• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

Ewangelia

Niedziela, 5 czerwca 2016 (08:33)

Łk 7,11-17

Jezus udał się do pewnego miasta, zwanego Nain; a szli z Nim Jego uczniowie i tłum wielki. Gdy zbliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego, jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta.

Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: „Nie płacz”. Potem przystąpił, dotknął się mar, a ci, którzy je nieśli, stanęli, i rzekł: „Młodzieńcze, tobie mówię, wstań”. Zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce.

A wszystkich ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: „Wielki prorok powstał wśród nas i Bóg łaskawie nawiedził lud swój”. I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie.


 

Rozważanie

Dwa orszaki

Śmierć jedynego syna z pewnością poruszyła małe miasteczko. Zwykła ludzka solidarność nakazywała współczucie i obecność przy zbolałej, osamotnionej matce. W wielu głowach kołatały się pytania: co dalej? Co z Bożym Miłosierdziem? Dlaczego Stwórca godzi się na bezsensowne cierpienie? Czy nie mógł go ocalić? Czy taka była „wola Boża”?

Bardzo ludzkie pytania. Nam też nieobce.

Sens opisanego przez św. Łukasza wydarzenia jest daleko głębszy niż tylko epicki opis cudu. Przecież grobowe mary to synonim ludzkiego losu, gdzie brak życiodajnej mocy Boga. To świat bez Boga! Nihilistyczny, pusty, bezsensowny. Naprzeciwko niego wychodzi Chrystus, więcej – staje się jego cząstką po to, aby wypełnić go życiem daleko wykraczającym poza określoną prawami fizjologii wegetację. Wlać weń nadzieję, przywrócić właściwe relacje. Uchronić od śmierci wiecznej. Ceną tej „miłości do końca” stał się krzyż – znak solidarności bólu z matką z Nain i tysiącami jej podobnych matek, ojców niosących śmiertelne mary, z dziećmi wypełniającymi przychodnie poradni onkologicznych i szpitalne sale, szukającymi odpowiedzi na pytania o sens wypadków, tragedii, nieszczęść…

 

Ks. Paweł Siedlanowski