• Środa, 11 marca 2026

    imieniny: Konstantego, Ludosława

Luksemburg uległ aborcyjnej propagandzie

Piątek, 23 listopada 2012 (17:45)

Po kilkuletniej batalii z potęgą aborcyjnego lobby kolejny kraj skapitulował. Wczoraj wieczorem parlament luksemburski zalegalizował zabijanie poczętych dzieci na żądanie. Wystarczy wymówić morderczą formułkę: „trudna sytuacja”.

Debata miała się rozpocząć o godz. 14.00. W tym czasie przed gmachem parlamentu zrobiło się biało od małych trumienek, które przynieśli ze sobą „ultrakonserwatywni” obrońcy życia. Przyszli, by wyrazić swój sprzeciw wobec planów wprowadzenia kolejnych „wyjątków” aborcyjnych w Wielkim Księstwie Luksemburga.

Jak dotąd aborcja była tam możliwa w trzech sytuacjach. Po pierwsze, kiedy dziecko podejrzewane było o jakąś chorobę, po drugie, kiedy zostało poczęte w wyniku gwałtu, i wreszcie po trzecie, kiedy życie bądź zdrowie matki było zagrożone.

Obecnie, po zmianie prawa, by zamordować swoje dziecko, wystarczy powiedzieć, że jest się w „trudnej sytuacji”. A owa „trudna sytuacja” może być natury zarówno fizycznej, jak i psychicznej czy społecznej. Jedyną "uciążliwością", której jak na razie nie udało się wyeliminować, ma być konieczność podwójnej konsultacji. Ale, jak podkreślono, ta druga ma mieć charakter wyłącznie informacyjny.

Kolejna nowość w systemie prawnym Luksemburga dotyczy niepełnoletnich matek, które w „nowej rzeczywistości” nie będą musiały pytać rodziców o zgodę na zamordowanie własnego dziecka. Poza tym licencję na aborcję farmakologiczną dostępną wyłącznie w klinikach uzyskały także zwykłe gabinety ginekologiczne. A jeśliby jakiś lekarz odmówił zabicia dziecka, jego obowiązkiem będzie skierowanie matki do kogoś, kto tego rodzaju usługi oferuje. Tu lista innowacji się kończy, choć - jak zapowiedział na samym początku Alex Bodry z Luksemburskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej - ta reforma „jest tylko etapem, a nie zakończeniem sprawy. Pozostanie jeszcze wiele rzeczy do zrobienia”.

Właściwa dyskusja rozpoczęła się ok. godz. 17.00, a pierwszym złotoustym okazał się Lucien Weiler z Chrześcijańsko-Społecznej Partii Ludowej. Stwierdził, że temat aborcji jest kwestią sumienia i nie powinien być wykorzystywany do celów politycznych. W dalszej części politycznie poprawnego wywodu zabłysnął spostrzeżeniem, że dyskusja dotyczy kwestii praw i wartości fundamentalnych, które w miarę upływu czasu mogą się zmieniać (sic!). – Obowiązkiem polityki jest brać pod uwagę tę zmiany i umiejętnie je wprowadzać – powiedział. Kolejni mówcy najwyraźniej korzystali z tego samego leninowskiego podręcznika aborcyjnej retoryki. Dwie panie wyraziły nawet niezadowolenie z nie dość liberalnego projektu liberalizacji. Viviane Loschetter, zielona, przekonywała, że w przypadku tzw. ciąż niechcianych nie można stawiać przeszkód w dostępie do aborcji. – Im więcej będziemy stawiać warunków, tym bardziej będziemy ograniczać wolny wybór kobiety – orzekła. Na zakończenie wyraziła ubolewanie, że projekt reformy jest mało odważny. Jacques-Yves Henckes z Komitetu Akcji na rzecz Demokracji i Sprawiedliwości Płac przekonywał z kolei, że nastolatki muszą mieć prawo do „dyskretnej” aborcji, bez zgody rodziców, bo - jak wyjaśnił - w sytuacji kiedy np. rodzice są rozwiedzieni, bardzo trudno zdobyć od nich pozwolenie.

Debata zakończyła się krótko przed godz. 21.00. W głosowaniu wzięło udział 60 deputowanych. Ustawę przyjęto stosunkiem głosów 39 do 21.

 

Anna Bałaban