Francuzi chcieli przejąć rynek?
Sobota, 4 czerwca 2016 (21:34)Z Marzeną Fajger, przewodniczącą Komitetu Zakładowego NSZZ ,,Solidarność” w Fabryce Wódek Polmos Łańcut, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Blisko dwieście osób protestowało dzisiaj w Łańcucie przeciwko likwidacji Fabryki Polmos. Jak przebiegała manifestacja i jak blokadę krajowej „czwórki” przyjęli kierowcy?
– To była pokojowa manifestacja. Nie chcieliśmy swoim protestem utrudniać życia komukolwiek, ale chcieliśmy zwrócić uwagę na problem, z jakim się zmagamy – my, pracownicy, a mianowicie z widmem likwidacji fabryki, która daje utrzymanie nam, naszym rodzinom – fabryki, która jest jednym z ostatnich większych zakładów w pow. łańcuckim. Oczywiście mówimy też o ponad 250-letniej historii i tradycji gorzelnictwa, którą teraz Francuzi chcą lekką ręką zlikwidować. Ze strony kierowców, którym przez dwie godziny blokowaliśmy drogę, których przepraszamy za utrudnienia, usłyszeliśmy poparcie dla naszych postulatów, co najlepiej świadczy o tym, że społeczeństwo jest świadome, jak dużym zagrożeniem może być likwidacja Polmosu.
Czy widzi Pani szansę na uratowanie Polmosu i odwrócenie tej niekorzystnej dla załogi decyzji właściciela?
– Mamy nadzieję, że nie wszystko jest jeszcze stracone. Jeśli nie widzielibyśmy światełka w tunelu, to nie podejmowalibyśmy starań o zmianę decyzji właściciela francuskiej spółki Marie Brizard Wine & Spirits. Dla mniej wtajemniczonych może warto przypomnieć jej poprzednie nazwy: Sobieski, Belvedere Dystrybucja, Sobieski Dystrybucja. Fabryka Wódek Polmos Łańcut, którą Francuzi przejęli w 2004 r., wcale nie musi być zlikwidowana, bo jest np. nierentowna, wprost przeciwnie – produkujemy, a zakład przynosi zyski. Jako załoga to doskonale wiemy.
Jest propozycja załogi oraz lokalnego samorządu, aby odkupić zakład od właściciela i kontynuować w nim produkcję…
– Skoro właścicielowi nie opłaca się produkować w Łańcucie, to my jako załoga wspólnie z samorządem miasta Łańcut utworzyliśmy spółkę pracowniczą i wystąpiliśmy do Marie Brizard Wine & Spirits o odkupienie akcji fabryki Polmos Łańcut. Jesteśmy przekonani, że bylibyśmy w stanie utrzymać się sami na rynku.
Co stoi na przeszkodzie, aby zrealizować ten scenariusz?
– Właściciel nie chce się zgodzić. Jednak my nie jesteśmy szaleńcami, nie porywamy się z motyką na słońce, ale mając doświadczenie, a w zanadrzu uznane nie tylko w Polsce, ale także za granicą produkty – marki, jesteśmy przekonani, że jest to możliwe. Mamy szansę na sukces, problem tylko w tym, żeby Marie Brizard Wine & Spirits zechciała odsprzedać nam akcje i umożliwiła zrealizować ten projekt.
Rozumiem, że ta propozycja została już przedstawiona…
– Tak, przedstawiliśmy taką propozycję, ale po drugiej stronie jest ściana. Innymi słowy, Francuzi chcą zlikwidować Polmos w Łańcucie, tym samym likwidując tradycję. Wygląda na to, że boją się konkurencji.
Czy zatem można powiedzieć, że kupując łańcucki Polmos, de facto kupili sobie markę i rynek zarazem?
– Jeszcze raz powtórzę, że tak na dobrą sprawę niewiele osób słysząc z francuska brzmiącą nazwę Marie Brizard Wine & Spirits, kojarzy, kto to właściwie jest, co kryje się pod tą niewiele mówiącą nazwą. Tymczasem to jest była już Grupa Sobieski, producent takich marek alkoholi jak chociażby Krupnik czy Sobieski, spółka, która w ubiegłym roku przemianowała swą nazwę na Marie Brizard Wine & Spirits. Kiedy wkroczyli na polski rynek, przejęli m.in. Polmos w Krakowie, Polmos w Kołaczkowie, Polmos Łańcut i Polmos w Starogardzie Gdańskim. Do tej chwili zlikwidowali już Polmos w Krakowie i są na najlepszej drodze, żeby zlikwidować Polmos w Łańcucie. Uważam, że niedługo ten sam problem może mieć Polmos w Starogardzie Gdańskim. Wygląda na to, że Francuzi kupowali polskie fabryki wódek po to, aby je zlikwidować.
Czy zatem mamy do czynienia z wrogim przejęciem?
– Tak to wygląda. Jak bowiem inaczej nazwać wszystkie te działania, cały ten mechanizm. Jeśli nie może się przekonać konkurencji w uczciwy, cywilizowany sposób, to się ją podkupuje, a następnie likwiduje, otwierając czy zawłaszczając sobie rynek.
Jak przebiegają dotychczasowe rozmowy związków zawodowych z przedstawicielami Marie Brizard Wine & Spirits?
– Od momentu ogłoszenia decyzji o przeniesieniu produkcji z Łańcuta do Starogardu Gdańskiego, co de facto oznacza likwidację naszej fabryki, odbyło się kilka spotkań. Muszę powiedzieć, że rozmowy są bardzo trudne, tym bardziej że przeciwko nam, związkowcom, którzy nie mamy zaplecza prawniczego, wytoczono prawdziwe działa, stawiając po drugiej stronie firmę prawniczą z Warszawy. Ponadto zatrudniono dodatkowo osoby – fachowców, którzy mają przeprowadzić proces restrukturyzacji naszego zakładu. W tej sytuacji łatwo sobie wyobrazić, jaka jest nasza pozycja wyjściowa. Te rozmowy są dla nas bardzo trudne. Owszem, Region Rzeszowski NSZZ „Solidarność” wyszedł nam naprzeciw, delegując swoich związkowych prawników, którzy uczestniczą w negocjacjach, ale – jak wspomniałam – przeciwko sobie mamy wyspecjalizowane zespoły, których już samo wynajęcie zapewne kosztuje krocie. My takiej kasy nie mamy. I gdyby nie to, że mamy pomoc w postaci prawników z Regionu Rzeszowskiego NSZZ „S”, to bylibyśmy z góry na straconej pozycji.
O czym świadczy tak zdecydowane działanie francuskiego właściciela?
– Wygląda na to, że decyzja w sprawie Polmosu Łańcut już zapadła, a mocny zespół fachowców ma tylko przeprowadzić ten misternie ułożony plan i postawić kropkę nad i. Dowodem tego jest fakt, że nie chcą ustąpić ani na krok na dobrą sprawę w żadnym obszarze.
Na 7 czerwca zaplanowano posiedzenie Prezydium Polsko-Francuskiej Grupy Parlamentarnej w sprawie Polmosu. Jest zatem nadzieja?
– Nadzieja jest zawsze. Spotkanie w Sejmie Prezydium Polsko-Francuskiej Grupy Parlamentarnej, której przewodzi poseł PiS z Podkarpacia Kazimierz Gołojuch, na które ma przybyć dyrektor generalny MarieBrizard Wine & Spirits Jean-Noël Reynaud, który – nawiasem mówiąc – od 2014 r., kiedy odwiedził naszą fabrykę w Łańcucie, teraz po raz pierwszy odpowiedział na pismo, jakie skierowaliśmy pod jego adresem.
Jak to nie odpowiadał na pisma załogi?
– Dokładnie. Wiele razy kierowaliśmy pisma z zaproszeniem na rozmowy, tym bardziej że w 2014 r., kiedy był w Polmosie Łańcut, deklarował, że dla niego liczy się pracownik. Co więcej, że będzie chciał inwestować w Polsce. Tymczasem półtora roku po tych zapowiedziach mamy decyzję o likwidacji Fabryki Wódek Polmos Łańcut z ponad 250-letnią historią, z Muzeum Gorzelnictwa, które znajduje się na terenie fabryki i też może lec w gruzach. Mamy nadzieję, że na tym spotkaniu 7 czerwca w Sejmie uda się Polsko-Francuskiej Grupie Parlamentarnej przekonać właściciela, aby jednak nie likwidował łańcuckiego Polmosu, a jeśli nie, to żeby pozwolił nam odkupić udziały w fabryce i pozwolił, aby spółka pracownicza rozpoczęła produkcję na własny rachunek.
Czy 7 czerwca to ostateczna data, po której nie będzie już odwrotu?
– Uważamy, że 7 czerwca, a więc spotkanie w Sejmie, w którym udział zapowiedział także ambasador Francji w Polsce bądź jego przedstawiciel, to będzie ostatnia szansa na pomyślny finał. Wierzymy mocno, że będzie to szczęśliwy finał. Mamy nadzieję, że uda się jeszcze odwrócić te złe decyzje, że będziemy mogli sami produkować, bo wiemy, jak to robić. Zapewniam, że będziemy walczyć do końca.
Powróćmy jeszcze na chwilę do trwających negocjacji. Proszę powiedzieć, co Francuzi proponują zwalnianym pracownikom?
– Negocjacje są w toku i nie chciałabym ujawniać szczegółów, ale oględnie mówiąc – oferują nam niewiele ponad to, co gwarantuje nam kodeks pracy, a więc odprawy w zależności o stażu pracy.
Co przyniósł wtorkowy protest przed Ambasadą Francji w Warszawie i spotkanie z ambasadorem tego kraju?
– Jako załoga pojechaliśmy do ambasadora Francji w Polsce, aby prosić o interwencję w naszej sprawie. MarieBrizard Wine & Spirits to spółka francuska, której efekty działań w Polsce mogą się odbić na ocenie przez Polaków także innych francuskich inwestorów. Chcieliśmy uświadomić ambasadorowi, skoro nie dociera to do kierownictwa MarieBrizard, że taka decyzja tak naprawdę nikomu nie służy i decyzja o likwidacji naszego zakładu pracy może się odbić i rzutować na interesy innych Francuzów w Polsce. Nie ma zatem powodu, aby poprzez działania jednej firmy w wątpliwość została podana wiarygodność innych francuskich interesów w Polsce.