• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Skończyło się finansowe eldorado

Czwartek, 28 kwietnia 2016 (04:20)

Z Januszem Szewczakiem, ekonomistą, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Rząd Beaty Szydło przyjął Wieloletni Plan Finansowy Państwa na lata 2016-2019. Jakie są jego główne założenia?

– Uważam, że będziemy sobie całkiem dobrze radzić ze wzrostem gospodarczym, który powinien oscylować w granicach 3,8-3,9 proc., że deficyt sektora finansów publicznych będzie utrzymany na racjonalnym poziomie, ponadto że w związku z uszczelnieniem systemu podatkowego również dochody do budżetu ulegną istotnej poprawie. Pierwsze działania już widać i one z pewnością przełożą się na znaczące wpływy do budżetu państwa.

Za rządów koalicji PO – PSL w zakresie unikania płacenia podatków mieliśmy swoiste eldorado…  

– To prawda. To eldorado dotyczyło zarówno niepłacenia, jak i obchodzenia systemu płatności tzw. optymalizacji podatkowej. Te główne wskaźniki, które zostały zarysowane może za wyjątkiem poziomu inflacji, a właściwie deflacji, która jest bardzo istotna i groźna dla dochodów budżetu państwa, dochodów podatkowych, te główne wskaźniki są optymistyczne. Oczywiście przed nami jeszcze kwestia zarówno obniżenia wieku emerytalnego, jak i zwiększenia kwoty wolnej od podatku, co będzie najprawdopodobniej realizowane stopniowo, a nie jednorazowo i słusznie, bo chodzi o to, żeby nie uszczuplać dochodów na rzecz sektora samorządowego. Ale generalnie zapowiedzi tego planu dostosowawczego gospodarczego w perspektywie najbliższych kilku lat wskazują na dobry kierunek, dobre nastroje, dobrą koniunkturę oraz wręcz poprawę sytuacji makroekonomicznej, finansowej. To wszystko na przekór politycznej wojnie wytoczonej nowemu rządowi przez tych, którzy zostali „odspawani” od stołków i nie mogą się pogodzić z utratą władzy. Polacy widzą, zwłaszcza ci najubożsi, rodziny wielodzietne, że w ich portfelach przybyło pieniędzy choćby w ramach rządowego programu 500 plus. Społeczeństwo widzi chęć poprawy sytuacji w zakresie rozwiązania palących problemów, jakim są tzw. kredyty frankowe i polisolokaty, jedna z poważniejszych w mojej ocenie afer finansowych – bo tak to należałoby chyba nazwać. Z jednej strony są pozytywne sygnały, które pojawiają się na szczeblu rodzin czy przedsiębiorców, a z drugiej mamy denuncjacje i donoszenie na Polskę zagranicę i próbę wywołania antyrządowych protestów, które mają ewidentnie cel obalenia rządu PiS przy pomocy ulicy, fałszywych oskarżeń i pomówień. Nie wspomnę już pogardliwych ataków medialnych i komentarzy, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, a wręcz przeciwnie, ją zakłamujących.

Myśli Pan, że Polacy w tym medialnej nagonce dostrzegają, kto chce im autentycznie pomóc?

– Myślę, że Polacy chcą przede wszystkim autentycznej, a nie tylko symulowanej poprawy swoich warunków życia i tego oczekują od rządu. Zmiany na lepsze już są widoczne, a przecież od objęcia władzy przez PiS upłynęło zaledwie kilka miesięcy. Te zmiany zachodzą bardzo szybko, tak wiele się już zmieniło, o czym już wspomniałem, ale to nie koniec dobrych zmian zapowiadanych w kampanii wyborczej. To nieprawda, że zagraniczne, głównie niemieckie media najbardziej się troszczą o to, jaka będzie rola Trybunału Konstytucyjnego w Polsce, ale tu chodzi o zupełnie co innego.

Co konkretnie ma Pan na myśli?      

– Polskie państwo po latach poddańczej polityki uległej wobec obcych ekonomicznych potęg zaczęło się, a przynajmniej chce się wybić na suwerenność gospodarczą i nie chce dłużej pełnić roli półkolonii gospodarczej dostarczającej jedynie dużej ilości zysków i kapitałów dla koncernów, banków i podmiotów gospodarczych głównie zagranicznych. Stąd absolutnie nieuprawnione, niesprawiedliwe i nieuczciwe ataki, a z drugiej strony rysuje się wizja działań, którą otrzymuje od polskich władz Komisja Europejska, wizja pokazująca wyraźnie, że absolutnie polski rząd panuje nad systemem finansowym, gospodarczym, budżetowym. Mam nadzieję, że zarysowane, zadeklarowane wskaźniki wzrostu gospodarczego, inflacji, dochodów podatkowych, kwestia deficytu sektora finansów publicznych, że ta wizja zostanie zrealizowana.    

Jakie są zatem szanse powodzenia tego projektu i tego przyspieszenia, o którym Pan mówi, bo wiemy przecież, że od założeń do realizacji daleka droga?

– Oczywiście deklaracje i założenia zawsze mogą ulec zmianie ze względu chociażby na wydarzenia geopolityczne, ze względu na to, co się będzie działo np. z Grecją, która kompletnie nie rozwiązała swoich problemów, nie wiemy też, co się będzie działo z Wielką Brytanią – czy dojdzie czy nie do Brexitu i wyjścia tego kraju z Unii Europejskiej. Tych uwarunkowań, których efektów nie znamy, a które mogą mieć wpływ na naszą sytuację, jest wiele. Zobaczymy, co będzie się działo np. z kredytami zagrożonymi w bankach włoskich, hiszpańskich, wreszcie jaka będzie polityka emigracyjna i co będzie z finansowaniem uchodźców, czy Unia znajdzie pieniądze – dziesiątki miliardów euro na tych, którzy już są w granicach Europy, nie mówiąc już o tych, którzy się dobijają do bram wspólnoty. Tych niewiadomych jest oczywiście bardzo dużo, niemniej jednak wydaje się, że koncepcja Wieloletni Plan Finansowy Państwa na lata 2016-2019 jest dobrze przygotowana i że wdrażanie elementów polityki gospodarczej, finansowej jak wspomniałem na wstępie naszej rozmowy – w zakresie uszczelniania systemu podatkowego – zwłaszcza stymulowania inwestycji ze strony czy to spółek Skarbu Państwa czy budżetu państwa, że to wszystko będzie miało korzystny wpływ i umożliwi dotrzymanie złożonych obietnic.

Co z tej koncepcji, tego planu wynika dla przeciętnego Polaka. Wspomniał Pan program 500 plus, ale co ponadto?

– Niezwykle ważne są też zapowiedzi, deklaracje prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który mówił o tym, że trzeba będzie zwrócić pieniądze, które w nieuczciwy sposób zagarnęły firmy ubezpieczeniowe, banki, firmy pośrednictwa finansowego z tytułu polisolokat, co dotyczy ok. pięciu milionów Polaków na kwotę 10 miliardów złotych. Nie wspomnę już o gigantycznym problemie tzw. kredytów frankowych, gdzie ani ludzie, ani firmy, ani deweloperzy franków szwajcarskich nawet na oczy nie widzieli, a to jest kwota ok. 140 miliardów. Jak widać, jest to ogromna pula pieniędzy, która jeśli wróciłaby do polskich portfeli, to miałoby to niezwykle pozytywne znaczenie na poprawę koniunktury gospodarczej. Mam nadzieję, że tak się stanie.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki