• Czwartek, 5 marca 2026

    imieniny: Adriana, Fryderyka, Oliwii

Kubica zamyka usta krytykantom

Sobota, 24 listopada 2012 (18:42)

Człowiek z innej planety! Kubica miażdży! Kosmos! – to tylko niektóre z komentarzy pojawiających się po zakończeniu drugiego dnia rajdu du Var we Francji, w którym Robert Kubica bierze udział. Słowa te są jak najbardziej trafne, ponieważ na dobę przed zakończeniem tego prestiżowego rajdu polski kierowca nie ma sobie równych.

Ze sporą stratą, drugie miejsce za Kubicą zajmuje Francuz Cédric Robert… Zasiadający za kierownicą citroena C4 Polak dokładał swoim rywalom często po kilka sekund na każdym kilometrze poszczególnych odcinków specjalnych. Znawcy rajdów są zgodni, iż na tym poziomie rywalizacji sportowej jest to dosłownie przepaść. Robert wygrał osiem z ośmiu odcinków specjalnych i przed jutrzejszymi pięcioma może być dość spokojny.

Z zawodów wycofał się ponadto utytułowany Belg Freddy Loix, który miał być największym rywalem Polaka. Po sześciu OS-ach sympatyczny Loix tracił jednak do Kubicy już blisko dwie minuty. Najprawdopodobniej chciał przycisnąć na kolejnym z nich, aby zmniejszyć straty i w związku z tym jego auto wypadło z trasy. W nieoficjalnych komentarzach często jednak pojawiało się stwierdzenie, że Belg miał już dość cięgów, jakie sprawiał mu Polak na jego własnym podwórku (Freddy Loix mieszka w sąsiedztwie tras, gdzie odbywa się rajd) i to poważnie wpłynęło na zakończenie przez niego udziału w imprezie. Kończący się jutro rajd to zdecydowanie najtrudniejsze zadanie dla Roberta spośród tych, w których brał udział w tym roku, jednakże jak pokazuje nasz kierowca, niestraszne są mu żadne wyzwania.

Takimi fenomenalnymi wynikami nasz rodak raz na zawsze powinien zamknąć usta tym wszystkim swoim krytykom, którzy powątpiewali w jego umiejętności. Zamilknąć powinni także ci wszyscy, którzy deprecjonowali jego wielki powrót po ciężkiej kontuzji, jakiej nabawił się po wypadku w Ronde di Andora w lutym ubiegłego roku.

Najlepiej na ich trujące słowa odpowiedział sam Robert, który na zarzuty, iż do tej pory ścigał się z „kelnerami” w podrzędnych rajdach we Włoszech, stwierdził: – „Ta trzecia liga włoska chyba nie jest taka słaba”. Równie ironicznie spuentował wszystkie żółte paski, jakie pojawiały się w największej telewizji informacyjnej, która niby podaje całą prawdę całą dobę, jakoby to Kubica nie był już w stanie wrócić do Formuły 1. Zapytany o plany na przyszłość, polski kierowca z uśmiechem na ustach odpowiedział: – A co? Nie oglądacie innych polskich telewizji? Te komentarze świadczą o tym, iż Robert śledzi to, co mówi się o nim w jego Ojczyźnie, ale jednocześnie pokazuje, że jednak trochę boli go to, jak niesprawiedliwie i często całkowicie kłamliwie jest w tutejszych mediach opisywana jego osoba.

Niestety, taka reakcja głównych ośrodków medialnych jest charakterystyczna dla pewnego środowiska, które Rafał Ziemkiewicz opisał terminem „Michnikowszczyzna”. Te ośrodki opinii wpajają bowiem swojej publiczności od lat, że nie należy cieszyć się z sukcesów innych Polaków albo umniejszać je, jak to tylko możliwe, lub doszukiwać się drugiego dna. Z tego samego źródła płynie odwrotna postawa, która nakazuje nagłaśniać wszelkie wpadki przedstawicieli naszego narodu, cieszyć się z tego, że komuś powinęła się noga i skwitować wszystko słowami „dobrze mu tak”. Bo właśnie na tej zasadzie były nagłaśniane np. wypadnięcie z trasy przez Kubicę na jednym z rajdów we Włoszech czy też wspomniana przeze mnie niesprawdzona informacja na temat niemożności powrotu Roberta Kubicy do Formuły 1. Swoją postawą na Rallye du Var polski kierowca udowadnia tym wszystkim „ekspertom” z głównych ośrodków przekazu, jak bardzo się mylili. Polak może odnosić sukcesy. Polak może być ceniony na całym świecie. Polak może być wielkim mistrzem.

 

Łukasz Sianożęcki