W tym szaleństwie była metoda
Piątek, 22 lipca 2016 (04:12)Dobrze się stało, że prokurator generalny Zbigniew Ziobro wszczyna postępowanie przygotowawcze i weryfikuje możliwość popełnienia przestępstwa przy udzielaniu tzw. kredytów frankowych. Nareszcie podjęto działania do zbadania toksycznych produktów, jakimi niewątpliwie są tzw. kredyty frankowe i polisolokaty.
Prokuratura Regionalna w Szczecinie już zajęła się tą sprawą. Równocześnie trwa śledztwo dwóch zespołów prokuratorów (w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga oraz w Prokuraturze Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim) w sprawie niewłaściwego nadzoru KNF nad SKOK Wołomin. W czasie gdy urzędnicy KNF-u sprawowali nadzór nad tym SKOK-iem, wyprowadzono z niego ponad 1 mld zł.
Kilka miesięcy temu, już nie eksperci, profesorowie prawa i poszkodowani, a rzecznik finansowy, a więc przedstawiciel państwa polskiego, przygotował rzetelny raport, w którym odniósł się do polisolokat i tzw. kredytów frankowych. W tym dokumencie podważa legalność udzielania tych kredytów. Podobne zdanie miał Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieście, który w swoim wyroku z 29 kwietnia uznał, że tzw. kredyty frankowe nie są zgodne z polskim prawem, a konkretnie z art. 69 prawa bankowego. Podano też w wątpliwość, czy były to w ogóle kredyty walutowe, czy może kredyty indeksowane lub denominowane udzielane bardzo często w oparciu o niedozwolone klauzule.
Istotnym głosem okazało się stanowisko grupy senatorów pod kierunkiem senatora Grzegorza Biereckiego, którzy zaapelowali o szybkie zajęcie się tą sprawą. To właśnie dzięki ich staraniom prokurator generalny Zbigniew Ziobro podjął działania. Swoje stanowisko przedstawi wkrótce także sejmowa Komisja Finansów Publicznych, która we wrześniu podejmie temat tych toksycznych produktów bankowych i ubezpieczeniowych.
Nie możemy wykluczyć, że ruszą prace legislacyjne nad projektami ustaw. Wiemy, że swój projekt złożył Ruch Kukiz’15 (jest on już w sejmowej Komisji Ustawodawczej i zapewne trafi do sejmowej Komisji Finansów Publicznych), a wkrótce do Sejmu trafi projekt przygotowany przez ekspertów w Kancelarii Prezydenta. Być może pojawią się kolejne pomysły i projekty.
Za punkt wyjścia wszystkich inicjatyw ustawodawczych musimy przyjąć stanowisko, że nie możemy legalizować bezprawia. Jeżeli ktoś sprzedaje towar, którego nie ma na magazynie, to jest to traktowane jako oszustwo. Gdyby zrobił to sprzedawca butów, to byłby oskarżony z art. 286 kodeksu karnego. Tak samo twierdzi prawo unijne, które nie pozwala robić zabezpieczeń dla 30-letnich kredytów z 3-miesięcznych lokat i depozytów zwykłych ciułaczy. A tak się działo, bo banki nie miały zabezpieczenia we frankach na taką skalę!
Napisanie ustawy dla wszystkich poszkodowanych przez tzw. kredyty frankowe i polisolokaty nie jest łatwe, ale tę sprawę trzeba rozwiązać. W pierwszym przypadku jest to kwota 140 mld zł, które wisi nad rynkiem, a w drugim jest to 50 mld zł. Są to więc dwie monstrualne afery. Te 190 mld zł są jak gilotyna wisząca nad rynkiem finansowym i bankowym. Komuś chciwość zaślepiła oczy, a poczucie bezkarności, które spowodował brak należytego nadzoru, doprowadziło nas na skraj przepaści. Za dużo rzeczy ujrzało już światło dzienne, żeby nie widzieć, że ktoś celowo przygotował te pułapki na klientów i już na tym świetnie zarobił.
Fundamentalne staje się wyjaśnienie zaniedbań ze strony KNF. Komisja wydała zakaz udzielania kredytów frankowych wtedy, gdy już dawno było po herbacie. Opóźniono też wdrożenie dyrektywy MIFID, która mogłaby uchronić klientów przed tą pułapką, ponieważ obligowała bank i firm ubezpieczeniowe do informowania klientów o skali ryzyka.
Zrobiono wszystko, aby operacja strzyżenia Polaków do gołej skóry się udała. Szkoda tylko, że instytucje Nadzoru zamiast skutecznie bronić obywateli przed oszustami, dbały o to, aby nic złego nie spotkało tłustych kotów bankowych i ubezpieczeniowych misiów.
Kiedy tylko „Dobra zmiana” zajrzy do KNF, to nowe kierownictwo Komisji stanie przed odpowiedzialnym zadaniem zrobienia gruntownego audytu wewnątrz tej instytucji, a także całej sprawy tzw. kredytów frankowych i polisolokat. Wtedy to zapewne dowiemy się, ile naprawdę zyskały banki na tych produktach, bo do tej pory słyszymy jedynie o rzekomych stratach.
Badanie tych spraw przez prokuraturę może znacznie przyśpieszyć rozwiązanie tego problemu, a to dla niektórych może oznaczać bezsenne noce.
Janusz Szewczak