Po terenach stoczni w Gdyni i Szczecinie na razie hula tylko wiatr
Środa, 6 kwietnia 2016 (10:27)Na wczorajszym posiedzeniu Rada Ministrów przyjęła projekt tzw. ustawy stoczniowej, która ma się przyczynić do aktywizacji przemysłu budowy statków w naszym kraju.
Jakiś czas temu założenia do tego projektu przedstawili na stołówce upadłej stoczni w Szczecinie wspólnie szef nowo powołanego resortu, minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk i minister finansów Paweł Szałamacha.
Według rządu, ustawa ma sprzyjać powstaniu przynajmniej 5 tysięcy nowych miejsc pracy w samych stoczniach w Polsce i kolejnych kilkadziesiąt tysięcy w tzw. łańcuchu dostawców.
Przypomnijmy tylko, że przyjęta przez rząd ustawa ma głównie na celu tworzenie warunków do zaktywizowania produkcji stoczniowej, głównie poprzez ułatwienia podatkowe.
Chodzi o przepisy podatku VAT w postaci zwolnienia z tego podatku w odniesieniu do całego łańcucha dostaw komponentów dla budowy statków (do tej pory stocznie ubiegały się o zwrot tego podatku), co automatycznie zwiększy możliwości finansowe stoczni o 23%.
Zaproponowano również, żeby stocznie (po uprzednim zgłoszeniu do urzędu skarbowego) miały do wyboru albo zapłacenie podatku CIT, albo zdecydowanie się na zryczałtowany podatek dochodowy w wysokości 1% produkcji sprzedanej.
Będzie także możliwość, aby obszary, na których powstaną stocznie, zostały decyzjami rządowymi zakwalifikowane do już istniejących Specjalnych Stref Ekonomicznych i tym samym korzystały z dodatkowych udogodnień wynikających z przepisów ich dotyczących (między innymi zwolnienia z podatku od nieruchomości).
Nowa ustawa stoczniowa przygotowana przez rząd premier Beaty Szydło jest w zupełnej kontrze do postępowania poprzedników z koalicji Platformy i PSL-u, którzy z nieznanych powodów nie mieli serca do polskiego przemysłu stoczniowego.
Już w sierpniu 2009 roku, tuż po wygraniu przez Platformę wyborów do Parlamentu Europejskiego, ówczesny minister skarbu Aleksander Grad poinformował stoczniowców ze stoczni w Gdyni i w Szczecinie, że ostatecznie nie udało się wyłonić inwestora dla tych stoczni i w związku z tym zostaną one zlikwidowane.
Stało się to dokładnie w 29. rocznicę podpisania wywalczonych przez stoczniowców porozumień sierpniowych z 1980 roku, które – jak się powszechnie uważa – stanowią podwaliny obecnej wolnej i demokratycznej Polski.
Wcześniej, przy nacisku Komisji Europejskiej, zdecydowano się na tzw. specustawę, która pozwoliła na pozbycie się z obydwu stoczni 8 tysięcy pracowników (wprawdzie po wypłaceniu im odszkodowań), a następnie na podzielenie majątku i jego sprzedaż w trybie przetargowym.
Zresztą sprawa stoczni w Gdyni i Szczecinie została przesądzona już w momencie, kiedy Komisja Europejska, zażądała zwrotu wcześniej udzielonej im pomocy publicznej, i niestety nie było wtedy sprzeciwu rządu Tuska wobec tej decyzji, czego wyrazem mogłoby być choćby jej zaskarżenie do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.
Tusk, mimo że swoją karierę polityczną zawdzięczał w jakimś sensie stoczniowcom Wybrzeża Gdańskiego, wtedy kiedy pojawiły się kłopoty z przyjęciem przez KE programów restrukturyzacyjnych stoczni, w gronie swoich najbliższych współpracowników stwierdził: „niech szlag trafi te stocznie”.
Później, kiedy zaczął się już proces ich ostatecznej likwidacji, w jednym z wywiadów radiowych, pytany o sukcesy swojego rządu, powiedział, że jednym z nich jest to, że nie dopłacamy już do stoczni.
W rezultacie po terenach stoczni w Gdyni i Szczecinie hula już tylko wiatr, masowe redukcje zatrudnienia wystąpiły także w przedsiębiorstwach pracujących na rzecz przemysłu stoczniowego (redukcje zatrudnienia tylko w Zakładach „Cegielskiego” w Poznaniu i Hucie Częstochowa dotyczyły kilku tysięcy pracowników).
Ocalała tylko Stocznia Gdańska, która pozyskała inwestora strategicznego w 2006 roku, podczas rządów Jarosława Kaczyńskiego (wtedy była to ukraińska spółka ISD, a obecnie spółka Shipypard Group, która ma 75% akcji, natomiast 25% akcji – Agencja Rozwoju Przemysłu).
Przyjęcie przez rząd ustawy stoczniowej, a następnie szybkie uchwalenie jej przez parlament ma głęboki sens także dlatego, że resort gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej szacuje same zamówienia publiczne na zakup różnego rodzaju statków w ciągu najbliższych 10 lat na przynajmniej 25 mld zł.
Ponadto – jak stwierdza się w uzasadnieniu tego projektu – kompetencje i umiejętności menedżerów i pracowników oraz wieloletnie doświadczenie w prowadzeniu zaawansowanych technologicznie i organizacyjnie przedsięwzięć pozwalają na budowę w polskich stoczniach statków ze wszystkich segmentów tego rynku, w tym gazowców i tankowców.
Dr Zbigniew Kuźmiuk