Siedmiolatka pod kreską
Piątek, 23 listopada 2012 (02:03)Przywódcy państw unijnych usiedli za stołem negocjacyjnym. Przedmiot targów to nowy budżet Wspólnoty na kolejną siedmiolatkę. Pieniędzy do podziału jest znacznie mniej, niż zakładano. Do rozstrzygnięcia pozostało, kto ile straci.
Zamiast otrzymać postulowane przez rząd większe środki na spójność Polska, może stracić kolejne 1,5 mld euro - usłyszał w Brukseli premier Donald Tusk na spotkaniu z przewodniczącym Rady Europejskiej Hermanem Van Rompuyem.
W miejsce proponowanych 73,9 mld euro na inwestycje w rozwój nasz kraj ma otrzymać ze wspólnej kasy maksymalnie 72,4 mld euro w rozłożeniu na siedem lat, przy czym sam wpłaci w tym czasie prawie 35 mld euro w formie składki. Tak brzmi najnowsza propozycja budżetowa szefa Rady dla Polski. To efekt przyjęcia nowego, niższego limitu dostępu do środków europejskich.
Górny pułap absorpcji ma wynieść tylko 2,35 proc. PKB danego kraju. Automatycznie zmniejsza to pulę pieniędzy dla wszystkich beneficjentów netto w porównaniu z projektem Komisji Europejskiej (2,5 proc. PKB), a nawet z krytykowanym przez nich projektem prezydencji cypryjskiej (2,36 proc. PKB). Także sam Van Rompuy we wcześniejszej wersji budżetu proponował odbiorcom funduszy wyższy pułap, na poziomie 2,4 proc. PKB.
Reakcja premiera Tuska na hiobowe wieści była zaskakująco pasywna.
- Różnice są niewielkie, ale akceptacji z naszej strony nie ma. Miliard w tę czy miliard w tamtą stronę w porównaniu do sytuacji, gdyby był znak zapytania, czy w ogóle jest budżet - to myślę, że każdy by to przeżył - oświadczył Tusk.
Szanse na osiągnięcie kompromisu na obecnym szczycie szef rządu ocenił na mniej niż 50 procent. Dodał jednak, że Polska nie zamierza wychodzić z postulatami obliczonymi na blokowanie prac budżetowych.
Premier zamierza się upomnieć o nieco większy fundusz na rozwój obszarów wiejskich, liczy też na wyższe środki w puli dopłat bezpośrednich. Z zadowoleniem natomiast przyjął proponowane przez Van Rompuya zasady wydatkowania pieniędzy. Szef Rady Europejskiej wycofał się bowiem z zamiaru zwiększenia z 15 proc. do 25 proc. obligatoryjnego udziału środków własnych w realizacji projektów europejskich oraz z zakazu pokrywania podatku VAT z unijnych funduszy.
Kot w worku
Przed zainaugurowanym wieczorem dwudniowym szczytem UE, który ma podjąć decyzje w sprawie nowego unijnego budżetu na lata 2014-2020, Herman Van Rompuy przeprowadził serię krótkich spotkań z przywódcami państw członkowskich, aby zorientować się, czy jego zmodyfikowana propozycja budżetowa zostanie zaakceptowana jako podstawa negocjacji. Przedstawienie szczegółów nowego projektu miało miejsce wczoraj wieczorem, gdy przedstawiciele wszystkich krajów przystąpili do negocjacji.
Tak oto w Europie rozpoczął się wczoraj wielki targ o niewielkie pieniądze. Sporna kwota w budżecie UE przeznaczona na wspólnotowe wydatki w przyszłej siedmiolatce to zaledwie 0,05 proc. unijnego PKB.
Jednak według najzamożniejszych krajów, które są płatnikami netto do unijnej kasy, wydanie rocznie o kilkanaście miliardów euro więcej na pomoc biedniejszym sąsiadom jest rozrzutnością ponad miarę. Niemcy, Francja, Wielka Brytania i Holandia odrzuciły projekt Komisji Europejskiej, który opiewał na 1,1 proc. unijnego PKB, czyli przewidywał faktyczne zamrożenie budżetu na dotychczasowym poziomie z uwzględnieniem inflacji. Niemcy i Francja, powołując się na kryzys, zażądały redukcji wydatków o 100 mld euro, a Wielka Brytania - o 200 mld euro.
Wywołało to oburzenie słabszych krajów, beneficjentów netto unijnych funduszy, ponieważ środki z UE są de facto ceną za otwarcie ich rynków na bardziej konkurencyjne towary niemieckie czy francuskie. W dużej mierze to właśnie dzięki funduszom europejskim np. Niemcy windują u siebie wzrost, sprzedając na rynkach biedniejszych sąsiadów eksportowane towary i usługi.
Widmo weta
"Kompromisowy" projekt szefa Rady Europejskiej z cięciami rzędu 75 mld euro nie zadowala żadnej ze stron sporu. To budżet o 20 mld euro mniejszy niż dobiegająca kresu poprzednia perspektywa budżetowa na lata 2007-2013. Dziewięć krajów, wśród nich Włochy, Węgry, Francja i Wielka Brytania, zagroziło zawetowaniem budżetu.
Z kolejności spotkań szefa Rady Europejskiej z przywódcami można odczytać, kto w UE stawia warunki, a kto decyduje. Jako pierwszy spotkał się wczoraj z Van Rompuyem premier Wielkiej Brytanii David Cameron.
Spośród wszystkich płatników netto do unijnej kasy to właśnie Wielka Brytania idzie najdalej w żądaniach redukcji wydatków wspólnotowych, a ponadto domaga się zachowania brytyjskiego rabatu, czyli zwrotu części składki, jaką wnosi do Unii. Na końcu przewidziano wieczorne spotkanie z kanclerz Niemiec Angelą Merkel i prezydentem Francji Francois Hollande´em, bez których zgody nic się w Unii nie ma prawa wydarzyć. Ten ostatni zabiega o to, aby cięcia ominęły fundusze dla rolnictwa, których Francja jest największym odbiorcą.
Van Rompuy chce obciąć dopłaty bezpośrednie o 25,5 mld euro oraz o 8,3 mld euro kwoty na rozwój obszarów wiejskich. Berlin z kolei chciałby uniknąć oszczędności w obszarze funduszy spójnościowych i strukturalnych, których odbiorcą jest teren byłej NRD. Wschodnim landom grozi utrata tych funduszy, ponieważ osiągają już zbyt duży dochód na mieszkańca.
Małgorzata Goss