Felieton - Na progu nadziei
Bractwo
Piątek, 10 czerwca 2016 (19:25)Zwielką radością przyjąłem pomysł i decyzję o. dyrektora Tadeusza Rydzyka o powołaniu Bractwa św. Jana Pawła II. Jest dla mnie sprawą oczywistą, że to Bractwo może być ratunkiem dla wielu z nas. W czasie życia Papieża cieszyliśmy się jego obecnością. Był dla nas wsparciem („Nie boję się, gdy ciemno jest, Ojciec za rękę prowadzi mnie”). Był dla nas dumą narodową („największy z rodu Polaków”, a więc z naszego rodu). Potem przyszedł czas nieuniknionego rozstania. Nastał czas żałoby, ale dzięki niemu przecież weszliśmy z atmosfery żalu i smutku na drogę paschy, przejścia do życia. Narodziło się Pokolenie JPII. Narodziło się spontanicznie i pięknie. Wtedy, gdy może nikt nie oczekiwał wsparcia, kierownictwa, przywództwa… Ludzie, my, Naród, wylegaliśmy z domów na place, ulice, zapalaliśmy znicze, szliśmy po latach lub dniach do spowiedzi, stukaliśmy do bram kościołów, organizowaliśmy marsze i Msze św. I była myśl, że trzeba to wszystko „zagospodarować”. Trzeba dziedzictwo Jana Pawła II i potencjał jego Pokolenia zagospodarować.
Nie można odmówić tego, że takie próby były. Powstały Centra dedykowane Papieżowi, zbierane są corocznie stypendia Trzeciego Tysiąclecia, organizowane są rocznicowe Msze, spotkania, funkcjonują dni, a właściwie tygodnie papieskie. Jednak chyba wielu z nas czuje, że to trochę za mało, znacznie za mało.
Potrzeba naszej obecności jako dzieci duchowych Jana Pawła II, jego uczniów we wszystkich sferach życia. Potrzeba dzisiaj, zwłaszcza w dobie deficytu słowa, także kościelnego, przypomnienia prawd o wolności i odpowiedzialności, o grzechu i powołaniu do świętości, o Kościele, który nie jest dekretowany pomysłami rad parafialnych i gremiów kardynalskich, ale rodzi się z Eucharystii. Trzeba nam przypomnienia, że życie – każde życie – jest dobrem i że jest święte. I także tego, że demokracja, tak dzisiaj fetyszyzowana, jeśli zostanie oderwana od wartości, degeneruje się i staje systemem antydemokratycznym. Te prawdy widać, że zaginęły – wystarczy choćby spojrzeć na podobno katolików, tych broniących aborcji, in vitro, mylących tolerancję z uległością złu.
Potrzebujemy jego nauczania jak chleba, wody i powietrza. I potrzebujemy tego, by to nauczanie wprowadzać w życie. Tam, gdzie funkcjonujemy. Potrzebujemy więc realizacji kapłaństwa według miary, którą nam zostawił, realizacji powołania profesorskiego w sporze o człowieka, który trwa, a nawet się nasilił, realizacji powołania matki i kobiety, która ma walor geniuszu, a nie przedmiotu feministycznej pogardy dla macierzyństwa. Potrzeba nam ludzi słowa, pamiętających wagę, jaką Karol Wojtyła przywiązywał do słowa i kultury, potrzebujemy realizacji Ewangelii życia, która nie pozwoli odejść od łóżek najbardziej potrzebujących i najsłabszych, nawet gdy jakieś racje sprawiedliwości ekonomicznej mogą sugerować coś przeciwnego. Potrzebujemy tego umiłowania Polski, które sprawiało, że staliśmy się świadkami tego, że Duch zstąpił i odnowił oblicze ziemi…
Przyznaję, że mam szczerą wolę być w Bractwie i uczyć się raz jeszcze, jak żyć, z Janem Pawłem II.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu elektronicznej wersji „Naszego Dziennika”