Dziś w „Naszym Dzienniku”
Ultranowoczesne lufy
Czwartek, 30 czerwca 2016 (01:18)Najnowocześniejsze na świecie lufy do dział powstają w Polsce.
Najnowocześniejsze na świecie lufy do dział powstają w Polsce.
Huta Stalowa Wola posiada ultranowoczesną linię obróbki mechanicznej stalowych rur, z których powstają lufy do armat, haubic i moździerzy. Instalacja jest w całości skomputeryzowana i zautomatyzowana.
Do utwardzania metalu i nadawania mu właściwego kształtu służą rzadkie, bardzo zaawansowane rozwiązania. Jedno z nich polega na rozpychaniu przyszłej lufy olejem pod gigantycznym ciśnieniem. Rura rozszerza się, a potem samoistnie kurczy, ale w wyniku tego staje się twardsza i bardziej odporna na odkształcenia. Wnętrze lufy jest wyżłabiane w kształt „gwintu”. To on nadaje miotanym pociskom ruch obrotowy wokół osi lotu, co stabilizuje ich tor.
– Nakładem prawie 35 mln zł mamy najnowocześniejszą na świecie linię do produkcji luf, ale na tym nie poprzestajemy. Cały czas unowocześniamy się – mówił Antoni Rusinek, prezes Huty Stalowa Wola, podczas wtorkowej debaty zorganizowanej przez „Nasz Dziennik” i Polską Grupę Zbrojeniową.
Obecny wysoki poziom nakładów inwestycyjnych został jednak okupiony kosztowną restrukturyzacją. Część produkcji cywilnej (m.in. maszyn budowlanych) przejęła firma z Chin. Z kolei produkcję samej stali oddzielny podmiot Huta Stali Jakościowych. W efekcie Huta Stalowa Wola nie ma własnych wielkich pieców czy walcowni.
Niestety, także materiał do luf ze Stalowej Woli trzeba kupować za granicą, stal z miejscowego zakładu nadaje się tylko do luf najkrótszych, a np. krab ma ośmiometrową. Prezes HSW zwraca uwagę, że w Polsce po zerwaniu z technologią sowiecką zaczęto bezmyślnie zakupywać produkty na Zachodzie, a lekceważono rodzimy przemysł.
Wieloletnie zaniedbania
Zaradzić temu miał wielki program modernizacji polskich Sił Zbrojnych w latach 2013-2022, jak się obecnie okazuje, niedoszacowany i nierealny, mimo przeznaczonych na jego realizację 130 mld zł. Wśród 14 kluczowych programów są systemy obrony powietrznej, nowe śmigłowce i nowe okręty. – Trudno być zadowolonym z realizacji programu z 2012 r., skoro do końca 2015 r. nie został uruchomiony żaden z jego wiodących programów – podkreśla poseł Michał Jach, szef sejmowej Komisji Obrony Narodowej.
– Polski przemysł był zaniedbywany, państwo polskie przez wiele lat nie interesowało się jego sytuacją. Zamawiano za granicą ze szkodą dla polskiego potencjału, a nasze zakłady nie mogły rozwijać się na równi z zakładami w innych krajach – potwierdza Maciej Lew-Mirski, wiceprezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej, do której należy HSW.
Plan Morawieckiego dla zbrojeniówki
Teraz może się to zmienić. Przemysł zbrojeniowy znalazł się w tzw. planie Morawieckiego jako jeden z priorytetów, jest zgoda w rządzącej partii i rządzie na wzrost wydatków na obronę także ponad wymagane w NATO 2 proc. PKB. Wreszcie zostanie też spełniony podstawowy warunek sukcesu eksportowego naszych zakładów – polskie produkty muszą trafiać na wyposażenie własnej armii.
– Każda złotówka wydana na zbrojenia ma uzasadnienie polityczne, ekonomiczne, determinuje rozwój całego państwa – zgadza się Jach.
Według statystyki, 70 proc. wydatków MON trafia do polskich firm, ale to tylko bezpośredni kontraktorzy. Ich dostawcy i podwykonawcy często są za granicą. Czasem jest to nieuniknione, gdy nie ma polskich technologii. Bywa, że rynek jest zdominowany przez kilka podmiotów lub państw. A gdy jest to np. jedna firma amerykańska i jedna rosyjska, w ogóle nie ma wyboru. Ale często wiele produktów można wytworzyć w Polsce. Lub zamiast kupować je za granicą, jedynie nabyć odpowiednie licencje. Tak planuje działać PGZ, która chce startować do niemal wszystkich przetargów zbrojeniowych, tworząc w razie potrzeby międzynarodowe konsorcja, aby stawać na ich czele i starać się o transfer technologii.
Rozmowy biznesu z MON są jednak zawsze trudne. Na przykład HSW, którą jest częścią PGZ, a więc de facto należy do Skarbu Państwa, grożą duże kary umowne tak jak każdemu innemu podmiotowi. A ich przyczyna nie do końca wynika z winy huty. Często przyczyny opóźnień leżą po stronie podwykonawców. Bywa też, że przestoje generuje samo MON.
Inna bariera to monopol instytutów badawczych, w których trzeba zamawiać ekspertyzy. Czasem resort żąda spełnienia wymagań wręcz nierealnych. – Na przykład pływający bojowy wóz piechoty łączący odpowiednią ochroną przeciwminową i balistyczną z masą wymaganą przez zamawiającego w ogóle nigdzie na świecie nie występuje. A na badania rozwojowe budżet jest wiele razy mniejszy niż w firmach niemieckich czy amerykańskich – tłumaczy Bartłomiej Zając, dyrektor ds. rozwoju z HSW.
Z kolei resort tłumaczy, że z jednej strony dzięki specjalnym klauzulom traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej może wyłączyć rodzimy przemysł obronny z unijnych wymogów konkurencji, ale musi wtedy innymi sposobami wymuszać oszczędności i lepszą jakość.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w wersji elektronicznej