Bez spektakularnych transferów
Piątek, 15 lipca 2016 (18:49)Piłkarze ekstraklasy powracają dziś na ligowe boiska. Pierwsza kolejka, jak zawsze, stanowi niewiadomą, a dopiero po kilku okaże się, kto najlepiej przygotował się do sezonu i przeprowadził najbardziej trafione transfery.
Jeśli ktoś spodziewał się, iż lato upłynie pod znakiem spektakularnych ruchów transferowych, mógł poczuć się nieco rozczarowany. Nasi ligowcy głębiej bowiem do kieszeni nie sięgnęli. Nikt nie zdecydował się zapłacić sumy nawet zbliżonej do miliona euro, choć niektórzy sądzili, iż perspektywa rywalizacji o Champions League zachęci do tego włodarzy Legii. Warszawianie owszem, wydali najwięcej – około pół miliona euro za Thibaulta Moulina. Francuz zapowiadał się na niezłego zawodnika, grywał nawet w młodzieżowych reprezentacjach swego kraju. Potem jednak zniknął z horyzontu. Ostatnio występował w belgijskim Beveren, będąc jego podstawowym graczem. Wydaje się, że powinien być wzmocnieniem Legii, ale na oceny jeszcze poczekajmy.
Pól miliona wyłożyła również Lechia Gdańsk na Rafała Wolskiego. Ten transfer obarczony był mniejszym ryzykiem. Utalentowany pomocnik wiosnę spędził w Wiśle Kraków, do której został wypożyczony z Fiorentiny. We Włoszech się nie sprawdził, postanowił wrócić do kraju, by się odbudować. Uczynił to, w Wiśle błyszczał, przez moment wydawało się, że może nawet znaleźć się w kadrze na Euro 2016. Wisła mogła go wykupić, ale do tematu podeszła w sposób tak mało profesjonalny, iż piłkarz ostatecznie trafił do Lechii – i raczej na pewno okaże się liderem drużyny, bo ma na to „papiery”.
Latem najmocniej pracowali działacze Wisły – ale tej z Płocka. Efekty, przynajmniej na pierwszy rzut oka, są imponujące. Ekipę beniaminka wzmocniło bowiem kilku piłkarzy o znanych nazwiskach i kilku takich, którzy mają szansę stać się gwiazdami ekstraklasy. Do tej pierwszej grupy należą Dominik Furman (kiedyś Legia) oraz Białorusin Siergiej Kriwiec (kiedyś Lech Poznań), a do drugiej wypożyczony z Dynama Kijów ukraiński skrzydłowy Witalij Hemeha.
Nie próżnowali również włodarze Lecha. Sprowadzili do Poznania m.in. Radosława Majewskiego (kiedyś Groclin Grodzisk Wlkp. i reprezentacja Polski, ostatnio grecka AS Veria) oraz Macieja Makuszewskiego (ostatnio Lechia).
Nikt nie zdecydował się jednak na ruch spektakularny. Nikt nie ściągnął piłkarza dużego formatu albo przynajmniej z dużym nazwiskiem, znanym poza granicami naszego kraju. Ostatnio, ale kilka lat temu, na podobny krok zdecydowała się Legia, sprowadzając Serba Danijela Ljuboję. To był bardzo udany pomysł, tak pod względem sportowym, jak i wizerunkowym. Potem kończyło się na planach.
Nasze kluby wciąż liczą każdą złotówkę i w przeważającej części zaciskają pasa. Wisłę Kraków jeszcze nie tak dawno stać było na każdego polskiego piłkarza. Kosztował milion euro lub ponad milion euro, ale znajdował się na liście życzeń (Maciej Żurawski, Kamil Kosowski) – trafiał na Reymonta. Dziś Biała Gwiazda nie znalazła pół miliona, by zatrzymać u siebie Wolskiego. Podobnych problemów nie ma Legia, ale i ona nie zdecydowała się zaryzykować.
Tego lata wszystkie kluby ekstraklasy wydały na sprowadzenie nowych piłkarzy (łącznie) mniej, niż otrzymała Jagiellonia Białystok za sprzedaż Bartosza Drągowskiego. Utalentowany młody bramkarz przeszedł do Fiorentiny za ponad trzy miliony euro.
Piotr Skrobisz