• Piątek, 10 kwietnia 2026

    imieniny: Michała, Makarego

Sikorski w kajdanach

Piątek, 23 listopada 2012 (02:04)

Sejm przyjął wczoraj uchwałę mającą wspierać rząd w negocjacjach unijnego budżetu na lata 2014-2020.

Posłowie przyjęli, że unijny budżet musi być "sprawiedliwym kompromisem odpowiadającym na potrzeby Polski i całej Unii Europejskiej", a nawet, iż "Sejm oczekuje przyjęcia takich rozwiązań, które pozwolą polskim rolnikom konkurować na jednolitym rynku na równych zasadach", i oczekuje wyrównania dopłat bezpośrednich.

W uchwale nie znalazło się natomiast wezwanie rządu, by zgłosił weto, gdyby zaproponowany, ostateczny kształt budżetu miał być dla naszego kraju niekorzystny. Jeszcze przed wylotem premiera Donalda Tuska posłowie zdążyli przegłosować uchwałę Sejmu, która miałaby wspierać rząd w negocjacjach budżetowych.

Za uchwałą opowiedziało się 411 posłów, przy jedynie dwóch wstrzymujących się. Inicjatywę uchwały w tej sprawie zgłaszał klub Prawa i Sprawiedliwości.

Niejako konkurencyjną ostatecznie wypracowała jednak sejmowa Komisja do spraw Unii Europejskiej. W uchwale Sejm "oczekuje" - jak napisano - starań o wyrównanie dopłat bezpośrednich dla polskich rolników, a także "za szczególnie ważne" uważa zachowanie inwestycyjnego charakteru budżetu unijnego.

W uchwale ujęto, że Sejm "wspiera działania Rady Ministrów na rzecz realizacji tych celów". W tekście nie znalazł się jednak zapis wzywający rząd do zawetowania unijnego budżetu, gdyby jego ostateczny kształt miał nie gwarantować realizacji polskich interesów.

Zapis w tej sprawie znajdował się w uchwale zaproponowanej przez Prawo i Sprawiedliwość, której projekt po przegłosowaniu uchwały komisyjnej został przez wnioskodawców wycofany. Sejm nie przyjął również poprawki PiS w tej sprawie zgłoszonej do komisyjnego projektu uchwały. Poparta praktycznie przez cały Sejm uchwała nie spodobała się ministrowi spraw zagranicznych Radosławowi Sikorskiemu, zdającemu się wręcz mieć za złe, iż posłowie w ogóle się do sprawy wtrącają.

- Chciałbym docenić intencje, jakie stoją za projektem uchwały, ale wiemy, że dobre intencje nie zawsze są skuteczne. Wiemy na przykład, co się stało w trakcie negocjacji traktatu z Lizbony, gdy wysoki Sejm uchwalił też bardzo mocną uchwałę w obronie systemu głosowania z Nicei, i wiemy, że to nie ułatwiło wtedy naszym negocjatorom uzyskania tego. (...) Przestrzegałbym przed logiką, która mówi, że wtedy, gdy nasi negocjatorzy jadą - według inicjatorów - uzbrojeni, a według sztuki negocjacyjnej - z kajdankami na rękach, że to wzmacnia ich stanowisko - mówił minister Sikorski.

Szef MSZ, kierując słowa do Marzeny Wróbel (Solidarna Polska) zwracającej uwagę na mało ambitny cel rządu, jakim miałoby być uzyskanie 400 miliardów złotych z unijnego budżetu, stwierdził, iż należałoby się raczej modlić, żeby ten budżet w ogóle był. Krzysztof Szczerski (PiS) zwrócił uwagę, iż 500 miliardów złotych z Unii to jest "to, co się nam należy traktatowo, a nie poprzez modlitwy i łaskę innych krajów". - Nie módlmy się o pieniądze, tylko negocjujmy pieniądze. (...)

Jeśli minister Sikorski mówi o kajdankach, to nie ma większych kajdanek niż te, które sobie założył sam pan premier Tusk, ogłaszając w tej izbie 400 miliardów jako nasz górny cel negocjacyjny. Nas to bardzo niepokoi. Uważamy, że negocjacje są źle prowadzone (...) - dodał Szczerski.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński ogłosił wczoraj, iż jego ugrupowanie otrzymało od swojego sojusznika w Parlamencie Europejskim, brytyjskich konserwatystów z premierem Davidem Cameronem na czele, oficjalne stanowisko, iż Wielka Brytania nie opowiada się za budżetowymi cięciami kosztem krajów, które niedawno weszły do Unii, w tym Polski, lecz za cięciami środków kierowanych do bogatych.

- Uzyskaliśmy tego rodzaju stanowisko Wielkiej Brytanii, które całkowicie uprawnia do stwierdzenia, że nie jest ona w tej chwili naszym głównym przeciwnikiem i w ogóle nie jest przeciwnikiem. To jest najbardziej racjonalne podejście, jakie można w Unii Europejskiej przyjąć: ciąć, ale nie kosztem państw, które swego czasu były państwami komunistycznymi i mają wiele do nadrobienia - mówił Kaczyński.

Słowa prezesa PiS bagatelizował przed odlotem do Brukseli premier Tusk. Stwierdził, iż o takim stanowisku Wielkiej Brytanii nie słyszał, a Brytyjczyków - w kontekście negocjacji budżetowych - trzeba, zdaniem Tuska, traktować jako naszych oponentów.

Artur Kowalski