Poselska prywata
Wtorek, 20 listopada 2012 (02:00)Poseł Platformy Obywatelskiej Lidia Gądek jest jednocześnie dyrektorem przychodni lekarskiej, która dzierżawi majątek gminy Wolbrom. Opozycja alarmuje: zachodzi konflikt interesów.
"Aktualnie pracuję jako lekarz rodzinny w Poradni w Dłużcu, a także pełnię obowiązki Dyrektora Miejsko-Gminnego Centrum Medycznego WOL-MED" - czytamy na stronie internetowej poseł Gądek.
WOL-MED działa w Wolbromiu i korzysta z lokali należących do gminy. Ani w internecie, ani w oświadczeniu majątkowym poseł nie wzmiankuje, że działalność jako dyrektor przychodni prowadzi na mieniu komunalnym.
Sama broni się w rozmowie z "Naszym Dziennikiem", że nie jest członkiem zarządu centrum, podpisuje jednak umowy handlowe i jest jednym ze współudziałowców spółki (w oświadczeniu majątkowym podaje, że ma 50 udziałów).
Będąc dyrektorem WOL-MED-u, prowadzi działalność gospodarczą wspólnie z innymi osobami oraz zarządza. W Sejmie Gądek zasiada w Komisji Zdrowia, jest także przewodniczącą Parlamentarnego Zespołu ds. Podstawowej Opieki Zdrowotnej i Profilaktyki.
- Ponieważ może tu zachodzić co najmniej konflikt interesów i naruszenie pewnych standardów, zwrócimy się oficjalnie do Biura Analiz Sejmowych o ekspertyzę w tej sprawie - zapowiada poseł Czesław Hoc (PiS) z sejmowej Komisji Zdrowia. - Na razie nikogo nie piętnujemy - zastrzega.
W ocenie prawników, poseł może łamać art. 107 ust. 1 Konstytucji RP oraz art. 34 ust. 1 Ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora. Artykuł 107 ust. 1 Konstytucji RP stanowi wprost, że "w zakresie określonym ustawą poseł nie może prowadzić działalności gospodarczej z osiąganiem korzyści z majątku Skarbu Państwa lub samorządu terytorialnego ani nabywać tego majątku".
Dodatkowo art. 34 ust. 1 Ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora stwierdza, że "posłowie i senatorowie nie mogą prowadzić działalności gospodarczej na własny rachunek lub wspólnie z innymi osobami z wykorzystaniem mienia państwowego lub komunalnego, a także zarządzać taką działalnością lub być przedstawicielem czy pełnomocnikiem w prowadzeniu takiej działalności".
- Nie jestem ani w zarządzie, ani w komisji rewizyjnej, bo rady nadzorczej spółka nie ma, jestem tylko dyrektorem do spraw medycznych, a media, które piszą o mnie "dyrektor spółki", nie mają pełnej wiedzy. Jestem dyrektorem Niezależnego Zespołu Opieki Zdrowotnej, to jest całkowicie co innego, nie mam nic wspólnego ze spółką jako taką, w sensie władz zarządczych spółki. Nie czerpię korzyści ze Skarbu Państwa, ja jestem pracownikiem najemnym - broni się Lidia Gądek.
- Jeżeli jest dyrektorem NZOZ, to pobiera wynagrodzenie, a jak pobiera wynagrodzenie, to jest to, moim zdaniem, sprzeczne z ustawą o wykonywaniu mandatu posła - ocenia mecenas Piotr Pszczółkowski.
Jak tłumaczy, różnica w utrzymywaniu się posła zależy od tego, czy jest on posłem zawodowym, czy też nie. Poseł nie ma obowiązku rezygnacji ze swojej aktywności zawodowej, jeżeli uważa, że potrafi ją połączyć ze sprawowaniem mandatu.
Mecenas Bartosz Kownacki pokazuje sprawę w szerszym kontekście, bez rozróżniania na posłów zawodowych i niezawodowych.
- W mojej ocenie, nie ulega wątpliwości, że przepis ustawy trzeba stosować maksymalnie szeroko, bo on gwarantuje, że posłowie są niezależni, a jednocześnie nie wpływają na decyzje czy nie podejmują decyzji w tych jednostkach, które mogłyby być związane z wykonywaniem przez nich mandatu posła. Jeżeli ktoś decyduje się jednak na łamanie tego zakazu niełączenia mandatu z poszczególnymi funkcjami, to powinien ponieść tego konsekwencje - uważa Kownacki.
Lidia Gądek jest dyrektorem WOL-MED-u nieprzerwanie od kilkunastu lat. - Kiedy obejmowałam mandat poselski, moja sytuacja majątkowa była analizowana przez biuro prawne Kancelarii Sejmu. Sprawdzone zostały wszystkie funkcje zawodowe, jakie pełnię. Chodziło głównie o kwestie działania na majątku gminy, ale ja takiego działania nie prowadzę, bo jestem tylko dyrektorem do spraw medycznych - zapewnia poseł PO.
Jak mówi Lidia Gądek, spółka faktycznie dzierżawi majątek gminny, ale od majątku jest zarząd, a ona w nim nie zasiada, więc w jej przekonaniu nie zachodzi tu kolizja prawna. Sama jednak przyznaje, że jest jednym ze współudziałowców, a to przecież wspólnicy powołują zarząd spółki.
- Jestem jednym ze współudziałowców, ale to jest spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, a nie spółka cywilna. Ale nawet radnemu, który jest w Wolbromiu, a jest w spółce cywilnej (gdzie nie zarząd reprezentuje kwestie majątkowe, tylko wszyscy udziałowcy), wojewoda powiedział, że nie zachodzi w jego przypadku kolizja prawna. Natomiast u nas to nie jest działalność wspólników, tylko spółka z ograniczoną odpowiedzialnością - tłumaczy poseł Gądek.
Mecenas Bartosz Kownacki podkreśla jednak, że interpretacja przepisów ustawy nie jest bez związku z tym, kto sprawuje władzę w Polsce.
- Pani marszałek [Ewa Kopacz - red.] jest szczególnie życzliwa swoim parlamentarzystom i na pewno będzie szukała takiej interpretacji, która pozwoli utrzymać im jedno i drugie stanowisko. W mojej ocenie, jest to jednak wbrew ustawie - mówi Kownacki.
Mecenas podkreśla, że gdyby ustawodawca, który formułował te przepisy, chciał dopuszczać możliwość łączenia przez posłów różnych funkcji, to by ich w ogóle nie wprowadzał.
- Dziś wszystko zależy od dobrej woli interpretacji marszałka Sejmu, co jest niedopuszczalne - dodaje.
Wykluczające się interpretacje
W przypadku Kownackiego Kancelaria Sejmu zezwoliła na pełnienie przez niego funkcji posła i pełnomocnika z urzędu. On jednak uważał, że tych funkcji nie może łączyć. Jego stanowisko poparła zarówno rada adwokacka, jak również sądy.
- Ja ze swojego przykładu mogę podać, że jestem adwokatem, byłem również pełnomocnikiem z urzędu, czyli pośrednio uzyskiwałem korzyści ze Skarbu Państwa, bo dla pełnomocnika z urzędu wynagrodzenie bardzo często płaci Skarb Państwa. Uznałem, że nie mogę pełnić tej roli, aby właśnie nie czerpać korzyści ze Skarbu Państwa. Zarówno sądy, jak i rada adwokacka podzieliły moje stanowisko - wyjaśnia Kownacki.
Przykładem stosowania dwuznacznych wykładni był przypadek Jana Ołdakowskiego, dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego. Najpierw zezwolono mu na łączenie tej funkcji z mandatem poselskim, a później zabroniono.
- Nieważne, czy poseł jest, czy nie jest posłem zawodowym. Nie ma prawa pobierania wynagrodzenia z majątku Skarbu Państwa, samorządu terytorialnego itd. Tu tworzone są często dziwne interpretacje danego przepisu, zamiast traktować go maksymalnie szeroko. Jeżeli Biuro Analiz Sejmowych stwierdzi, że dany poseł może łączyć dane funkcje, to już nic nie można zrobić - stwierdza Kownacki.
Jak dodaje, często dany poseł pośrednio korzysta z majątku gminy, bo pozwalają na to właśnie "interpretacje" przepisów, co bezwzględnie powinno być zatamowane. Posłowie powinni się zdecydować, gdzie chcą pracować, zauważyć, że łączenie różnych funkcji to konkretny problem.
- Owszem, pani poseł Gądek nie jest zatrudniona w gminie, ale już pośrednio - tak, bo ta przychodnia, w której pracuje, dostaje przecież pieniądze z gminy czy budżetu państwa.
Ponadto pani poseł zasiada w sejmowej Komisji Zdrowia i w jakiś sposób nadzoruje NFZ, który jej przychodni daje zlecenia. Dziś przecież każdy bije się o zlecenia z NFZ jak najbardziej korzystne i o jak największą ich ilość. I tu już zachodzi, według mnie, zdecydowany konflikt interesów - podnosi Bartosz Kownacki. W tym wypadku - dodaje - przepis zabraniający posłowi łączenia pewnych funkcji jest zwyczajnie pusty. - Kiedy dotyczy to posłów koalicji, to nie widzi się tu problemu. Gdyby dotyczyło to jednak posłów opozycji, to z pewnością by ich atakowano. Tu jest bardzo poważny problem - kwituje mecenas.
Piotr Czartoryski-Sziler