Kneblowanie opozycji
Środa, 28 listopada 2012 (02:11)Szóstego grudnia podczas konwentu wojewodów zostanie przedstawiona nowa, wzmocniona rola pełnomocników wojewodów ds. mniejszości narodowych i etnicznych. Rząd chce w ten sposób walczyć z "mową nienawiści".
Minister administracji i cyfryzacji Michał Boni mówi o niebezpiecznym w skutkach formułowaniu opinii i opisu świata. Czy to próba narzucenia organom ścigania i sądom odpowiedniej interpretacji krytycznych opinii?
Rząd musi mieć spore problemy, skoro co kilka dni pojawiają się tematy mające na celu odwrócenie uwagi opinii publicznej. Od kilku tygodni władza i sprzyjające jej środowiska medialne walczą z "faszyzmem" i "ksenofobią".
Pojawiła się nawet groźba zamachu terrorystycznego przygotowanego przez "nacjonalistę, ksenofoba i antysemitę". Zagrożenia są tematem posiedzeń komisji rządowych i sejmowych. Czy tym razem walka z tzw. mową nienawiści doprowadzi do ograniczenia konstytucyjnych wolności obywatelskich i politycznych skutkujących kneblowaniem opozycji i niezależnych od władzy mediów?
Minister administracji i cyfryzacji oświadczył, że ostatnie dni ujawniły "problem mowy nienawiści w życiu społecznym w naszym kraju". - Gdy do debaty wkracza przemoc, może dojść do nieszczęścia. Mowa nienawiści najpierw przejawia się w opiniach, potem w języku opisującym świat, w końcu zaś w działaniach ludzi - pokreślił szef MAC.
Zdaniem Mariusza Błaszczaka, szefa Klubu Parlamentarnego PiS, ekipa rządząca daje wyraźny sygnał, że władzy raz zdobytej nie odda nigdy.
- To rząd Donalda Tuska przekracza te granice, ponieważ naruszane są swobody obywatelskie - ocenia poseł.
Błaszczak przypomina zaostrzoną niedawno ustawę o zgromadzeniach publicznych, a KRRiT wykluczyła Telewizję Trwam z możliwości cyfrowego nadawania za krytycyzm wobec władzy. Według niego, jedynym sposobem na przeciwstawienie się tym zapędom jest obywatelska aktywność i udział w protestach, jak tym z 29 września w Warszawie.
- To jedyna możliwość, żeby dla tej władzy została ustanowiona bariera, w przeciwnym razie ona się przed niczym nie pohamuje - stwierdza Błaszczak.
Kto chciał dorzynać watahę?
W poniedziałek Komisja Wspólna Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych uznała, że trzeba przeciwstawić się dyskryminacji i mowie nienawiści, a "społeczeństwo nie powinno tolerować rasizmu, ksenofobii, wykluczenia". Zdaniem ministra Boniego, potrzebne jest "społeczne działanie", by wyznaczyć "granicę słów, której przekraczać nie można".
- Najpierw pojawiają się słowa, później przejawy, a na końcu jest działanie. Taki rozwój sytuacji następuje bardzo szybko i staje się bardzo niebezpieczny w przestrzeni publicznej - mówi Boni.
Wzywa więc do postawienia "tamy dla mowy nienawiści" i "wzmożone społeczne monitorowanie przejawów mowy nienawiści". Czy to już PRL z jej propagandą wrogów ludu, kułaków, warchołów i wszechobecną partyjną nowomową?
Uczestnicy spotkania w ministerstwie podkreślali, że odmienność kulturowa, narodowa czy etniczna "nie powinna być elementem wykluczającym w demokratycznym, nowoczesnym społeczeństwie", a ono "nie powinno tolerować objawów rasizmu, ksenofobii, wykluczania, dyskryminacji narodowej i kulturowej; ważny jest dialog społeczny i kulturowy". - Byłoby to słuszne, by te apele wychodziły od strony, która jest przedmiotem agresji.
Tymczasem od 2005 r. przedmiotem tej agresji jest ciągle ta sama strona, a więc Jarosław Kaczyński i wszyscy, którzy zachowują niezależność poglądów i nie mieszczą się w tym układzie rządowo-medialnym - podkreśla publicysta red. Wojciech Reszczyński. W jego ocenie, mamy do czynienia z podwójnymi standardami.
- Zacznijcie, panowie, od siebie. A co z wypowiedziami o "dorzynaniu watahy", dlaczego wtedy ta władza klaskała Sikorskiemu, a co z określeniem "wyginiecie jak dinozaury", co można interpretować jako eksterminacje całych grup społecznych, a co ze słowami o "zastrzeleniu i wypatroszeniu Jarosława Kaczyńskiego", które wypowiedział przyjaciel obecnego prezydenta podczas kampanii wyborczej - pyta Reszczyński, zwracając uwagę, że język debaty się zaostrza, ale tylko jedna strona mówi dziś o potencjalnych zagrożeniach.
O czym jeszcze mówił szef MAC? Że "podstawą naszego współdziałania musi być otwartość w rozmowach". Słowa te padają dokładnie dwa lata po tym jak Ryszard Cyba z nienawiści do lidera opozycji Jarosława Kaczyńskiego i PiS zastrzelił w Łodzi Marka Rosiaka, jednego z działaczy opozycyjnej partii.
Morderstwo polityczne, jakiego się dopuścił, miało miejsce w czasie brutalnej kampanii pogardy, przy pomocy której budowała swoją pozycję polityczną Platforma Obywatelska. To paliwo, które utrzymuje w jedności jej elektorat. A więc rząd, którego ministrem jest Boni, rządzi dlatego, że politycy PO oraz media, które je wspierają, posługują się właśnie mową nienawiści.
Jaki jest więc pomysł władzy na walkę z "nietolerancją" i "mową nienawiści"? Na razie chodzi o to, by wykorzystać obecnie obowiązujące przepisy prawne i je egzekwować "z większą siłą". Zdaniem Boniego, tzw. inicjatywy społeczne powinni współpracować w tej dziedzinie z samorządami i administracją. "Przy różnym poziomie oceny dramatyzmu sytuacji ważna jest profilaktyka".
Można się również spodziewać kampanii propagandowej, do której zostaną wprzęgnięte tzw. autorytety i osoby publiczne. MAC poinformowało, że 6 grudnia podczas konwentu wojewodów zostanie przedstawiona nowa, wzmocniona rola pełnomocników wojewodów ds. mniejszości narodowych i etnicznych.
Natomiast informacja z poniedziałkowego spotkania zostanie przedstawiona podczas spotkania Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu. W ocenie Reszczyńskiego, nawoływanie ministra do "egzekwowania przepisów z większą siłą", wydaje się być próbą narzucania interpretacji i odpowiedniego myślenia prokuratorom i sędziom.
- Jeden sędzia umorzy postępowanie za nazwanie śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego "chamem". Ale inny tego nie zrobi w odniesieniu do obecnego prezydenta - ocenia.
- Ta kampania jest jakąś próbą narzucenia szczególnego wyczulenia na ten język i jego sądową interpretację wobec ludzi, którzy krytykują władzę - dodaje.
Maciej Walaszczyk