• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

Wykluczeni cyfrowo

Poniedziałek, 26 listopada 2012 (02:05)

Kilkaset tysięcy osób zostanie zaliczonych do kategorii wykluczonych cyfrowo. Rząd nie będzie dofinansowywał najbiedniejszym Polakom zakupu dekoderów do odbioru naziemnej telewizji cyfrowej.

 

Przestawienie naziemnej telewizji analogowej na cyfrową w standardzie DVB-T (Digital Video Broadcasting-Terrestrial) ma - wedle rządu - stanowić zwrot technologiczny. Ale okazuje się, że wprowadzanie tej technologii nie będzie bezbolesne, choć proces ma przebiegać etapami: 7 listopada wyłączono nadajniki analogowe w regionie lubuskim, 28 listopada stanie się to w części Pomorza i województwa warmińsko-mazurskiego, w przyszłym roku - do lipca - będą po kolei odłączane kolejne rejony kraju.

Krytycznie wdrażanie naziemnej telewizji cyfrowej oceniają posłowie z sejmowej Komisji Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii. Parlamentarzyści mają świadomość, że wiele gospodarstw domowych nie jest przygotowanych do odbioru sygnału telewizyjnego w formacie DVB-T.

- Dlatego wnioskowaliśmy do premiera Donalda Tuska, aby w rejonie, gdzie telewizję cyfrową może odbierać mniej niż 95 proc. gospodarstw domowych, było przesuwane wyłączanie starych nadajników - mówi poseł Mieczysław Golba (SP), przewodniczący komisji.

Posłowie chcieli też, by rząd przygotował przepisy o pomocy finansowej dla najbiedniejszych rodzin na zakup dekoderów, aby nie doszło do sytuacji, gdy części osób będzie grozić wykluczenie cyfrowe. Zdaniem rządu, taka pomoc nie jest potrzebna.

Tylko 4 procent?

Małgorzata Olszewska, wiceminister administracji i cyfryzacji, poinformowała, że resort zlecił przeprowadzenie badań na temat przygotowania Polaków do odbioru telewizji cyfrowej. Okazuje się, że niewielu z nas wie o terminie wyłączenia nadajników analogowych, ale 78 proc. ankietowanych ma świadomość, że do oglądania telewizji cyfrowej trzeba mieć albo odpowiedni telewizor (z tunerem MPEG4), albo dekoder. Jednak co drugi Polak nie wie, czy ma telewizor przystosowany do DVB-T.

Dezorientacji nie ma się co dziwić, bo w 40 proc. domów wciąż są telewizory kineskopowe, które do tej pory wystarczały do oglądania telewizji. I dla wielu jest niezrozumiałe, że do takich starych odbiorników trzeba kupować dekodery. Co więcej, spokojnie nie mogą spać posiadacze odbiorników LCD, jeśli są to telewizory z dekoderami typu MPEG2 - starszymi od MPEG4, a przez to nieprzydatnymi. W takim przypadku też trzeba mieć dekoder.

Zdaniem ekspertów, ta niewiedza Polaków wynika ze słabej jakości kampanii informacyjnej na temat telewizji cyfrowej, która została też zbyt późno rozpoczęta. Minister Olszewska twierdzi, że kampania jest skuteczna, a składają się na nią nie tylko liczne spoty telewizyjne, ale też kampanie w mediach lokalnych czy szkołach. A do gospodarstw domowych rozsyłane są listy od ministra cyfryzacji, prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej i szefa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Podczas badań przeprowadzonych we wrześniu i październiku br. okazało się też, że 4 proc. widzów nie ma pieniędzy nawet na zakup dekodera. Jednak wiceminister Olszewska powiedziała, że nie ma potrzeby, aby rząd wypłacał im zasiłki na ten cel. - Z tych badań wynika, że Polacy nie oczekują pomocy przy przechodzeniu na telewizję cyfrową - podkreśla wiceminister. I dodaje, że w połowie państw UE, gdzie wcześniej wyłączano sygnał analogowy, też nie było dopłat do dekoderów.

Takie stanowisko dziwi poseł Barbarę Bubulę (PiS). - Rząd nie wie, ilu ludzi nie ma telewizji cyfrowej? - pyta. I podkreśla, że 4 proc. osób odbierających tylko telewizję analogową, których nie stać na zakup dekodera, to kilkaset tysięcy ludzi w skali kraju - bo prawie 30 proc. rodzin nie korzysta ani z telewizji kablowej, ani z platform cyfrowych. - Nas powinno martwić jako posłów i was jako rząd, że kilkaset tysięcy osób nie stać na odbiorniki cyfrowe - mówi Bubula.

Poseł Piotr Tomański (PO) uważa, że taka pomoc dla tych rodzin jest zbyteczna, bo dekodery nie są drogie - kosztują od 39 do 99 złotych. Zdaniem specjalistów, te najtańsze mogą być jednak wadliwe albo służą do odbioru telewizji w formacie MPEG2, więc w Polsce nie będą działać.

Wiceminister Olszewska zaznacza, że nikt się do administracji państwowej o taką pomoc nie zgłaszał. Posłowie opozycji twierdzą, że trudno się ludziom dziwić, bo gdyby rząd taką pomoc przewidział w budżecie i o niej informował, potrzebujący zgłosiliby się do ośrodków pomocy społecznej, bo dla wielu rodzin zakup dekodera to duży wydatek.

Sygnał będzie wzmocniony

Magdalena Gaj, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej, poinformowała, że UKE prowadzi badania dostępności sygnału cyfrowego. Tylko w województwach lubuskim, pomorskim i warmińsko-mazurskim, gdzie najwcześniej następuje przejście na DVB-T, badania zajęły 1800 godzin.

Przy pomocy specjalistycznych samochodów ustalono, że sygnał cyfrowy nie dociera do dwóch wsi w dolinie Noteci: to Lipki Wielkie i Goszczanowo. Ale po zwiększeniu mocy nadajnika w Gorzowie Wlkp. problemu już nie ma. Poważniejszy kłopot wystąpił na Pomorzu i Warmii, gdzie sygnał cyfrowy był słaby, m.in. w Żarnowcu i Wejherowie. Ale tam też zwiększono moc nadajników i 28 listopada, gdy zniknie telewizja analogowa, nie powinno być problemów z odbiorem cyfrowej. - Badamy inne obszary wyłączeń sygnału analogowego. Chcemy to skończyć do końca roku - powiedziała prezes Gaj.

- Rząd nagle się opamiętał i dał 31 mln na doświetlanie [wzmacnianie sygnału cyfrowego] - komentuje poseł Bubula. - Problem jest więc nie tylko na terenach górskich i podgórskich. A do tej pory mówiono nam, że to samo się załatwi - dodaje poseł PiS.

- Aż strach pomyśleć, co się stanie na Podkarpaciu, jak wyłączymy sygnał analogowy, bo nie będzie w wielu rejonach możliwości odbioru jakiejkolwiek telewizji - obawia się poseł Mieczysław Golba. Zresztą już teraz w niektórych rejonach górskich nie można odbierać telewizji analogowej, a ma ona mniejsze wymagania w zakresie siły sygnału od cyfrowej. Rząd uważa, że problemu nie będzie, bo załatwią go doświetlenia.

Krzysztof Losz