• Poniedziałek, 16 marca 2026

    imieniny: Hilarego, Izabeli, Herberta

Wielki finał. Francja czy Portugalia?

Niedziela, 10 lipca 2016 (19:02)

Dziś wieczorem poznamy nowego piłkarskiego mistrza Europy. W podparyskim Saint-Denis naprzeciw siebie staną reprezentacje Francji i Portugalii, obie marzące o tytule i wierzące w siebie.

Francja jeszcze przed rozpoczęciem turnieju została okrzyknięta jednym z jego głównych faworytów. Gdy w ostatnich czasach organizowała u siebie wielkie piłkarskie imprezy, zawsze je wygrywała. Tak było podczas mistrzostw Europy w 1984 roku, tak było podczas mistrzostw świata w 1998. W obu przypadkach Trójkolorowi nie dawali rywalom żadnych szans, wygrywając mecz za meczem – od pierwszego do ostatniego. Biorąc pod uwagę również Euro 2016, z 18 kolejnych spotkań rozegranych na wielkim turnieju przed własną publicznością wygrali aż 16 i żadnego nie przegrali. To niesamowity bilans.

Prócz Euro 1984 Francuzi rywalizację o miano najlepszej drużyny Starego Kontynentu rozstrzygnęli na swoją korzyść również w 2000 roku. Oba te turnieje łączył fakt, iż w półfinale pokonywała tę samą drużynę. Portugalię. Żeby było ciekawiej, wygrali z nią również w… półfinale mistrzostw świata w 2006 roku.

– Ale to było dawno temu. Poza tym mecze finałowe różnią się od pozostałych, nie da się ich z niczym porównać. Dlatego historią w ogóle nie zaprzątamy sobie głowy – powiedział Fernando Santos, trener dzisiejszego rywala Trójkolorowych. Nie przejmuje się też bardzo niekorzystnym bilansem dotychczasowych pojedynków między finalistami Euro 2016. Z 24 do tej pory rozegranych Francja wygrała aż 18.

Na trwającym wziąż turnieju jedni i drudzy jeszcze nie przegrali. Francja w fazie grupowej pokonała Rumunię i Albanię oraz zremisowała ze Szwajcarią. Potem okazała się lepsza od Irlandii i Islandii, a w półfinale wygrała z Niemcami. Długo specjalnie nie porywała, dopiero w potyczce z Islandią i mistrzami świata pokazała potencjał i możliwości. Jej liderem stał się Antoine Griezmann, który w fazie pucharowej mistrzostw aż pięciokrotnie wpisał się na listę strzelców. Łącznie może się pochwalić dorobkiem sześciu goli, a więc znakomitym jak na mistrzostwa Europy. Więcej, w jednym turnieju zdobył do tej pory tylko jeden piłkarz, jego rodak Michel Platini. 

Portugalia, choć znalazła się w finale, dobrej prasy nie miała. W grupie wszystkie mecze zremisowała, choć za rywali miała Islandię, Austrię i Węgry, a więc drużyny sporo niżej od siebie notowane. Potem, po dogrywce, pokonała Chorwację, a w ćwierćfinale, po karnych, zwyciężyła Polskę. Pierwszą wygraną w regulaminowym czasie gry odniosła dopiero w półfinale, pokonując 2:0 Walię. Santos jednak podkreślał, iż na wielkich turniejach nie chodzi o to, by grać pięknie i porywać, tylko o to, by wygrywać. I taka właśnie Portugalia była – pragmatyczne, realizująca taktyczne założenia, niepozwalająca sobie na fantazję czy na folgowanie wyobraźni. Nawet Cristiano Ronaldo.

Kto dziś okaże się lepszy? Faworytem będzie Francja. Ma niesamowite ofensywne trio: Griezmann, Dimitri Payet i Olivier Giroud gwarantują potężną siłę ognia. Wszyscy są w formie, głodni sukcesu. Pewni siebie i zdeterminowani. Portugalczycy odetchnęli, gdy okazało się, że Santos będzie mógł posłać do boju Pepe. Skarżący się na problemy zdrowotne zawodnik jest bowiem ostoją defensywy, jej szefem i liderem – nawet pamiętając o tym, iż czasami zachowuje się dość dziwnie i niekonwencjonalnie. Portugalczycy liczą też na niego – wyjątkowego, jedynego, niepowtarzalnego, któremu stawiają już pomniki i fundują muzea. Ronaldo, bo o nim oczywiście mowa, być może nie znajduje się w życiowej formie, ale jest niebywale zdeterminowany, by osiągnąć z reprezentacją historyczny sukces. – Mam nadzieję popłakać się z radości – powiedział.

Wielki finał Euro 2016 na Stade de France w Saint-Denis poprowadzi Anglik Mark Clattenburg. Pierwszy gwizdek o 21.00.

Piotr Skrobisz