• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Wygaszanie Polmosu

Środa, 20 lipca 2016 (05:24)

Fabryka Wódek Polmos Łańcut, producent markowych alkoholi, m.in słynnych rosolisów powstających od czasów hrabiego Alfreda I Potockiego, przechodzi do przeszłości. Zgodnie z wolą francuskiego właściciela, po 250 latach produkcja wysokoprocentowych trunków zostanie przeniesiona z Łańcuta do Starogardu Gdańskiego.

Francuski właściciel łańcuckiego Polmosu okazał się nieubłagany. Firma Marie Brizard Wine & Spirits przenosi produkcję alkoholi z Łańcuta na drugi kraniec Polski, do Starogardu Gdańskiego. Nie pomogły prośby, protesty pod Ambasadą Francji w Warszawie, próby przekonania właściciela, że to zła decyzja. Fiaskiem zakończyły się też negocjacje w ramach Polsko-Francuskiej Grupy Parlamentarnej oraz spotkanie z dyrektorem generalnym fimy. Pracę straci 133 spośród 159 zatrudnionych w łańcuckim Polmosie, także pracownicy chronieni, m.in. szefowie związków zawodowych. W zakładzie realizowany jest program tzw. dobrowolnych odejść. Ma on zagwarantować załodze wyższe odprawy niż te, które przewiduje kodeks pracy. Chęć skorzystania z tej opcji wyraziło 90 proc. załogi. Mają oni otrzymać dodatkowo czteromiesięczną odprawę.

Do końca września w łańcuckim Polmosie ma pozostać zaledwie 26 pracowników. Zakład będzie wygaszany. Marie Brizard Wine & Spirits niejako na otarcie łez zapowiada, że w przyszłym roku na terenie łańcuckiej fabryki wybuduje destylarnię. Ale póki co są to tylko gesty bez żadnej gwarancji. I jeśli nawet taka inwestycja powstanie, to pracę może tam znaleźć kilkanaście, maksymalnie kilkadziesiąt osób.

– Wiele wskazuje na to, że już niebawem rosolisy będą kojarzone nie z Łańcutem i hrabią Alfredem I Potockim, ale z wymyślonym naprędce magnatem ze Stargardu Gdańskiego – ironizuje Jacek Wielgos, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Fabryki Wódek Polmos Łańcut SA. Związkowcy, którzy przeciwstawiali się likwidacji Polmosu, są lekceważeni przez pracodawcę, np. pracownicy umysłowi z wyższym wykształceniem otrzymują propozycję pracy na etacie sprzątaczki. Załoga odbiera to jako formę rewanżu.

Tymczasem do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów trafił apel Zarządu Regionu Rzeszowskiego NSZZ „Solidarność” wzywający polski rząd do zerwania rozmów z francuskim koncernem Airbus Helikopters w sprawie ewentualnego zakupu francuskich śmigłowców Caracal dla polskiej armii. Roman Jakim, szef Zarządu Regionu Rzeszowskiego NSZZ „Solidarność” w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl przypomina, że Francuzi już nieraz nie dotrzymali słowa, choćby przy okazji rozstrzygniętego kilka lat temu na ich korzyść przetargu na śmigłowce dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

– Przetarg wygrała Eurocopter Group, obecnie Airbus Helikopters, która deklarowała utworzenie Centrum Obsługi Posprzedażnej dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i zatrudnienie ponad dwustu  osób. Minęło kilka lat, a centrum jak nie było, tak nadal nie ma i nie będzie – zauważa Roman Jakim. Jego zdaniem, polski rząd, mając to na uwadze, powinien wyciągnąć stosowne wnioski, bo partner wydaje się niewiarygodny.

– Przykład Polmosu powinien posłużyć naszym politykom za przykład, jak na przyszłość zabezpieczać procesy prywatyzacji przed kombinatorami. To niewiarygodne, ale jak na dłoni widać, że inwestor kupuje markę i rynek, po czym likwiduje zakład pracy, nie ponosząc za to żadnych konsekwencji – uważa Roman Jakim. W ocenie związkowców, uratować Polmos Łańcut mogłaby decyzja o zerwaniu rozmów z Airbus Helikopters w sprawie przetargu śmigłowcowego, co dałoby Francuzom wiele do myślenia. W ich ocenie, skoro rozmowy, negocjacje i argumenty nie przynoszą rezultatu, konieczna jest presja.

Mariusz Kamieniecki