• Wtorek, 10 marca 2026

    imieniny: Cypriana, Marcelego

Nie możemy dezerterować

Środa, 21 listopada 2012 (02:28)

Homilia ks. abp. Józefa Michalika, metropolity przemyskiego, wygłoszona w 94. rocznicę odzyskania niepodległości, Przemyśl, 11 listopada 2012 r.

Drodzy Bracia i Siostry

Pan Jezus daje nam dzisiaj szczególną lekcję obowiązku wspierania świątyni; wspierania czynnego, konkretnego, poprzez obraz wrzucania tego pieniążka, bo świątynia Pańska to jest dzieło wyrosłe z wiary i ofiar ludzi, które jest miejscem spotkania człowieka z Bogiem, podniesienia myśli i serca do Pana Boga i nadziei zbawienia, ale pod warunkiem, że będzie to dar szczery.

Nie jest ważny jego wymiar materialny, ale od tej ofiary nie można odłączyć wymiaru moralnego. Ewangeliczna wdowa wrzuca ze szczerego serca, bo czuje potrzebę nawiązania kontaktu z Panem Bogiem, czuje potrzebę dania z siebie czegoś więcej i daje wszystko, co ma. Trudno sobie wyobrazić większą, piękniejszą, milszą Bogu ofiarę niż ta, kiedy człowiek otwiera serce i daje wszystko co ma, jeśli przed Bogiem jest szczery i autentyczny. Jeśli nie kieruje się egoizmem, to taka ofiara także i przed ludźmi ma wartość, taką ofiarę przyjmujemy z radością, z wdzięcznością.

To wskazanie doskonale odnosi się także do skarbony, jaką jest Ojczyzna nasza, dla której mamy wrzucić nasz ofiarny, szczery grosz. I wtedy okazuje się szczerość człowieka albo jego interesowność, czy rzeczywiście z troski o Ojczyznę wrzuca do tej skarbony swój grosz, swój trud, wysiłek, czy też chce tylko zaistnieć przed ludźmi. A może przez to chce osiągnąć własny zysk, zaciemnić innych ludzi, żeby swoje interesy bardziej skutecznie realizować.

Ofiara ewangelicznej wdowy to może zachęta, ale i przestroga, żebyśmy w poczuciu rzeczywistości patrzyli na wydarzenia, które się dzieją w naszym Kościele, w naszych osobistych relacjach z Panem Bogiem, ale i w naszej Ojczyźnie. Trzeba patrzeć z mądrością, prawdą, ale też i z wiarą, bo bez wiary nasze spojrzenie na całą rzeczywistość będzie niepełnie, chore, nie będzie integralne.

Właściwe spojrzenie trzeba uzdrawiać wieloaspektowością, szerokim wachlarzem doceniającym bogactwo rzeczywistości, w której żyjemy.

Dzisiaj mamy okazję popatrzeć na Polskę, na historię jej niepodległości, skoro świętujemy 94. rocznicę przywrócenia niepodległości. Mamy też obowiązek odpowiedzialnie popatrzeć na teraźniejszą naszą rzeczywistość i na przyszłość naszej Ojczyzny. Spytajmy zatem najpierw: czy Polska jest mi Ojczyzną, czy jestem z niej dumny, czy coś robię dla niej, czy jest dla mnie ważna, czy też jest to tylko puste słowo? Czy czuję związek z tą ziemią?

Jeżeli dzisiaj jestem w kościele, by się za Ojczyznę modlić, wznieść jej intencje do Boga, to jest jakiś wskaźnik mówiący, że nie chodzi tu o puste słowa i chcę mieć tu jakiś wkład. Potrzebny jest jeszcze kolejny czyn, podejmowany dla Ojczyzny wysiłek, by była mi bliższa, piękniejsza w moim najbliższym otoczeniu, żeby życie na tej ziemi było bardziej uczciwe, bardziej kulturalne, żeby i moje otoczenie rosło w przekonaniu, że warto być mieszkańcem tej naszej ziemi; że być Polakiem oznacza mieć poczucie przynależności do Narodu i całej jego ponadtysiącletniej kultury, która ma ciągle szansę rozwoju albo nieustannie zagraża jej upadek.

Rośnie poczucie godności

W tych dniach jedna z gazet opublikowała ankietę z zapytaniem, jak Polacy patrzą na swój Naród, czy są dumni ze swojego Narodu. Wiemy, że są środowiska, które kpią z patriotyzmu, z poczucia dumy narodowej. Próbują wszelkimi siłami wykreślić piękne karty historii albo je przeinterpretować i nawet największe bohaterskie wysiłki ośmieszyć, co budzi niesmak w ludziach trzeźwo myślących.

Opublikowane wyniki tejże ankiety pokazują, że w ostatnich dziesięciu latach utrzymuje się, a nawet o 2 proc. wzrosło poczucie godności wśród Polaków. Dzisiaj 82 proc. badanych czuje silny lub bardzo silny związek z pojęciami: mój Naród, moja własna Ojczyzna; natomiast rośnie liczba ludzi mniej związanych z Europą. Przed 10 laty z Europą utożsamiało się 63 proc. badanych, a obecnie już tylko 49 proc. Polaków czuje związek z Europą. To też mówi za siebie.

Europa, która odcina się od korzeni swego istnienia, która wstydzi się swojej kultury greckiej, rzymskiej, chrześcijańskiej - zaczyna ziać pustką. Ma do ofiarowania same wątpliwości i relatywizm; że kto mocniejszy, ten będzie miał rację, i że nie zawsze prawda będzie zwyciężać. Z tej statystyki trzeba wyciągnąć owocujący w życiu wniosek. Zatem - czy znam Ojczyznę, z której czuję się dumny, w której chcę żyć, pracować, mieszkać? Czy znam jej historię dawniejszą i bliższą? Czy znam historię walk, zmagań o wolność i niepodległość? Przecież to dzięki konkretnym ludziom, wydarzeniom, dzięki niezwykłej ofierze pokoleń dziedziczymy sposób myślenia, wrażliwość na to, co piękne, dobre, co winno służyć naszej Ojczyźnie. Mamy wiele okazji, żeby poznawać historię Polski.

Odpowiedzialność za nasze wykształcenie

Warto zauważyć, jak wielkie dzieło stworzono w Warszawie, tworząc Muzeum Powstania Warszawskiego. W różnych miejscach Europy spotykam ludzi, którzy wspominają, że dzięki odwiedzeniu tego Muzeum poznali historię bohaterskiego zrywu Polaków w 1944 roku, który trzeba uszanować.

Żadne powstanie - listopadowe, styczniowe, warszawskie czy wielkopolskie, nie wynikało z egoizmu, z chęci powiększenia majątku dziedzica, chłopa czy robotnika. Miały one na celu dobro Ojczyzny, przywrócenie jej prawa do istnienia, do wolności. To jest niezwykle ważne, żebyśmy pamiętali o tym także w dzisiejszych czasach, kiedy w programach szkół coraz mniej czasu poświęca się historii. To jest strategia ludzi, którzy nie mają wyobraźni humanistycznej, którzy nie chcą formować człowieka w człowieku, ale zabiegają o sprawną machinę do sukcesów jednokierunkowych. Trzeba, żebyśmy poczuli odpowiedzialność za historię, za nasze wykształcenie i naszą wiedzę.

Niepodległość nie przyszła sama

Choćby to wspominane dzisiaj wydarzenie zawdzięczamy przecież wysiłkom konkretnych ludzi. Józef Piłsudski w 1914 roku, po wybuchu I wojny światowej, przewidując, że nadchodzi czas, aby o prawach Polski do niepodległości przypomnieć narodom i wszystkim Polakom, przybywa do Galicji, formuje pewną grupę ludzi, z którymi udaje się do Królestwa Polskiego, żeby pod tymi dwoma zaborami Polacy poczuli się jednością. Niestety, nie udaje się mu wywołać powstania w Królestwie Polskim, więc wraca do Galicji, do Krakowa, i próbuje nawiązać kontakt ze stroną niemiecką, z Austriakami, przeciwko Rosji, tworzy formację wojskową.

Piłsudski sam nie byłby w stanie wiele zrobić, gdyby nie miał współpracowników, zapaleńców podobnych sobie. Gdzie indziej działały też inne obozy, mające inną koncepcję wolności dla Polski. W Paryżu Roman Dmowski prowadzi intensywną akcję dyplomatyczną i tam ukierunkowuje polskich żołnierzy na front, przeciwko Niemcom, bo Francja jest w konflikcie z Niemcami. Widać różne sposoby działania, ale wszędzie motywem jest troska o Ojczyznę.

W Ameryce Ignacy Jan Paderewski - słynny kompozytor, zabiega o kontakt z prezydentem Stanów Zjednoczonych. Prezydent Wilson wydaje słynnych czternaście punktów - program precyzujący warunki ustanowienia pokoju i unormowania stosunków międzynarodowych po zakończeniu I wojny światowej. Trzynasty punkt w całości poświęcony jest sprawie polskiej. Mówi, że powinno powstać niepodległe państwo polskie z wolnym dostępem do morza, obejmujące terytoria zamieszkałe przez ludność polską. Niepodległość nie przyszła sama.

Polacy na różne sposoby przejawiali troskę o wolność Ojczyzny. Mimo że mieli różne koncepcje, to jednak, gdy chodziło o sprawę zasadniczą - o przywrócenie Ojczyźnie wolności, o scalenie tego organizmu rozdartego przez trzech zaborców, czuli jedno, nie występowali przeciwko sobie, ale szukali dróg jedności.

Piłsudski zwrócił się niebawem przeciwko Austriakom i Niemcom, został uwięziony w Magdeburgu, ale po uwolnieniu w dniu 10 listopada 1918 roku przybywa do Warszawy i jako naczelnik przejmuje władzę przekazaną mu przez działającą już Radę Regencyjną i niepodległościowy rząd "lubelski" z premierem Ignacym Daszyńskim.

Piłsudski ma w tej historii wielkie zasługi, ale zasługi mają też wszyscy inni, którzy potrafili popatrzeć szerzej i wznieść się ponad własne interesy partyjne dla dobra wspólnego i Ojczyzny. Pięć dni później - 16 listopada, Piłsudski rozsyła noty dyplomatyczne do rządów wszystkich państw, powiadamiając o powstaniu Polski. Dyplomacja uznała Polskę dopiero 16 stycznia 1919 roku, kiedy premierem został Ignacy Jan Paderewski. To pozwoliło na rozpoczęcie drogi ku wolności, za którą dzisiaj dziękujemy Panu Bogu.

Demokracja a prawa Boże

Trzeba pamiętać o tych wydarzeniach i historii, uczyć się podejmowania mądrych decyzji i ofiarnego wysiłku, bez którego nasze słowo "Ojczyzna" i miłość do Ojczyzny będą puste. Trzeba je wypełniać treścią życia. Nikt z nas, żadne ugrupowanie, żadna partia, żadna formacja nie powinna imienia Ojczyzny ze swoich programów wykreślić. Europa będzie mocna, jeśli będzie Europą narodów świadomych swojej godności, jeśli będzie oparta na sprawiedliwości, na prawie Bożym, na prawdzie, a nie na relatywizmie układów, bo te prowadzą donikąd.

Musimy dać sobie również odpowiedź na pytanie o naszą teraźniejszość i przyszłość. Mamy wiele motywów do satysfakcji, do radości, mamy wielu ludzi, którzy przez ostatnie dziesiątki lat urośli w poczuciu odpowiedzialności za wspólne sprawy, ale jest jeszcze wiele do zrobienia, jest ciągle wiele bólu i niepokojów, które budzą w nas poczucie odpowiedzialności.

Jesteśmy świadkami, że w dzisiejszej Europie i w Polsce słabnie demokracja z powodu braku zasad. Nie wynaleziono lepszego systemu rządzenia jak demokracja, czyli konfrontacja różnych sił, aby po rozeznaniu przyjąć decyzję większości. Dziś demokracja dlatego słabnie, że o podejmowanych decyzjach decydują słupki poparcia, a nie rzeczywiste dobro i cel wyznaczony, przeważa, ale interes partyjny i propaganda medialna. Wiadomo dokładnie, ile trzeba mieć milionów dolarów, żeby wygrać wybory w Ameryce czy w Polsce; żeby mogła zaistnieć partia, żeby można było wtłoczyć ludziom przez media informację czy dezinformację o - prawdziwych lub nieprawdziwych - sukcesach danej formacji.

Dzisiejsze demokracje odchodzą też od zasad etycznych. Musi niepokoić, że prawa stanowione w krajach Europy nie są oparte na prawie naturalnym, na prawie Bożym, że nie mają odniesienia do fundamentu bezwzględnego, ale ustanawiane są pod naciskiem lobbystów i grup. Chrześcijanin - człowiek wierzący, wie, że obecność Boga nie może być nigdy wykreślona z dziejów ludzkiej historii.

Niedawno byliśmy świadkami dyskusji i szansy nad przeprowadzeniem korekty prawa zezwalającego na dokonywanie aborcji dzieci niepełnosprawnych. Dziś poświęca się wiele uwagi niepełnosprawnym, dla których w miejscach publicznych, w szkole, w kościele, w urzędzie wymaga się odpowiednich podjazdów, żeby mogli łatwiej się poruszać, a jakże inaczej się patrzy na niepełnosprawnego przed urodzeniem.

W parlamencie polskim złamano sumienie. Ludzie, których obdarzyliśmy zaufaniem, nie okazali się ludźmi sumienia, skoro zdecydowali, że takich można eliminować. W Europie w majestacie prawa eliminuje się starców, nieużytecznych społecznie i nieuleczalnie chorych, zamiast być przy nich, pomagać i przynajmniej obecnością podtrzymywać. Przyjmuje się najprostsze, barbarzyńskie rozwiązania. To przed chrześcijaństwem zrzucano inwalidzkie dzieci ze skały. Chrześcijanie na barbarzyństwo nigdy nie mogą się godzić.

Dyskutuje się, czy religia ma być pełnoprawna w szkole. Jakże ona przeszkadza ludziom, którzy przecież wyrośli z pnia chrześcijańskiej kultury, a dziś zabiegają, aby usunąć religię z obowiązkowej ramy godzin. Godzą się wprawdzie pozostawić ją na razie jako możliwość przedmiotu do wyboru. Nauczanie religii zawsze było możliwością, nigdy nie było przymusem; można było wybrać religię albo etykę. Dzisiejsza metoda to usuwać na raty, powoli, krok po kroku - Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek.

Demokrację osłabia brak pluralizmu w mediach. Głosi się piękne zasady, a okazuje się, że dwa i pół miliona podpisów obywateli nie ma żadnego znaczenia w przyznawaniu prawa do emisji na równych z innymi prawach, chociażby w Telewizji Trwam. Za prawo obecności na kolejnym multipleksie wyznaczono tak wysokie opłaty, że nawet jeśli przyznano by prawo emisji, to nie będzie możliwości, by zapłacić dziesiątki milionów złotych. To jest przykład na przekreślenie szans pluralizmu w mediach.

Źle pojęta tolerancja

Jesteśmy dziś także świadkami wielkich korupcji. Samo zjawisko nie zdumiewa, bo wszędzie ludzie ulęgają pokusom, ale jak możliwe jest w państwie prawa, by na trzy lata zostawić bez kontroli inicjatywę gospodarczą człowieka, który miał już kilka zasądzonych za nadużycia wyroków. To musi boleć, o tym trzeba mówić, trzeba się niepokoić, kiedy zło zostaje bezkarne. Nie można opierać nadziei na postęp w państwie na źle pojętej tolerancji. Musi być konsekwencja w akceptacji dobra i w negacji zła.

Przed 180 laty poeta Zygmunt Krasiński, przewidując przyszłość, uczynił obserwację, która ma odniesienie i do naszej sytuacji. Pisał, że "będzie się popierać zepsucie obyczajów, ze świętej religii uczyni się straszaka, aby obrzydzić ją szlachetnym sercom, podłość będzie się nagradzać orderami lub zaszczytami, lud ogłupiać wódką, elity szlifami i stanowiskami, a za głowę tych, co będą stawiać opór, wystawi się cenę, aby się rozprawić z nimi w stosownej chwili". Każdy czas ma te wielkie niebezpieczeństwa.

Mają to niebezpieczeństwo i te metody również nasze czasy. My, jako chrześcijanie, nie możemy dezerterować z terenów wspólnoty społecznej. Kościół nie może odejść od oceny moralnej zjawisk społecznych i politycznych. To nie jest mieszanie się do polityki; to jest uzdrawianie polityki, to jest nasz wspólny obowiązek. Ile razy widzimy chorobę, musimy ją leczyć.

Nasze decyzje, rady, refleksje nie mają nic wspólnego z żadnym programem wyborczym, z żadną partią. Przeciwnie - bolejemy, że konkurujące ze sobą partie nie potrafią znaleźć wspólnego języka dla dobra Ojczyzny, dla dobra bezrobotnych, dla właściwego wychowywania przyszłych pokoleń, dla budzenia zdrowego, ofiarnego patriotyzmu i przywiązania do Ojczyzny opartego na znajomości historii. Kościół nie pragnie przejmować władzy, ale czuje się odpowiedzialny za to dziedzictwo, któremu na imię Polska.

Obojętność na zło

Prawdziwym dramatem jest noc duchowa, noc moralna, która się rozpościera nad naszym Narodem. To nie jest nawet sytuacja braku Boga czy braku etyki, moralności, ale fakt, że ludzie z tego powodu nie cierpią. To jest dramat, że nie cierpimy i nie reagujemy, nie dajemy dowodów cierpienia, że doszliśmy do takiej sytuacji.

Prawdziwy upadek Polski następuje wtedy, gdy ludzie zaczynają być obojętni na zło, na nadużycia i nie boleją nad nimi. Widzimy, jak bezradne jest państwo nasze wobec zaistniałej tragedii smoleńskiej. To już ponad dwa lata, jak dzielony jest Naród, bo nie znamy przyczyn i dalej nie będziemy znali prawdy. Widzimy, jakie to upokarzające dla każdego zdrowo myślącego człowieka, że ktoś nie wykonał obowiązku i trzeba dokonywać rekognicji pomieszanych, zamienianych zwłok pochowanych bohaterów narodowych.

Prezydent Kaczorowski to symbol niepodległości Polski, która po wybuchu II wojny nie poddawała się i trwając na Zachodzie, przypominała o niewoli Polaków. Nie dokonano tego, co powinno być dokonane, nie przeprowadzono do końca solidnych badań. Zlekceważono, i to bezkarnie, sumienne wypełnienie obowiązku aż do końca. Ważne było, żeby szef pochwalił, żeby mający władzę mnie nagrodził.

To jest pozór, a w dobrze rozumianym państwie prawa przede wszystkim musi się liczyć obowiązek. Każdy z nas powinien z wiarą w wartość swego czynu brać do ręki pióro, łopatę, ścierkę czy zastrzyk, który mam wykonać. Nie ma niepotrzebnej pracy, nie ma zbędnego człowieka, niepotrzebnego trudu, nie ma zlekceważonego wysiłku w sprawie, jaką jest moralność, etyka decydująca o kulturze Narodu.

Wielkość Narodu można mierzyć różnymi miarami; bogactwem, talentami zdobywców, odkryciami naukowców, możliwościami militarnymi, można mierzyć wartościami kultury, ale pamiętajmy, że jest jeszcze jedno kryterium, bez którego żadna społeczność się nie ostoi. To jest kryterium moralności. Naród żyjący moralnie będzie społeczeństwem szanowanym, będzie społeczeństwem, które ma przed sobą perspektywę i przez wysiłek dojdzie do duchowej, moralnej i materialnej potęgi. Amen.