Walia czy Portugalia?
Środa, 6 lipca 2016 (12:32)Rewelacyjna Walia czy też może Portugalia, która do tej pory na mistrzostwach nie wygrała meczu w regulaminowym czasie gry? Dziś wieczorem poznamy pierwszego finalistę Euro 2016.
Ktoś, kto przed francuskim turniejem obstawił, iż w jego półfinale zmierzą się ze sobą Walia z Portugalią, z pewnością potężnie się wzbogacił. Nie wiadomo jednak, czy w ogóle ktoś taki jest, bo chyba nikt nie spodziewał się, że Gareth Bale i spółka dotrą aż tak daleko. Obecność Portugalii w czołowej czwórce zaskoczeniem specjalnym nie jest, choć droga, jaką przeszła, dała jej miejsce w historii. Mało chlubne.
Cristiano Ronaldo i spółka powalczą dziś bowiem w Lyonie o finał, choć do tej pory na francuskich boiskach nie wygrali ani jednego meczu – przynajmniej w regulaminowym czasie gry. Fazę grupową przeszli z trzema remisami na koncie: z Islandią, Austrią i Węgrami. Szczęśliwie, bo w tym ostatnim spotkaniu byli krok od porażki i błyskawicznego pożegnania się z imprezę. Wtedy jednak sprawy w swoje ręce (i nogi) wziął Ronaldo, zdobywając dwa gole – jedyne, jak do tej pory na Euro 2016, w jedynym, jak do tej pory, spotkaniu, w którym błysnął. Potem Portugalczycy męczyli się okrutnie z Chorwacją, przez 90 minut nie oddali nawet celnego strzału, wygrali fartownie, po dogrywce. Z Polską też dopisało im szczęście, bo nasi tak naprawdę nie wykorzystali okazji do ich znokautowania. Zwyciężyli po karnych. Potem się tłumaczyli, iż nie zawsze na wielkich turniejach da się grać pięknie, że najważniejszy jest wynik, że ich rywale się bronili – ale wielu ekspertów podkreślało, iż obecność podopiecznych Fernando Santosa w półfinale jest kuriozum.
Obecność Walii – sensacją. Co do tego wątpliwości nie ma nikt. Ale też nikt nie uważa, by ta drużyna dostała się do czołowej czwórki mistrzostw przypadkowo. Walia na swój historyczny sukces zapracowała i na niego zasłużyła. Wygrała swoją grupą, wyprzedzając w tabeli m.in. Anglię. Z nią co prawda przegrała w bezpośrednim meczu, ale w ogólnym rozrachunku okazała się lepsza. Teraz triumfuje i się śmieje, co chwilę dogryzając „dumnym” synom Albionu. Fantastyczny turniej rozgrywa Gareth Bale, potwierdzając, iż jest prawdziwym liderem zespołu, ale obok asa Realu Madryt świetnie spisywali się również jego koledzy. Mało kto dawał im szansę w ćwierćfinałowym starciu z Belgią, a tu zagrali w nim niesamowicie odważnie, bez kompleksów i co najważniejsze – bardzo dobrze. I wygrali – 3:1. – To, co osiągnęliśmy już we Francji, pokazuje, iż nie należy bać się marzyć. Cztery lata temu nawet nie wyobrażaliśmy sobie, że możemy dojść tak daleko. Przegrywaliśmy, ale wierzyliśmy, że nadejdą lepsze czasy. I nadeszły – podkreślił trener Chris Coleman, zgodnie uznawany, za ojca sukcesu.
Niedawno ktoś się go zapytał, czy gdyby w przyszłości dostał intratną propozycję, zgodziłby się poprowadzić jakąś inną reprezentację. Odpowiedział krótko: – Nie, jestem przecież Walijczykiem, nie mógłbym.
W dzisiejszym meczu to Portugalia będzie jednak faworytem. Ma mimo wszystko mocniejszy skład, więcej gwiazd, obycie w walce o najwyższą stawkę. Za Walią przemawia niesamowity entuzjazm, głód sukcesu i wiara. Coleman przekonuje, iż problemem nie będzie absencja dwóch niezwykle ważnych zawodników, Bena Daviesa i Aarona Ramseya – ale z nimi w składzie drużyna byłaby zdecydowanie silniejsza.
Dla wielu mecz Walii z Portugalią będzie wielkim starciem Bale'a z Ronaldo. Obaj występują na co dzień w Realu, są najdroższymi piłkarzami świata. – Nie, to niewłaściwe stawianie sprawy. Naprzeciw siebie nie staną przecież dwaj piłkarze, tylko dwie drużyny – zaprotestował Bale. W podobnym tonie wypowiedział się Santos. – To nie będzie mecz o Złotą Piłkę, tylko o finał mistrzostw Europy – podkreślił.
Pierwszy półfinał Euro 2016 rozpocznie się o 21.00. Jeśli wygra w nim Walia, zostanie pierwszym debiutantem-finalistą od 1972 roku.
Piotr Skrobisz