Rządzenie do poprawy
Wtorek, 27 listopada 2012 (02:08)Są ważne powody, dla których podczas debaty o dobrym rządzeniu Polską brakowało głosów pochwalających bądź doceniających działania szeroko rozumianej administracji publicznej.
Fatalne prawo, brak odpowiedzialności administracji publicznej za rezultaty jej działań, słabość instytucji czy brak zaufania społeczeństwa do elit politycznych - to niewyczerpana lista problemów, które w ocenie uczestników zorganizowanej z inicjatywy Prawa i Sprawiedliwości debaty przeszkadzają w Polsce dobrze rządzić.
O tym, jak poprawić jakość rządzenia w naszym kraju, długo dyskutowali wczoraj eksperci. Hasło spotkania: "Sprawne państwo. Jak można dobrze rządzić Polską?". Jak zaznaczył prezes PiS Jarosław Kaczyński, niekiedy można usłyszeć tezy, że nie da się w Polsce dobrze rządzić ze względu na uwarunkowania kulturowe i historyczne czy też ze względu na układ interesów w Polsce.
- Nie ukrywam, że jestem zwolennikiem tezy, iż tego rodzaju hipoteza jest nieprawdziwa, ale chcieliśmy to przedyskutować, zastanowić się zarówno na tym poziomie najwyższym, najgłębszym, jak i na poziomie odnoszącym się do spraw nieco innych: reguł dobrego funkcjonowania biurokracji, dobrego funkcjonowania aparatu państwowego, różnego rodzaju mechanizmów, które tutaj, na tym poziomie, przeszkadzają w dobrym kierowaniu polskimi sprawami - mówił we wstępie do dyskusji prezes PiS.
Po pierwsze, odpowiedzialność
Forsowany przez Prawo i Sprawiedliwość na premiera rządu technicznego prof. Piotr Gliński nakreślił szereg warunków, które muszą zostać spełnione, aby faktycznie można było "dobrze rządzić".
- Badania socjologiczne wskazują, że Polacy nie mają zaufania do elit politycznych. W sytuacji braku zaufania społeczeństwa do elit politycznych nie da się skutecznie budować sprawnego państwa - mówił prof. Gliński.
Przede wszystkim do rządzenia powinni być desygnowani ludzie mający do rządzenia mandat od społeczeństwa, którzy chcą rządzić i ponosić odpowiedzialność za efekty swoich czynów. Ale również muszą móc rządzić. Gliński zwrócił w tym kontekście uwagę na konieczność neutralizacji niektórych podmiotów, które nie posiadając mandatu od wyborców, starają się rządzić. To różnego rodzaju bardziej lub mniej jawne grupy interesów.
Ekspert postulował także opracowanie polityki antykorupcyjnej, która w jego ocenie obecnie nie istnieje. Gliński opowiedział się m.in. za ograniczeniem funkcji państwa wykonywanych bezpośrednio przez administrację publiczną i delegowaniem części tych funkcji - a nie ich ograniczaniem - na inny szczebel, do sektora obywatelskiego.
Według Glińskiego, dla prawidłowego funkcjonowania organów państwa należałoby precyzyjnie określić cele ich działania, a także wprowadzić odpowiedzialność za realizację zadań. Administracja publiczna - przekonywał - powinna być oparta na bezpartyjnym korpusie.
Opowiedział się również za reformą obsługi eksperckiej państwa i oparciem jej na instytucjach naukowych oraz za autorską odpowiedzialnością za stanowione prawo. Ocenił, że niezbędna jest reforma debaty publicznej, której jakość "jest bardzo zła", oraz debaty parlamentarnej, a także pilnowanie stabilności prawa i podstaw finansowych polityki.
Po drugie, stabilność
Według Glińskiego, stabilizacja reguł wyborczych wymaga, by nie zmieniać zasad tuż przed wyborami, a zapewnienie stabilności finansowej systemu - by partia polityczna za "drobne błędy" nie była pozbawiana dotacji z budżetu, co miało miejsce, według Glińskiego, w przypadku odebrania dotacji PSL.
Jak ocenił, zmiany wymaga także sektor obywatelski, który określił mianem "soli demokracji" - chodzi przede wszystkim o budowę i wzmocnienie systemu kontroli administracji publicznej przez obywateli, jak również instytucji rzeczników praw obywateli.
Z kolei prof. Antoni Kamiński z Instytutu Studiów Politycznych PAN zwrócił uwagę na jakość stanowionego w naszym kraju prawa, która - w jego ocenie - jest zła: Sejm produkuje prawo, które jest niespójne, a dużą możliwość wpływu na jego powstawanie mają ośrodki lobbystyczne - co stoi na przeszkodzie dobremu rządzeniu.
- Zaufanie do wymiaru sprawiedliwości w społeczeństwie jest niezwykle niskie i ma swoje uzasadnienie - mówił Kamiński. W jego ocenie, mamy do czynienia z państwem zawłaszczonym przez partie polityczne.
Po trzecie, wizja
Europoseł Janusz Wojciechowski (EKR) zwrócił także uwagę, że to złe prawo często także służy jako zwykłe alibi dla podejmowania przez urzędników złych decyzji.
- Jeżeli krzywda dzieje się człowiekowi, to ceduje się bardzo chętnie i zbyt łatwo na to prawo - mówił Wojciechowski.
Profesor Witold Kieżun zwrócił uwagę na barierę związaną ze strukturą gospodarczą kraju, która ewoluowała w stronę struktury typowej dla kraju neokolonialnego, co przejawia się np. przejęciem praktycznie całego rynku bankowego w Polsce przez podmioty zagraniczne czy dużej części handlu - przez zagraniczne sieci.
W ocenie Kieżuna, bez zmiany tej struktury gospodarczej nie osiągniemy poziomu średnio rozwiniętych gospodarek europejskich. Z kolei prof. Jadwiga Staniszkis oceniła, że problemem jest brak wizji i polityki rozwoju kraju. Jej zdaniem, potrzebna jest "taka europeizacja państwa, by reprezentowało naszą rację stanu", oraz tworzenie procedur i nowoczesnych oraz innowacyjnych instytucji - np. w kontekście zmian, jakie w ramach funkcjonowania Unii Europejskiej dokonuje traktat lizboński zwiększający de facto kompetencje organów unijnych.
Staniszkis oceniła również, że mamy do czynienia z widoczną aktywnością służb specjalnych, które chcą zastępować politykę - kreują politycznych aktorów, innych niszczą, co jest - według Staniszkis - nie do przyjęcia.
Profesor Krzysztof Rybiński, były wiceprezes NBP, zwracał uwagę na rozrastającą się administrację, co w żadnym razie nie przekłada się na poprawę życia i funkcjonowania biznesu w naszym kraju.
- W roku 1990 mieliśmy 150 tys. urzędników, obecnie - 450 tys., chociaż rozwija się e-administracja - zauważył Rybiński.
Zaznaczył, że przy takim rozroście administracji Polska pogarsza swoje miejsce w światowych rankingach dotyczących np. jakości instytucji czy jakości prowadzenia biznesu. Zdaniem Anny Streżyńskiej, byłej prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej, trudno jednak stwierdzić, czy tych urzędników mamy w kraju za mało, czy za dużo. A to dlatego, że urzędy pozostają niedofinansowane, a także nie zostały wypracowane metody rozliczania administracji.
Streżyńska oceniła, iż urzędników powinno być tylu, by zapewnić sprawne działanie państwa. Opowiedziała się za budową silnych instytucji i za wzmocnieniem uprawnień regulatorów i nadzorców rynku.
Artur Kowalski