Republikanie zwierają szeregi
Wtorek, 19 lipca 2016 (11:28)Przemówienia Melanii Trump, żony republikańskiego kandydata na prezydenta, i byłego burmistrza Nowego Jorku Rudy'ego Giulianiego były w poniedziałek wieczorem najważniejszymi momentami pierwszego dnia konwencji Partii Republikańskiej (GOP) w Cleveland.
Wychwalając swojego męża, Melania Trump starała się ocieplić jego wizerunek, sugerując, że mimo swego statusu miliardera i reputacji polityka pogłębiającego podziały i konflikty, jest przyjacielem biednych i kandydatem, który zjednoczy Amerykę.
Wiodącym tematem pierwszego dnia konwencji było bezpieczeństwo USA. Wystąpienie Giulianiego stanowiło kulminację serii przemówień, w których mówcy atakowali rząd Baracka Obamy i kandydatkę Demokratów Hillary Clinton, byłą sekretarz stanu, za ich politykę, która – ich zdaniem – osłabiła Amerykę na arenie międzynarodowej i doprowadziła do chaosu w kraju.
Donald Trump sam przedstawił swoją żonę zebranym. Jego wejście na scenę – kiedy jego sylwetka ukazała się z początku jako cień na jasnym tle, przybierający znajome kształty w miarę zbliżania się do mównicy – uznano za majstersztyk reżyserii spektaklu, wielokrotnie powtarzany potem w playbacku.
Melania Trump opowiedziała najpierw o sobie – swojej drodze do Ameryki jako imigrantki ze Słowenii, karierze modelki i uzyskaniu amerykańskiego obywatelstwa, które uważa – jak powiedziała – za „największy przywilej na ziemi”.
Resztę wystąpienia poświęciła mężowi, portretując go jako wielkiego amerykańskiego patriotę i silnego człowieka, na którego zawsze można liczyć i który poradzi sobie z problemami kraju.
– Donald nigdy się nie podda i co najważniejsze, nigdy was nie zawiedzie. Wie, jak zwyciężać. I wie, jak zapewnić, by nasz kraj był bezpieczny. (...) Nasz kraj nie realizuje w pełni swoich możliwości. Donald jest jedynym, który może to zmienić – powiedziała.
Charakterystyka Trumpa jako mocnego przywódcy nie była nowością, ale Melania położyła też nacisk na rzadziej opisywaną stronę osobowości swojego męża.
– Donald jest niezwykle lojalny i ma wielki szacunek dla swojej rodziny. Chce pomyślności dla wszystkich. Potrzebujemy programów pomocy dla biednych. Donald chce reprezentować wszystkich Amerykanów. Także Żydów, Latynosów i muzułmanów – powiedziała.
Wystąpienie Melanii Trump delegaci powitali gorącą owacją.
Giuliani odmalował obraz Ameryki jako kraju pogrążonego w chaosie i anarchii, której położy kres dopiero prezydent Trump. Przypomniał swoje zasługi w walce z przestępczością w Nowym Jorku i powiedział, że podobnie jak on Trump przywróci w kraju porządek.
– Ogromna większość Amerykanów nie czuje się dziś bezpiecznie. Boją się o swoje dzieci i o siebie. Boją się o naszych policjantów, którzy są celem ataków – powiedział.
Były burmistrz mówił o nastrojach po zabójstwach czarnoskórych Amerykanów przez policjantów i zastrzeleniu ośmiu policjantów przez czarnych snajperów w Dallas w Teksasie i Baton Rouge w Luizjanie. W wywiadach przed konwencją oskarżył ruch „Black Life Matters” (Życie czarnych ma znaczenie) o podsycanie nienawiści do białych i zarzucił Obamie, że na to nie reaguje.
– Czas uczynić Amerykę znowu bezpieczną. Czas uczynić ją znowu jedną. Nie białą, nie czarną, tylko po prostu Ameryką – powiedział.
Przemówienie, wygłaszane z niezwykłą energią i ekspresją, zebrani wielokrotnie przerywali burzliwymi oklaskami.
Podobnie jak żona Trumpa, Giuliani podkreślał, że kandydat GOP jest „człowiekiem o wielkim sercu” i zawsze „pomagał ludziom, i robił to anonimowo”.
Przede wszystkim jednak mówił, że Trump „zapewni bezpieczeństwo” Ameryce. Przypomniał, że inaczej niż obecna demokratyczna administracja, troszcząca się o polityczną poprawność, Trump nie obawia się nazywać po imieniu wrogów kraju, czyli „islamskiego ekstremizmu i terroryzmu”.
Po zabójstwach policjantów w Dallas i Baton Rouge Trump powiedział kilkakrotnie, że będzie prezydentem „prawa i porządku”.
W poniedziałkowy wieczór na konwencji przemawiali poza tym: matka amerykańskiego dyplomaty Seana Smitha poległego w wyniku ataku islamistów na konsulat USA w Benghazi w 2012 roku i kobieta, której syn zginął zamordowany przez nielegalnego imigranta.
Pat Smith powiedziała, że jej syn zginął w Benghazi wskutek zaniedbań ochrony tej placówki przez Departament Stanu, którym kierowała wtedy Hillary Clinton.
– Obwiniam ją osobiście za śmierć mojego syna. Potem mnie okłamała. Jak mogła mi coś takiego zrobić?! (…) Hillary zasługuje na więzienie! – mówiła.
Administracja Obamy fałszywie przedstawiała początkowo przyczyny ataku na konsulat, twierdząc, że był on rezultatem spontanicznych protestów muzułmanów w reakcji na film wideo obrażający Mahometa. W rzeczywistości atak został starannie przygotowany przez oddział Al-Kaidy w Libii.
– Donald Trump jest wszystkim, czym Hillary Clinton nie jest. Jest bezpośredni i silny. Nie będzie się wahał zabijać terrorystów, którzy zagrażają życiu Amerykanów. Uczyni Amerykę silną! – oświadczyła matka poległego dyplomaty.
Jedno z najostrzejszych przemówień w podobnym duchu wygłosił kongresman Mike McCaul, przewodniczący Komisji Bezpieczeństwa Kraju Izby Reprezentantów.
– Nasi wrogowie spiskują przeciwko nam. To owoc polityki Obamy i jego sekretarz stanu Hillary Clinton. Hillary chce przyjąć jeszcze więcej uchodźców z Syrii. To niebezpieczny liberalny program – powiedział. I dodał, że wśród uchodźców kryją się terroryści.
McCaul zaapelował, by ukrócić praktyki chronienia nielegalnych imigrantów przed deportacją w niektórych miastach – tzw. sanctuary cities – i „zabezpieczyć nasze granice raz na zawsze”.
RS, PAP