To nie jest „skok na kasę”
Wtorek, 5 lipca 2016 (11:06)Wczoraj wicepremier Mateusz Morawiecki przedstawił koncepcję zmian w otwartych funduszach emerytalnych (OFE), której celem jest przekazanie zgromadzonych tam środków Polakom, a także wykorzystanie części z nich jako swoistej dźwigni finansowej do projektów inwestycyjnych realizowanych w ramach Planu Odpowiedzialnego Rozwoju.
Media nieprzychylne rządowi Prawa i Sprawiedliwości natychmiast zaprezentowały tę koncepcję jako kolejny „skok na kasę”, identyczny z tym, którego dokonał rząd Donalda Tuska w 2013 roku, przejmując blisko 150 mld zł aktywów OFE.
Wtórowali im przedstawiciele głównych partii opozycyjnych w Sejmie, którzy używali różnych określeń: od ostatecznej likwidacji OFE, poprzez nacjonalizację, po wspomniany już „skok na kasę”.
Przypomnijmy tylko, że dzięki przechwyceniu wspomnianych 150 mld zł aktywów OFE w roku 2013 rząd PO – PSL zmniejszył wydatki budżetu państwa na 2014 rok o 23 mld zł (o 8 mld zł mniejsze wydatki na obsługę części krajowej długu publicznego i o ponad 15 mld zł zmniejszone dotacje do FUS) i w związku z tym deficyt budżetu państwa na rok 2014 wyniósł „tylko” 47,7 mld zł, a nie około 70 mld zł.
Drugim „osiągnięciem” wynikającym z tzw. reformy OFE była wyraźna poprawa dramatycznej do tej pory sytuacji w całym systemie finansów publicznych.
Przypomnijmy także, że rok 2013 zakończył się deficytem sektora finansów publicznych w wysokości 70,6 mld zł, czyli 4,3% PKB, i był wyższy od tego w 2012 roku, kiedy to wyniósł on 3,9% PKB (po zmianie metody liczenia PKB wprowadzonej przez Eurostat te wskaźniki po ponownym przeliczeniu są trochę lepsze).
Przechwycenie z OFE wspomnianych 150 mld zł obligacji skarbowych spowodowało także zmniejszenie „na papierze” wielkości długu publicznego o tę właśnie sumę.
Umorzenie obligacji skarbowych będących w posiadaniu OFE na taką sumę spowodowało, że – jak już wspominałem – dług publiczny zmalał o blisko 8% PKB, a to z kolei pozwoliło rządzącej koalicji uniknąć konieczności wykreślenia z ustawy o finansach publicznych II progu ostrożnościowego (przekroczenia przed dług publiczny wartości 55% PKB) i zbliżenia się do progu konstytucyjnego 60% PKB, a więc uniknąć także zarzutu zdemolowania finansów publicznych w ciągu 7 lat rządzenia.
Wprawdzie dług w takiej wysokości zniknął z tego jawnego, który pokazuje unijna metoda ESA95, zamienił się jednak w ten ukryty w ZUS, bowiem powiększył zobowiązania Skarbu Państwa wobec przyszłych emerytów.
Propozycje przedstawione przez wicepremiera Morawieckiego oznaczają, że od 1 stycznia 2018 roku 75% obecnych aktywów OFE (103 mld zł) zostanie przekazane na indywidualne konta emerytalne wszystkich 16,5 mln uczestników OFE, a pozostałe 25% (35 mld zł) zostanie przekazanych na Fundusz Rezerwy Demograficznej (FRD).
Jednocześnie nastąpiłoby przekształcenie OFE w Fundusze Inwestycyjne Polskich Akcji, a Powszechne Towarzystwa Emerytalne (PTE) byłyby przekształcone w Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych (TFI).
TFI zarządzałyby środkami w kwocie ponad 100 mld zł, pomnażając je na rzecz przyszłych emerytów z daleko większą efektywnością niż do tej pory OFE (środki im powierzone z roku na rok maleją zamiast rosnąć), natomiast FRD stałby się realnym buforem finansowym obecnego systemu emerytalnego, po wydaniu większości zgromadzonych w nim środków przez koalicję PO – PSL.
A więc wicepremier Morawiecki chce przeznaczyć środki, które pozostały w OFE, na wsparcie rozwoju kraju (przyporządkowując je wcześniej 16,5 milionów Polaków poprzez IKE) i jednocześnie wzmacniając obecny system emerytalny poprzez uwiarygodnienie FRD.
Jest to zasadnicza różnica w stosunku do „skoku na kasę”, jaki przeprowadził rząd Donalda Tuska w roku 2014, który przejął 160 mld zł z OFE i umarzając obligacje skarbowe na tę kwotę, zmniejszył dług publiczny i koszty jego obsługi.
Zrobiono to jednak pod swoistym „pistoletem” przekroczenia przez polski dług publiczny wskaźnika zawartego w Konstytucji RP, że dług ten nie może przekroczyć 60% PKB, co groziło postawieniem przed Trybunałem Stanu ówczesnego ministra finansów Jana Vincenta Rostowskiego i ówczesnego premiera Donalda Tuska.
Dr Zbigniew Kuźmiuk