• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

Z różańcem i męczennikami

Wtorek, 7 czerwca 2016 (20:37)

Z panią Ireną z Belgii w pierwsze liturgiczne wspomnienie franciszkańskich męczenników: o. Michała Tomaszka i o. Zbigniewa Strzałkowskiego, rozmawia Małgorzata Pabis.

 

W Belgii rozwija się kult męczenników. Jak to się stało?

– Kult męczenników rozwinął się u nas „przypadkiem”, gdy w internecie znalazłam informację, że w sobotę, 4 grudnia, jest ich Msza św. beatyfikacyjna. Zaczęłam szukać o nich  informacji. Wystarczyło mi, że zginęli z rąk terrorystów. Grupa, która od września 2015 roku modliła się za terrorystów, obrała sobie błogosławionych za szczególnych orędowników, modląc się o nawrócenie terrorystów. I tak koleżanka koleżance, kolega koledze i znalazło się wielu chętnych, by dołączyć do tej modlitwy. W tej chwili jest nas 80 osób. W marcu rektor Polskiej Misji Katolickiej zatwierdził naszą grupę. Nie spotykamy się regularnie. Każdy modli się dziesiątką Różańca w domu sam. Są też całe rodziny, które modlą się razem. Każdy ma swoją tajemnicę różańcową.

 

W czasie gdy był zamach terrorystyczny w Belgii, Pani już mówiła o ich pomocy, wstawiennictwie. Dlaczego?

 

– Na efekty modlitwy różańcowej za ich wstawiennictwem nie musiałam długo czekać. Modlitwa ta dała mi wiele pokoju wewnętrznego, zgody na wolę Bożą. Relikwie, które miałam zawsze przy sobie, dodawały siły. Gdy był zamach w Brukseli, wszyscy płakaliśmy nad ludzką nienawiścią, ale nie było we mnie lęku. Nic. Całkowity pokój. Żadnego buntu. Szliśmy z synem przez najgorsze dzielnice pieszo 1,5 godziny, bo nic nie jeździło. Trzymałam w ręce relikwie i modliliśmy się całą drogę do nich. Błogosławiliśmy wszystkich po drodze: policję, straż, pogotowie, ludzi. Wszystko w pokoju serca.

Wszyscy dziwili się mojej reakcji, bo po zamachach w Paryżu była panika. Przez 3 lata do metra nie wsiadałam, a teraz, w piątek – 3 dni po zamachach – jechałam metrem, nosząc ich relikwie zawsze i wszędzie.

 

Jak dziś – już jakiś czas po zamachu – żyjecie?

– Bardzo spokojnie żyjemy. Czasem pojawia się jakiś lęk, myśl, czy wrócę do domu, czy zobaczę jeszcze moje dzieci. Wszystko jednak w zaufaniu .Nie wiemy, co nas spotka, ale miejmy nadzieję, że tylko dobro...

 

Dziękuję za rozmowę.

 

 

Małgorzata Pabis