• Sobota, 21 marca 2026

    imieniny: Benedykta, Filemona

Liczymy na uratowanie Polmosu

Wtorek, 31 maja 2016 (22:41)

Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Zarządu Regionu Rzeszowskiego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak przebiegała dzisiejsza pikieta pracowników łańcuckiego Polmosu pod Ambasadą Francji w Warszawie, pikieta zorganizowana przez Zarząd Regionu Rzeszowskiego NSZZ „Solidarność”?

– To była pokojowa manifestacja, w której uczestniczyło ponad dwieście osób wśród nich ponad stu pracowników Fabryki Wódek Polmos Łańcut, mieszkańcy Łańcuta, koledzy z Sekretariatu Spożywczego NSZZ „Solidarność”, parlamentarzysta z Podkarpacia poseł Wojciech Buczak z PiS oraz starosta łańcucki Adam Krzysztoń. Celem tej pikiety było przekazanie ambasadorowi Francji prośby, wniosku pracowników i ich rodzin, aby podjął próbę mediacji pomiędzy załogą a właścicielem łańcuckiej fabryki Marie Brizard Wine & Spirits. Chodzi o cofnięcie decyzji zgodnie, z którą Francuzi chcą zlikwidować fabrykę w Łańcucie i przenieść jej produkcję do Starogardu Gdańskiego. Pracę miałoby stracić 130 osób spośród 159 obecnie zatrudnionych. To oznacza utratę źródła utrzymania dla ok. tysiąca ludzi. To jest sytuacja nie do przyjęcia i szok dla niewielkiego Łańcuta.

Udało się spotkać z ambasadorem?

– Przedstawiciele załogi i związków zawodowych działających w łańcuckim Polmosie zostali przyjęci przez ambasadora. Odbyła się krótka rozmowa, ale daleko idących deklaracji nie otrzymali. 7 czerwca ma się odbyć posiedzenie Prezydium Polsko-Francuskiej Grupy Parlamentarnej, mam nadzieję, że również samorządowców z Podkarpacia, na które został zaproszony przedstawiciel zarządu spółki Marie Brizard Wine & Spirits. Byłoby dobrze, gdyby przy okazji tego spotkania ambasador Francji włączył się w mediacje, które w efekcie doprowadziłyby bądź to utrzymać łańcucki zakład w dotychczasowym kształcie, albo pozwolić na jego przejęcie przez załogę.      

Żeby ratować zakład, dodajmy zakład, który nie przynosi strat, trzeba było pikiety i szukania pomocy u ambasadora Francji?

– Uważam, że to jest test dla Ambasadora Francji jako przedstawiciela tego kraju, test wiarygodności. Na firmach francuskich czy na rządzie tego kraju już raz się zawiedliśmy. Przypomnę, że przed kilku laty odbył się przetarg na śmigłowiec dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, gdzie wygrała francuska firma Airbus Helicopters, która startowała wówczas pod nazwą Eurocopter Group. Obiecywano wówczas budowę Centrum Obsługi Posprzedażnej dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego i miejsca pracy w Polsce, które mimo upływu czasu nie powstały. Podobnie rzecz ma się z Polmosem w Łańcucie, który jakiś czas temu zakupiła spółka Marie Brizard Wine & Spirits, a dzisiaj słyszymy o jej likwidacji. Teraz startując w przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla naszej armii Airbus Helicopters też obiecuje nowe miejsca pracy. Czas najwyższy powiedzieć – sprawdzam. Obawiam się bowiem, że możemy mieć do czynienia z kupowaniem marki, a później jej likwidacji czy też jest wola prezesa danej firmy i rządu francuskiego, aby kupując, kontynuować produkcję i rozwijać zakład. Jeżeli dojdzie do likwidacji Polmosu Łańcut, to bardzo prawdopodobne jest, że w przypadku ostatecznej wygranej Airbusa w przetargu śmigłowcowym żadne miejsca pracy w Polsce nie powstaną.

Czy nazywając rzeczy po imieniu, w przypadku Polmosu możemy mieć do czynienia z wrogim przejęciem?

– Wygląda na to, że firma francuska, kupując fabrykę w Łańcucie, kupiła sobie markę znaną na całym świecie, którą chce przejąć. Chodzi m.in. o słynne łańcuckie Rosolisy – likiery na bazie receptur hrabiego Alfreda Potockiego i inne szlachetne alkohole, jakie tu powstają. To dla mnie nie ulega wątpliwości. Mam nadzieję, że ambasador Francji włączy się do mediacji i wspólne działania zaowocują szczęśliwym finałem.

Jutro kolejny dzień rozmów z przedstawicielami firmy Marie Brizard Wine & Spirits, z jakimi nastrojami komitet protestacyjny przystępuje do tego spotkania, zważywszy, że wcześniej u Francuzów nie było widać nawet cienia gotowości do ustępstw?

– Rozmowy z przedstawicielami francuskiego właściciela ze związkami zawodowymi dotyczące zwolnień grupowych są bardzo trudne. Wygląda na to, że Marie Brizard Wine & Spirits okopało się mocno na swojej pozycji i nie chce się cofnąć ani na krok. Obawiam się, że może być bardzo trudno osiągnąć korzystne dla załogi porozumienie. Nie przekonuje argument o konieczności obniżenia kosztów funkcjonowania w związku z podwyższoną akcyzą na alkohol, ekspansją dyskontów i mniejszym popytem na alkohole wysokoprocentowe. Tym bardziej dziwi fakt, że odrzucono ofertę lokalnego samorządu dotyczącą obniżenia kosztów funkcjonowania fabryki, umorzeniu podatków itp. w zamian za utrzymanie produkcji w Łańcucie.  

Jakie są oczekiwania, wiem, że załoga Polmosu założyła spółkę pracowniczą, wystąpiła też do Marie Brizard Wine & Spirits z propozycją odkupienia udziałów…

– Spółka pracownicza, jaka się zawiązała, jako taka sama nie będzie w stanie ze względów finansowych przejąć fabryki, ale gdyby w ramach wynegocjowanego pakietu, gdzie Marie Brizard Wine & Spirits będzie musiało wypłacić odszkodowanie, to przy pozyskaniu lokalnych samorządów – co nie jest wykluczone, to wówczas jest bardzo prawdopodobne przejęcie Fabryki Wódek Polmos Łańcut od Francuzów i kontynuowanie produkcji. Póki co właściciel odrzucił propozycję w obawie przed konkurencją, co tylko potwierdza wcześniejsza moją tezę, że zakładu został zakupiony po to żeby przejąć markę. Tak się w świecie biznesu postępuje – jeśli nie można wygrać z konkurencją, to się ją kupuje, a następnie likwiduje, mając w rękach rynek.

Zarząd Regionu Rzeszowskiego NSZZ „Solidarność” wyraził gotowość wsparcia załogi Polmosu. Na co pod tym względem może liczyć załoga?

– Od samego początku, kiedy tylko pojawił się problem, zadeklarowaliśmy wsparcie Komisji Zakładowej NSZZ „S” w Polmosie w akcji protestacyjnej. Już dzisiaj uruchomiliśmy środki w ramach funduszu strajkowego celem pokrycia kosztów całej akcji, chociażby tej dzisiejszej przed Ambasadą w Warszawie. Strona sporu zbiorowego jest zakładowa „S” i w zależności od tego, jakie będą tam podejmowane decyzje i w jakim kierunku rozwinie się akcja protestacyjna, będziemy udzielać wsparcia także finansowego dla członków naszego związku. Niewykluczone, że zaistnieje potrzeba wyjazdu do właściciela Marie Brizard Wine & Spirits do Francji, aby tam na miejscu przekonywać do odstąpienia od likwidacji Polmosu czy nawet protestować to również pomożemy w organizacji takiego przedsięwzięcia.

Czy w tej sytuacji strajk jest również brany pod uwagę?

– Strajk to jest zawsze ostateczność, kiedy zawiodą wszystkie inne metody negocjacyjne i próby wyperswadowania w tym wypadku de facto bardzo złej decyzji. Trudno mi osobiście zabierać głos w sprawach, o których będzie decydowała załoga Polmosu i Komitet Protestacyjny. My jako zarząd regionu możemy tylko doradzać i jesteśmy gotowi to robić. Powiem tak, że gdyby Marie Brizard Wine & Spirits podtrzymała swoją decyzję o likwidacji fabryki w Łańcucie i gdybym ja miał o tym decydować, to akcja protestacyjna w Łańcucie byłaby prowadzona do końca, ze strajkiem włącznie. Nie pozwolimy, żeby obcy kapitał zniszczył fabrykę z ponad 250-letnią tradycją, żeby wystawił ludzi na bruk.

Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki