• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Banxit groźniejszy niż Brexit

Wtorek, 12 lipca 2016 (04:29)

Główny ekonomista Deutsche Banku David Folkerts-Landau w wywiadzie dla „Welt am Sonntag” stwierdził, że europejskie banki potrzebują dokapitalizowania w wysokości 150 mld euro. Inaczej może czekać nas poważny kryzys.

Europejskie banki mogą przynieść więcej problemów niż Brexit. Sytuacja w części dużych europejskich banków jest dramatyczna. Realnie europejskim bankom grozi kryzys podobny do tego, który znamy ze Stanów Zjednoczonych w 2008 r. Banxit nie jest więc mitem.

Warto podeprzeć się pewnymi wielkościami. Wielkość tzw. złych długów, a więc tych nie do odzyskania w bankach hiszpańskich, można szacować na prawie 190 mld euro. We włoskich bankach złe długi to około 390 mld euro. To są astronomiczne kwoty. Austriackie banki udzieliły kredytów w Europie Środkowo-Wschodniej na kilkaset miliardów euro, w tym część tych kredytów jest walutowa, m.in. we frankach szwajcarskich. Co zrozumiałe, część tych kredytów jest zagrożona.   

Łączna ilość złych długów w krajach strefy euro jest szacowana na prawie 900 mld euro. To są niewyobrażalne pieniądze.

Wydaje mi się, że Davidowi Folkerts-Landau nie chodziło o 150 mld, tylko o kilkaset mld euro większą kwotę.  

Banki już wyciągają ręce po pieniądze. Przypomnę, że Europejski Bank Centralny drukuje co miesiąc 80 mld euro, łącznie są to już biliony euro, i to wszystko wpada w bankową czarną dziurę. To jest o tyle groźne, że niektóre banki są w naprawdę trudnej sytuacji. Jest to wspomniany niemiecki Deutsche Bank, włoski UniCredit, hiszpański Santander czy banki szwajcarskie – UBS, Credit Suisse.  

Sektor bankowy jest beczką prochu. Mimo stresstestów, powołania Europejskiej Unii Bankowej i przyjęcia dyrektywy BRRD niewiele się poprawiło. Bankierzy europejscy nie wyciągnęli żadnych wniosków z kryzysu 2008 r. Wręcz przeciwnie – przyśpieszono prace drukarek, podnosząc sobie bonusy i premie. Wzrosła też ilość produkowanych toksycznych produktów.

Kryzys bankowy w Europie jest kwestią czasu. Sądzę, że ten może się pojawić na przełomie 2016 i 2017 r. i może być w skutkach bardziej niebezpieczny dla demokracji i stabilności niż Brexit czy Grexit.

Co gorsza banki europejskie mają swoje filie w Polsce. To może być w konsekwencjach groźne dla nas. Wywrotka kilku banków czy tylko jednego dużego, a największym potencjalnym kandydatem jest Deutsche Bank, który przy aktywach rzędu 2,8 biliona dolarów naprodukował toksycznych produktów na ponad 60 bilionów dolarów. To pokazuje skale beztroski.  

Unijni politycy znaleźli się w ciężkiej sytuacji, bo oni muszą się zdecydować, czy chcą ratować własne narody i gospodarki, czy chciwych megaspekulantów i wielkie banki, które zaszalały do tego stopnia, że narażają stabilność całego kontynentu.  

Janusz Szewczak