W Egipcie znowu wrze
Wtorek, 27 listopada 2012 (14:45)Demonstranci, protestujący przeciwko niemal absolutnej władzy, jaką przyznał sobie prezydent Egiptu Mohammed Mursi, starli się z policją w Kairze. Policjanci użyli gazu łzawiącego.
Do starć doszło na ulicy między ambasadą USA a placem Tahrir, na którym rozpoczęły się protesty, prowadzące do obalenia w lutym 2011 roku prezydenta Hosniego Mubaraka.
Na placu Tahrir zaczęły się dziś zbierać setki ludzi, skandując hasła przeciwko dekretom Mursiego i przeciwko Bractwu Muzułmańskiemu. Na jednym z transparentów umieszczono napis „Bractwo ukradło kraj”.
Przeciwnicy Mursiego zamierzają zorganizować we wtorek marsze z różnych miejsc Kairu na plac Tahrir. Associated Press pisze, że będzie to ważny sprawdzian, czy opozycja jest zdolna zmobilizować sympatyków i opinię publiczną przeciwko dekretom, przyznającym Mursiemu nieomal dyktatorską władzę.
Mursi, który urząd prezydenta objął w czerwcu, twierdzi, że jego dekrety są niezbędne, by chronić „rewolucję” i demokratyczną transformację kraju.
Policja poinformowała dziś, że podczas trwających od tygodnia starć oponentów Mursiego z policją w Kairze zatrzymano 348 osób, z których 109 aresztowano. Demonstranci zniszczyli 22 pojazdy policyjne. 216 funkcjonariuszy odniosło obrażenia.
Mursi powiedział wczoraj sędziom z Najwyższej Rady Prawnej, że nie zmieni dekretów, które zwiększają jego uprawnienia. Obserwatorzy wskazują, że uprawnienia te stawiają prezydenta i zespół pracujący nad literą nowej konstytucji ponad egipskim sądownictwem. Najwyższa Rada Prawna uznała dekret Mursiego za zamach na niezawisłość sądownictwa.
Setki prawników zebrały się dziś przed siedzibą ich związku w centrum Kairu, przygotowując się do marszu na plac Tahrir. „Odejdź, odejdź” – skandowali, zwracając się do Mursiego.
IK, PAP