Przemoc wymierzona w chrześcijan
Czwartek, 22 listopada 2012 (13:48)Uttar Pradesh, Orisa, Karnataka to indyjskie stany, w których w ostatnich kilku miesiącach coraz częściej dochodziło do agresji wymierzonej w zamieszkujących te regiony chrześcijan.
Wyznawcy Chrystusa żyjący w Indiach od dawna zmagają się z prześladowaniami ze względu na ich wiarę. Do najbardziej znanych ataków należą te, które miały miejsce w 2008 roku w stanie Orissa leżącym we wschodnich Indiach. Hinduscy ekstremiści zarzucają chrześcijańskim duchownym nakłanianie i zmuszanie do przejścia na wiarę Jezusa Chrystusa. Zarzuty te powodują, że dochodzi do coraz częstszych i gwałtowniejszych ataków.
W stolicy stanu Orissa - Bhubaneswar – 1 października br. poruszono sprawę zabójstwa Laxamanananda Saraswati z roku 2008. Stanowy rząd wyznaczył byłego sędziego wysokiego sądu w Orissie, A.S. Naidu, do utworzenia jednoosobowej komisji, która będzie badała okoliczności zabójstwa. Jak wyjaśnia Open Doors, Saraswati był przywódcą fanatycznej organizacji hinduistycznej Vishva Hindu Parishad (VHP) - Światowego Komitetu Hinduistów. Jego zabójstwo wywołało krwawy bunt, który doprowadził do śmierci dziesiątek chrześcijan, a kilkadziesiąt tysięcy wyznawców Chrystusa zmuszono do przesiedlenia.
Bezprawne aresztowania
Na początku października w Kanthapadzie (stan Orissa) grupa hindusów wtargnęła na uroczystość chrztu w stanie Balasor. Napastnicy pobili tamtejszego pastora Jayarama Marandiego oraz innych wierzących. Wszyscy obecni na uroczystości oskarżeni zostali o zmuszanie do nawróceń hinduistów.
Według Subhasha Chandra Digala, policja przyjęła skargę przeciwko chrześcijanom jeszcze przed ceremonią. Jak wyjaśnił Digal w rozmowie z Międzynarodowym Dziełem Chrześcijańskim Open Doors, wraz z rozpoczęciem spotkania do budynku wtargnęli ekstremiści, a wierzący zostali zabrani na posterunek policji. W areszcie pozostawiono na noc pastora Marandiego oraz czterech innych wierzących. Funkcjonariusze twierdzili, że decyzja ta związana jest z zapewnieniem im bezpieczeństwa.
W proteście przeciwko przetrzymywaniu w więzieniu chrześcijan zorganizowano demonstrację. Funkcjonariusze zwolnili ich bez wnoszenia zarzutów. Ceremonia chrztu – podaje Open Doors - została dokończona bez dalszych komplikacji.
Inne aresztowanie chrześcijan miało miejsce pod koniec września br. w mieście Ambednagar leżącym w zachodnich Indiach, w stanie Maharashtra. Pastor Pannalal ze Wspólnoty Filadelfia w Ambednagar wyjaśnił organizacji Open Doors, że około godz. 20.00 na spotkanie modlitewne wtargnęła grupa hindusów wraz z policją.
W wyniku najścia chrześcijanie zostali pobici. Ponadto zmuszono ich do udania się na posterunek policji w Jabalpur, stan Madhya Pradesh. Jak wyjaśnia Open Doors, napastnicy oskarżyli pastora, a także pozostałych wierzących o obrabowanie zamieszkujących w okolicy rodzin. Policja aresztowała chrześcijan, a wypuściła ich dopiero następnego dnia. Uprzednio wpłacono za nich kaucję. W sprawie uwięzionych wyznawców Chrystusa interweniował prawnik z Fundacji „Light”.
Przemoc wobec duchownych
Do kolejnego zdarzenia doszło 11 listopada br. w miejscowości Kannur, w stanie Karnataka. Wówczas hinduscy ekstremiści pobili pastora Johna Samuela Kima, pozostawili go na uboczu drogi, a drugiego dnia ponownie zaatakowali w szpitalu. Pastor związany jest ze wspólnotą modlitewną Jeruzalem.
W rozmowie z Open Doors wyjaśnił, iż znajdował się na drodze, gdyż razem z trzema przyjaciółmi rozdawał zaproszenia na ślub swojej siostry. - Szajka złożona z dwudziestu ekstremistów zapytała mnie, co robiłem we wsi. (…) Popchnęli mnie i zapytali: „Dlaczego zawsze odwiedzasz wioskę i mówisz ludziom o Chrystusie?”. Oskarżyli mnie o nakłanianie ludzi do nawrócenia i zaczęli bić kijami, rzucać kamieniami i kopać – wyjaśnił Kim.
Open Doors podaje, że pastor stracił przytomność w wyniku kopnięcia w pachwinę. Następnie napastnicy oddalili się, a jego przyjaciele wezwali policję. Duchowny trafił do szpitala ze złamanym żebrem, urazami głowi oraz karku. Niestety w placówce nie zapewniono mu dostatecznego bezpieczeństwa, co skutkowało ponownym zamachem na jego życie. Następnego dnia w godzinach porannych do sali, w której przebywał pastor, wtargnęły cztery osoby. - Powiedzieli, że powinienem umrzeć, potrząsali moją głową oraz zaczęli mnie ponownie bić. Później zaczęli mnie dusić oraz wyciągnęli ostre narzędzie celem podcięcia mi gardła – wyjaśnił Kim. Atak naraził Kima na kolejne cierpienia i poważny uraz szyi. Po tej napaści szpitalnej sali strzegł strażnik.
Z relacji organizacji wynika, że mimo opisu napastników nie udało się nikomu postawić zarzutów. Nie dokonano także żadnych aresztowań w związku z atakiem na duchownego.
Listopadowy atak na Kima nie był pierwszym w tym roku. Trzy miesiące wcześniej został on zaatakowany w miejscowości Bangarapet. Wówczas nie zgłosił sprawy na policję. - Przejeżdżałem motorem przez wiadukt, kiedy mnie zatrzymano. Atakujący oskarżyli mnie o przymusowe nawracanie i pobili. (…) Przebaczyłem oprawcom i miałem nadzieję, że więcej już nie zaatakują – wyjaśnił pastor.
Nieuzasadnione zarzuty
Wzmożoną presję odczuwa także chrześcijańskie centrum edukacyjne działające w Anekal Taluk na południe od stolicy stanu Karnataki - Bangaloru. Jest ono oskarżane przez hindusów o nakłanianie dzieci do przejścia na chrześcijaństwo. Centrum – jak wyjaśnia Open Doors – wznowiło swoją działalność 29 października br. po apelach rodziców, którzy domagali się, by ich dzieci uczęszczały do placówki i zdobywały tam odpowiednie wykształcenie.
Organizacja podaje, że hinduscy rodzice uczęszczających do centrum dzieci spotkali się z oskarżycielami i przyznali, że placówka nie zapewnia podopiecznym żadnej innej edukacji oprócz szkolnej. Placówka była zamknięta przez miesiąc. Devanand Samuel, dyrektor centrum, wyjaśnił w rozmowie z Open Doors, że 29 września br. pojawiła się u nich policja z Karnataki. Pracownicy ośrodka usłyszeli zarzuty używania środków zachęty i przymusu, którymi miały być jedzenie, ubrania i edukacja.
Według oskarżycieli, dostęp do tych dóbr „zwabia” dzieci, które następnie nawracane są na chrześcijaństwo. Centrum nakazano zamknąć. Organizacja dodaje, że lokalny polityk J. Ram zwiększył presję na centrum, grożąc tragicznymi konsekwencjami, jeśli nie zostanie ono zamknięte.
Izabela Kozłowska