Skończyć z Polską A i B
Czwartek, 7 lipca 2016 (03:18)Międzynarodowy Fundusz Walutowy opublikował raport oceniający polską gospodarkę. Polska wypada w nim pozytywnie, lecz zwrócono uwagę na kilka zagrożeń. Jednym z nich jest „brak równowagi w rozwoju i wzroście dochodów między Polską Zachodnią a Wschodnią”. Według funduszu różnice te hamują nasz wzrost gospodarczy.
Podział na Polską A i B, a więc bogatszą i biedniejszą, istnieje i jest efektem wydarzeń z minionych wieków, kiedy to poszczególne części naszego kraju wchodziły w skład wrogich nam imperiów. Fakt, że te rozbieżności są ciągle głębokie, i tu trzeba przyznać rację MFW, nie sprzyja rozwojowi naszej gospodarki. Nadmierne rozwarstwienie dochodów, poziomu życia etc. pomiędzy, obywatelami danego kraju, miastami, regionami czy nawet częściami gospodarki w poszczególnych jej segmentach jest czymś negatywnym. Rozwarstwienie poziomu, o którym mówimy, jest do pewnego momentu dopuszczalne, a nawet pozytywne, bo stymuluje słabiej rozwiniętych do wytężonej pracy. Jest też nierozerwalnie związane z rolą gospodarki rynkowej. Pamiętajmy, że w naszą Konstytucję i rozumienie naszej polityki gospodarczej wpisany jest, obok gospodarki rynkowej, jej społeczny charakter.
W Konstytucji Polski jest mowa o społecznej gospodarce rynkowej i ta koncepcja bierze swój początek z lat powojennych w RFN. Tej koncepcji Niemcy zawdzięczają swój cud gospodarczy. Początkiem oczywiście był Plan Marshalla, ale to Niemcy wykorzystali wszystkie możliwości, jakie on dawał, i tak stali się najsilniejszą gospodarką w Europie. Przymiotnik „społeczny” oznacza, że nie można wszystkiego puszczać na żywioł. Państwowa polityka gospodarcza powinna brać odpowiedzialność za różnego rodzaju procesy, które dzieją się w kraju m.in. za procesy związane z nierównomiernym rozwojem.
Otóż dochodzimy do momentu w którym Unia Europejska, często w swoich dokumentach posługuje się słowem „konwergencja”, a więc wyrównywanie szans wśród ludzi i regionów. Wspólnota jednak nie radzi sobie z tym problemem, mimo że przygotowuje programy zmierzające do konwergencji. Wobec tego możemy obserwować postępującą dywergencję, a więc rozbieżności.
Po pierwsze, trzeba to sobie uświadomić, po drugie, trzeba zwrócić na to uwagę rządzącym, po trzecie, skłonić ich do przeciwdziałania takim procesom. Lecz niestety nie ma jasnych i szybkich w realizacji recept na to, co zrobić z postępującą dywergencją.
Tak naprawdę państwo jest od tego, także w społecznej gospodarce rynkowej, by obywatelom dawać szansę na bogacenie się, prowadzenie przedsiębiorczości oraz od tego, by wyrównywać pole gry rynkowej, by wszyscy mieli równe szanse. Ludzie wtedy sami sobie świetnie poradzą. Czasami rzeczywiście potrzebna jest większa i zdecydowana interwencja państwa, która wynika ze świadomości, że rozwarstwienie między obywatelami na wschodzie i zachodzie nie służy gospodarce.
Dlatego potrzebne jest wsparcie dla regionów słabiej rozwiniętych dla dobra nas wszystkich. Żeby nie doszło do sytuacji, w której bogaci łożą na biedniejszych współobywateli. Jesteśmy jednym Narodem, jednym społeczeństwem, żyjemy w tym samym miejscu o tym samym czasie, czyli wszyscy siedzimy na jednej gałęzi tego samego drzewa.
Poprzednia władza zdawała się nie dostrzegać tego problemu. Momentami mówiła, że trzeba wspierać tych bogatszych po to, aby w tzw. metropoliach gromadził się biznes, żeby one jeszcze bardziej się bogaciły. To miało być sposobem na rozwiązanie problemów gospodarczych naszego kraju. Prawda jest odwrotna – trzeba dążyć do tego, by poziom życia był możliwe wyrównany, choć do pełnej równości nigdy nie dojdziemy. Co więcej, nawet nie powinniśmy do niej dochodzić, bo na tym polega lewicowość, by wszyscy żyli na tym samym poziomie. A gdy wszystkich w poziomie życia się wyrówna, to znaczy, że wszyscy będą równie biedni.
Tak więc pewne rozbieżności w poziomie dochodów i standardzie życia są czymś zupełnie naturalnym, ale to nie znaczy, że państwo ma wszystko puścić na żywioł i zostawić procesy ekonomiczne same sobie. Rozwarstwienie jest pozytywne tylko do pewnego poziomu. Jeżeli go przekraczamy, a na to zwraca uwagę MFW, powinniśmy zmierzać do jego spłaszczenia.
Dr Marian Szołucha