• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Pieniądze, nowoczesność i młode talenty

Czwartek, 28 kwietnia 2016 (05:19)

Z prof. Pawłem Soroką z Polskiego Lobby Przemysłowego im. E. Kwiatkowskiego rozmawia Rafał Stefaniuk.

Szef MON Antoni Macierewicz zapowiedział wzrost liczebności armii o 50 proc. Jak ocenia Pan plany ministra?

– Pytaniem jest, co się będzie składało na ten 50 proc. wzrost. Czy minister wliczył w to tylko wojska operacyjne, czy też obrony terytorialnej? Gdyby te plany dotyczyły tylko wojsk zawodowych, to możemy mówić o bardzo dużym wzroście. Na dzień dzisiejszy nasza armia nie jest zbyt duża. Oceniało się, że mamy 100 tys. żołnierzy plus 20 tys. Narodowe Siły Rezerwy, które stworzył minister Bogdan Klich. Z tych 100 tys. znaczną część zajmują żołnierze sztabowi, dlatego konieczne jest powiększenie stanu żołnierzy służących w linii. Jednak wydaje mi się, że minister, mówiąc o wzroście liczebności, myślał także o obronie terytorialnej. To wydaje się być prawdopodobne.

W epoce nowoczesnego sprzętu liczba żołnierzy ma jeszcze znaczenie?

– Oczywiście, ale pod warunkiem, że są odpowiednio wyszkoleni. Gdy mieliśmy armię poborową i chłopak szedł do wojska na od 1 roku do 2 lat, to nie mógł się nauczyć obsługi nowoczesnego sprzętu na odpowiednio wysokim poziomie. Żołnierz zawodowy ma po prostu czas na przygotowanie się do służby w sytuacjach krytycznych. W armii duże znaczenie odgrywa jakość, w tym posiadanego sprzętu. Kiedy armia jest silna w nowoczesny sprzęt i najlepszą technologię, to zawsze pozostaje kwestia, kto będzie to obsługiwał. Bez względu na wszystko, żołnierz zawsze pozostanie podstawą wojska.

Armia ma się zwiększyć, powstać mają także jednostki obrony terytorialnej i to w sile 36 tys., a do tego prezydent mówi o intensyfikacji modernizacji wojsko. Budżet nie jest z gumy. To nie są tylko pobożne życzenia? To da się pogodzić?

– Podczas kadencji Bronisława Komorowskiego nakłady na armię wzrosły do poziomu 2 proc. PKB. Gdy chcemy osiągnąć wzrost liczebności wojska i realizować ambitne plany modernizacyjne, to nakłady muszą się zwiększyć. Z pewnością 2 proc. PKB to jest za mało. Teraz otwiera się pole przed ministrem finansów do przesunięć w budżecie. Ale już teraz mamy jeden z wyższych budżetów w NATO. Mimo wymaganego 2 proc. PKB wiele krajów nie zbliżyło się do takich nakładów.

Na odprawie kierownictwa MON i Sił Zbrojnych Beata Szydło stwierdziła, że chce, by „polskie wojsko było wyposażane w sprzęt produkowany w Polsce, w oparciu o polską myśl technologiczną”. Rozumiem znaczenie gospodarcze takiego rozwiązania, ale w przypadku wojny to ma znaczenie, skąd pochodzi sprzęt?

– Podstawą jest to, żeby armia dysponowała najnowocześniejszym sprzętem. Żołnierz patrzy na walory i parametry uzbrojenia, a nie na kraj pochodzenia. Ale dobrze by było, gdybyśmy sprzęt, który jesteśmy w stanie sami wyprodukować, żebyśmy produkowali w kraju. Kiedy brakuje nam technologii, to trzeba wchodzić w kooperacje z firmami zagranicznymi i ściągać ją do Polski. Za granicą należy kupować tylko to, co przekracza możliwości naszego przemysłu.

Podczas działań wojennych posiadanie fabryk produkujących broń wydaje się mocno wpływać na funkcjonowanie armii.

– Oczywiście. Na polu walki uzbrojenie się szybko zużywa. Znacznie szybciej niż w czasie pokoju, ćwiczeń itd. Wtedy lepiej jest być niezależnym od dostaw. Pojawia się kwestia, jak chronić zakłady, które są w kraju. Jak wiadomo, zakłady zbrojeniowe są jednym z głównych celów ataków z powietrza. Przeciwstawienie się zagrożeniom tego typu wymaga głębszej strategii.

MON rusza z programem „Kościuszko”, który ma na celu zachęcenie polskich naukowców do powrotu do Ojczyzny i pracy na rzecz naszej obronności. Idea słuszna, ale czy realna?

– Mamy wielu zdolnych inżynierów, lecz niestety duża część z nich wyjechała na Zachód. Groźba, że oni tam pozostaną, jest duża. Tam zaoferowano im dobre warunki finansowe i dano gwarancję rozwoju. Osobom tym trzeba więc zaproponować pewność pracy na wysokich stanowiskach, wysokie zarobki i możliwość prowadzenia badań. Trudno sobie wyobrazić reformę armii i unowocześnienie uzbrojenia bez zdolnych młodych inżynierów. Posłużę się przykładem PESA Bydgoszcz, która produkuje pociągi, tramwaje itd. Kiedy rozmawiałem z prezesem tej firmy Tomaszem Zaboklickim, to stwierdził, że niegdyś zainwestował w 200 młodych inżynierów i teraz zbiera tego owoce. W ludzi trzeba inwestować i dać im szansę wnoszenia w firmę swoich talentów. Dlatego cieszy mnie propozycja MON.      

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk