Niepowtarzalna szansa przed rolnictwem
Wtorek, 21 czerwca 2016 (05:28)Polska i Chiny podpisały memorandum o współpracy w obszarze zdrowia zwierząt i roślin oraz bezpieczeństwa żywności. Jest to nowa szansa przed polskim rolnictwem.
Wielkość rynku chińskiego powinna nas skłaniać do tego, żebyśmy starali się przyciągnąć konsumentów w Państwie Środka. Moim zdaniem, Chiny nigdy nie będą krajem samowystarczalnym żywnościowo i dlatego potrzebują stabilnych dostaw żywnościowych z różnych krajów.
W ubiegłym roku w Warszawie gościła jedna z delegacji chińskich. Miałem okazję się z nią spotkać. Wtedy to przedstawiłem im stan bezpieczeństwa żywności w Polsce, przybliżyłem instytucje za to odpowiedzialne i przedstawiłem strukturę produkcji żywności. Na moje pytanie, dlaczego chcą poznać takie szczegóły z rolnictwa, to odpowiedź była jednoznaczna: „szukamy dużego rolniczego kraju, z produkcją bezpiecznej i zdrowej żywności, bez GMO, po to aby z tym krajem wejść w strategiczne porozumienie odnośnie do wieloletnich dostaw żywności na rynek chiński”.
To jest gra o wysoką stawkę. Jeżeli doszłoby do zrealizowania umów międzynarodowych, możemy w sposób trwały rozwiązać problemy nadprodukcji żywności w Polsce. Oczywiście to nie rozwiązuje spraw oddania rynku wewnętrznego rynkom zachodnim, uzależnienia naszego przetwórstwa rolnio-sporzywczego od międzynarodowych koncernów, funkcjonowania sieci sklepów wielkopowierzchniowych, które niszczą polskie rolnictwo itd. Ale gdybyśmy mieli możliwość eksportu dużej ilości żywności do Chin, to byłoby to dla nas wielkim ułatwieniem w rozwoju rolnictwa w najbliższych latach.
Sprawą, która to zdecydowanie ułatwia, jest przekonanie Chińczyków, że polska żywność jest o wiele lepsza niż ta, którą produkują rolnicy w innych krajach w sposób przemysłowy. Delegaci Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych, z którymi miałem okazję się spotkać, twierdzili, że według analiz chińskich nasza żywność jest lepsza niż produkowana gdzie indziej na świecie.
Polska jest w Europie, a Chiny w Azji. Dlatego ważne jest także powstanie trasy kolejowej „Nowego Jedwabnego Szlaku” między Łodzią, a Szanghajem. Obecnie wagony, które przyjeżdżają do Polski z produktami chińskimi, wracają do Chin najczęściej puste. Istnieje więc możliwość zmniejszenia kosztów eksportu, bez konieczności korzystania z drogi morskiej.
Z wielką nadzieją patrzę na współpracę z Pekinem i cieszę się, że to, co teraz staje się faktem, zapoczątkowali prezydent Andrzej Duda i minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel podczas swoich wizyt w Chinach. Jednak ta współpraca nie zastąpi kontaktów z Unią.
Unia Europejska i Chiny są to trochę inne rynki. Kraje Unii leżą blisko, więc zmniejszają się koszty transportu. W Europie też można zyskać większe marże. Ale o Chiny musimy aktywnie zabiegać. Tym bardziej że grupy produktów poszukiwane na rynku chińskim są trochę inne niż europejskim. Przykładem tego są kurze łapki, które są odpadem w Europie, a w Chinach są rarytasem. Istnieje wiele produktów, które mają wielkie uznanie w kuchniach chińskich (jest 5 rodzajów kuchni chińskich regionalnych), i znajdują zastosowanie. Choćby w tym możemy z Chinami współpracować.
Jest to też rynek 1 miliarda 300 milionów ludzi z ciągle powiększającą się klasą średnią, a są to osoby, które mają pieniądze, chcą się odżywiać lepiej niż tylko przysłowiową miską ryżu.
Inne kraje twierdzą dokładnie to samo, co my. Komisarz ds. rolnictwa i rozwoju wsi Phil Hogan wielokrotnie jeździł do Chin. Tę samą trasę pokonują ministrowie rolnictwa innych krajów. To nie jest tak, że nasza konkurencja zasypuje gruszki w popiele. Ale Chińczycy dostrzegają przewagę jakościową naszej żywności. Zdecydowanie musimy to wykorzystać.
Jan Krzysztof Ardanowski