Polski karp zagrożony
Poniedziałek, 9 maja 2016 (03:18)Polscy rybacy śródlądowi nie wykluczają masowych protestów. Powodem jest projekt ustawy Prawo Wodne, który zakłada m.in. opłaty za pobór wody na potrzeby chowu lub hodowli ryb. Może to spowodować brak opłacalności produkcji karpia i innych ryb słodkowodnych, zapaść gospodarstw rybackich oraz bezpowrotną utratę walorów przyrodniczych.
Powierzchnia stawów rybnych w Polsce, które są utrzymywane przez rybaków, kształtuje się na poziomie 70 tys. ha. Stawy nie tylko dają zatrudnienie kilku tysiącom rybaków śródlądowych oraz pracownikom gospodarstw rybackich, ale prezentują także walory przyrodnicze. Tymczasem nowa ustawa Prawo Wodne proponowana przez Ministerstwo Środowiska, która zakłada m.in. opłaty za pobór wody, w ocenie organizacji rybackich może sprawić, że produkcja ryb będzie nieopłacalna, co z kolei pociągnie za sobą likwidację gospodarstw rybackich.
W kierunku ekologicznej klęski
Jak podkreśla Zbigniew Szczepański, prezes Towarzystwa Promocji Ryb – Pan Karp, które zrzesza gospodarstwa rybackie, m.in. karpiowe, nowe prawo wodne w proponowanym kształcie i opłaty, które nawet kilkakrotnie będą przewyższały dochód brutto, jaki można osiągnąć z jednego hektara stawu, de facto uczyni wysoce nieopłacalną działalność gospodarstw rybackich.
– Dzisiaj los stawów karpiowych jest zagrożony poprzez wprowadzenie niespójnego i pospiesznie procedowanego projektu ustawy Prawo Wodne opłat za pobór wód na potrzeby chowu lub hodowli ryb – uważa prezes Szczepański.
Wpływy budżetowe wynikające z nowych opłat, które miałyby obowiązywać od przyszłego roku, mają przynieść ok. 4 mld złotych. Tyle że w ocenie prezesa Szczepańskiego wymiar finansowy nie powinien być wyznacznikiem działań, które przeczą mottu zamieszczonemu na stronach resortu środowiska, które mówi, że resort: „prowadzi politykę zrównoważonego rozwoju z zachowaniem ojczystych zasobów przyrodniczych i polskiego krajobrazu”.
– Pracownicy resortu środowiska doskonale wiedzą, jak cenne zasoby przyrodnicze posiadają tradycyjne, ziemne stawy hodowlane. Wiedzą też, że nie zużywamy wody, a jedynie ją używamy, oddając środowisku w niepogorszonym stanie. Wiedzą także, że te przyrodnicze zasoby istnieją dzięki prowadzonym hodowlom ryb, a te będą funkcjonowały tylko wówczas, gdy rybacy będą widzieli w ich prowadzeniu przynajmniej minimalny sens ekonomiczny – podkreśla prezes Szczepański.
W ocenie rybaków, w świetle tej wiedzy tym większym zaskoczeniem jest próba wprowadzenia opłaty za pobór wód na potrzeby rybackich hodowli, co doprowadzi do degradacji gospodarki rybackiej, a w konsekwencji do degradacji przyrodniczych zasobów, w tym objętych programem sieci obszarów Natura 2000. Ich zdaniem, takie działanie może być nieobliczalne w skutkach, bo bez działalności hodowlanej zaniechanie zabiegów gospodarczych związanych z gospodarką rybacką stawy, a wraz z nimi fauna i flora zaczną zamierać.
– Nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że bez rybackiego utrzymania skomplikowanych systemów wodnych, tysięcy mnichów, jazów, zastawek i doprowadzalników wody, na opuszczonych przez hodowców stawach nastąpi ekologiczna klęska – przestrzega prezes Towarzystwa Promocji Ryb – Pan Karp.
Karp z czeskim paszportem…?
Jednak zaniechanie produkcji ryb to nie tylko klęska przyrodnicza, bo bez surowca jakikolwiek sens przestanie mieć także przemysł przetwórczy, a to stawia pod znakiem zapytania kolejne miejsca pracy. Wreszcie brak ryb słodkowodnych rodzimej produkcji oznacza zmniejszenie podaży na rynku i automatyczny wzrost cen. To z kolei może oznaczać zahamowanie polskiej produkcji ryb (np. karpia, którego roczna produkcja oscyluje w granicach 17-18 tysięcy ton) i otwarcie polskiego rynku dla zbytu produkcji zagranicznej. W ocenie rybaków, zamiast polskiego w sprzedaży możemy mieć zatem karpia z czeskim czy litewskim „paszportem”. W praktyce może się też sprawdzić ukute przez handlowców jakiś czas temu hasło „tradycyjny wigilijny norweski łosoś”.
Żeby nie stało się to faktem, polscy rybacy śródlądowi i hodowcy ryb apelują do autorów projektu ustawy Prawo Wodne o refleksję i ponowną analizę jej zapisów.
„Apelujemy o usunięcie zapisów wprowadzających opłaty za pobór i odprowadzanie wód na potrzeby chowu lub hodowli ryb. Ponadto o usunięcie zapisów wprowadzających obowiązek montowania zawodnych w naszych warunkach (śryż, liście itp.), niepraktycznych i bardzo drogich nowych urządzeń służących do pomiaru ilości pobieranych oraz odprowadzanych wód (średnio kilkunastu punktów pomiarowych w każdym obiekcie hodowli ryb). Dotychczasowy pomiar przepływów – przelewy prostokątne na mnichach dopływowych i odpływowych jest zgodny z naszymi pozwoleniami wodno-prawnymi i praktyczny w zastosowaniu” – czytamy w liście skierowanym do Stałego Komitetu Rady Ministrów.
Rybacy przypominają też, że na przestrzeni wieków stawy hodowlane przechodziły różne koleje losu, ale dzięki systematycznej, wielopokoleniowej pracy rybaków i mądrej polityce państwa, stanowiły przyrodnicze enklawy i źródło cenionych polskich karpi. Żeby to dziedzictwo nie zostało bezpowrotnie utracone, o poparcie autorzy zwracają się także do Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, ponadto do organizacji rybackich, ekologicznych, ornitologicznych i przyrodniczych, do przedstawicieli świata nauki, do lokalnych grup rybackich, do propagatorów zdrowej żywności, do mediów, do wszystkich, dla których polskie stawy są cennym dziedzictwem przyrodniczym i kulturowym. Rybacy są gotowi do rozmów w sprawie złagodzenia przepisów ustawy Prawo Wodne, ale nie wykluczają też masowych protestów.
Mariusz Kamieniecki