podatku na szkoły finansowane ze środków własnych jest nie tylko ciosem wymierzonym w konkretne placówki, ale także uderzeniem w budżet państwa.
Anna Bałaban