Sevilla bezkonkurencyjna
Środa, 18 maja 2016 (23:33)Sevilla z Grzegorzem Krychowiakiem w składzie pokonała w Bazylei Liverpool 3:1 (0:1) w finale piłkarskiej Ligi Europejskiej. Wygrała te rozgrywki po raz trzeci z rzędu, co do tej pory nie udało się nikomu.
Pierwsza połowa finałowego starcia nie zapowiadała takiego scenariusza. Na boisku trwała niesamowita walka, w której piękna, finezji, strzałów i podbramkowych sytuacji nie było może za wiele, ale na brak emocji narzekać nie było można. Jedni i drudzy pilnowali się, by nie popełnić jakiegoś błędu, co oczywiście nie znaczy, że pod obiema bramkami nic się nie działo. Kibice Sevilli poderwali się ze swych miejsc w 33. minucie, gdy kapitalną przewrotką uderzył Kevin Gameiro. Piłka minęła słupek o centymetry, gdyby wpadła do siatki, mielibyśmy jednego z kandydatów do gola sezonu. Niedługo później wspaniały gol jednak padł, tyle że dla Liverpoolu. W polu karnym Sevilli znalazł się Daniel Sturridge i kiedy wszyscy zastanawiali się, co zrobi, do którego kolegi poda, on zdecydował się na niesygnalizowany strzał zewnętrzną częścią stopy. Idealnie uderzona piłka wpadła do siatki tuż przy słupku i fani „The Reds” oszaleli. Kilka chwil później podopieczni Juergena Kloppa trafili po raz drugi – tym razem jednak sędzia Jonas Eriksson ze Szwecji gola nie uznał, orzekając, iż stojący na spalonym Sturridge przeszkadzał w interwencji bramkarzowi. Arbiter tu się nie pomylił, popełnił jednak ogromny błąd w 42. minucie, gdy piłkę we własnej „szesnastce” ręką odbił Grzegorz Krychowiak. Gwizdek arbitra pozostał niemy, a liverpoolczykom należała się jedenastka.
Do przerwy „The Reds” prowadzili zatem 1:0, a po niej zmieniło się wszystko. Tuż po wznowieniu gry, po pięknej akcji Mariano z najbliższej odległości wyrównał Gameiro. Stracony gol jakby podłamał drużynę Kloppa, a obrońców trofeum uskrzydlił. Sevilla uzyskała ogromną przewagę, momentami zamykając rywali w pobliżu ich pola karnego. W 64. minucie po cudownej akcji Hiszpanów Coke dokładnie przymierzył z dystansu i na tablicy wyników pojawiło się 2:1. Sześć minut później ten sam piłkarz dobił rywali, podwyższając na 3:1. Okoliczności tego gola były dość osobliwe, bo sędzia liniowy zasygnalizował pozycję spaloną gracza Sevilli, Anglicy na moment stanęli, ale arbiter główny gry nie przerwał i jak się okazało, miał rację, bo Coke otrzymał piłkę od jednego z piłkarzy Liverpoolu. Klopp i spółka mieli o to do „sprawiedliwych” pretensje, niesłuszne, bo stara piłkarska prawda mówi, iż jeśli sędzia gry nie przerwie – to gra się dalej.
Wynik już się nie zmienił, Anglicy nie mieli argumentów, by walczyć, Sevilla już do końca dominowała, będąc bliżej kolejnych trafień. Wygrała zasłużenie, dzięki czemu jako pierwsza w historii po raz trzeci z rzędu okazała się w Lidze Europejskiej najlepsza. Nas cieszy, że ponownie w udziałem Krychowiaka.
Piotr Skrobisz