• Środa, 11 marca 2026

    imieniny: Konstantego, Ludosława

Budżet dzieli Unię Europejską

Środa, 21 listopada 2012 (20:28)

Wielka Brytania, Włochy, Węgry i Francja grożą wetem przy głosowaniu nad budżetem Unii Europejskiej na lata 2014-2020. Na rozpoczynającym się jutro szczycie przywódcy spróbują uzgodnić nowy 7-letni budżet UE. 

Nigdy w przeszłości przywódcom nie udało się dojść do porozumienia za pierwszym podejściem, już na pierwszym szczycie. Każdy kraj stara się bowiem, by jego składka do unijnej kasy była jak najmniejsza, a jednocześnie chce w jak największym stopniu korzystać z unijnych funduszy. Zwłaszcza teraz, gdy w kryzysie państwom brakuje własnych środków na inwestycje.

Przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy w liście zapraszającym przywódców na czwartkowo-piątkowy szczyt ostrzegł: "Brak porozumienia będzie szkodliwy dla wszystkich. Dlatego dokonałem niezbędnych kroków, by nasze spotkanie mogło być przedłużone, jeśli okaże się to konieczne". Źródła z jego otoczenia mówią, że raczej nie dłużej niż do soboty. Jeśli mimo to rozmowy zakończą się fiaskiem, to kolejny budżetowy szczyt będzie najpewniej w lutym.

Dyplomaci, w tym polscy, podkreślają, że Belg jest wyjątkowo zaangażowany, by kompromis osiągnąć już teraz. "Musimy wysłać sygnał, że jesteśmy zdeterminowani do zrobienia wszystkiego, co się da, by wyprowadzić UE z kryzysu" - powiedział Van Rompuy. W tym wypadku bardziej niż o kryzys gospodarczy, chodzi o kryzys zaufania do Europy. Po serii porażek w UE (takich jak brak porozumienia ws. Grecji i jasnych decyzji co do mechanizmów antykryzysowych dotyczących np. bezpośredniego dokapitalizowania banków, porażką zakończyły się także negocjacje ws. nowelizacji budżetu UE na 2012, a także budżetu na rok 2013) kraje UE muszą udowodnić, że wciąż chcą i są w stanie działać razem.

Dyplomaci bliscy negocjacjom zapewniają, że po dokonanych przez Van Rompuya cięciach z ostatniej propozycji budżetu kompromis na szczycie jest możliwy. "Żaden kraj nie jest zadowolony, ale mamy wrażenie, że jesteśmy blisko porozumienia" - mówili dyplomaci.

Po dokonanych przez gabinet Van Rompuya cięciach około 75 mld euro (w stosunku do mniej więcej bilionowej propozycji KE) teraz projekt budżetu UE zakłada wydatki UE na poziomie 973,2 mld euro (w tzw. zobowiązaniach). To i tak oznacza już duże oszczędności. Obecny budżet UE na lata 2007-2013 jest o 20 mld większy (wynosi 993 mld euro), twierdzą dyplomaci. A więc mówimy już nie tylko o zamrożeniu wydatków, ale realnych oszczędnościach.

Wielka Brytania nie kwestionuje tych wyliczeń, ale domaga się jeszcze większych cięć. Premier David Cameron, który jeszcze niedawno groził wetem, określając propozycje budżetowe za "niedorzeczne", łagodził w ostatnich dniach ton. Jego rzecznik zapewniała nawet, że w tym tygodniu kompromis jest możliwy.

Zdecydowanie łatwej będzie spełnić postulaty Wielkiej Brytanii niż Niemiec, największego płatnika do unijnej kasy. By zredukować budżet o 100 mld euro, jak domagał się Berlin, Van Rompuy musiałby znaleźć na szczycie jeszcze "tylko" blisko 20 mld euro oszczędności. Źródła unijne wskazują, że najłatwiej będzie ich szukać w funduszu infrastrukturalnym "Connecting Europe", na który przewidziano prawie 50 mld euro, a także w środkach na badania i konkurencyjność.

Tyle że każde, nawet najmniejsze kolejne cięcia zwiększają liczbę niezadowolonych państw. Po propozycji zmian we Wspólnej Polityce Rolnej złożonej przez Van Rompuya wetem zagroziła Francja. Ale był też inny efekt: Paryż, który dotychczas był w klubie państw płatników netto domagających się cięć, nagle przestał o to apelować z tak dużą determinacją. Niezadowolone są także Włochy, które również cierpią na cięciach w rolnictwie. Rzym również zagroził wetem, kładąc jednak nacisk na niesłuszny - jego zdaniem - rabat brytyjski.

Z kolei Budapeszt grozi wetem, jeśli nie dostanie więcej funduszy spójności. Dyplomata węgierski przekonywał, że według obecnych propozycji Węgry straciłyby aż 30 proc. (7,5 mld euro) w stosunku do tego, co dostają z budżetu na lata 2007-2013. - Ale nie chcemy (by nasz postulat) został spełniony kosztem Polski - powiedział węgierski dyplomata, zapewniając, że grupa przyjaciół spójności wciąż jest "spójna". Dodatkowe fundusze dla Węgier, dodał, można znaleźć w innych niż spójność liniach budżetowych.

Szczyt UE zaczyna się jutro o godz. 10.00 od dwustronnych spotkań Van Rompuya z poszczególnymi liderami państw. Mają one trwać do godz. 18.00. Rozmowę z premierem Tuskiem zaplanowano na godz. 15.00. Dopiero o godz. 20.00 rozpoczną się rozmowy plenarne w gronie wszystkich przywódców oraz z udziałem szefa Parlamentu Europejskiego Martina Schulza. Wtedy też Van Rompuy wyłoży na stół nową, zrewidowaną po dwustronnych rozmowach wersję budżetu.

IK, PAP