In vitro niesie śmierć
Poniedziałek, 19 listopada 2012 (02:09)Gdyby ktoś z katolików świadomie opowiedział się za dopuszczalnością in vitro, także poprzez pokrętną formułę jego dofinansowania, niech pamięta, że występuje przeciwko godności osoby ludzkiej i przeciwko prawu Bożemu. Tym samym odłącza się od pełnej wspólnoty z Kościołem katolickim i nie może prosić o dar Komunii Świętej. Prawdę tę w sposób jednoznaczny przypomniał ks. abp Andrzej Dzięga, metropolita szczecińsko-kamieński, w słowie pasterskim skierowanym do wiernych swojej archidiecezji.
Dwa tygodnie temu do wiadomości publicznej podano, że już w grudniu do Rady Miasta Szczecina wpłynie formalny wniosek o dofinansowanie z budżetu miasta procedur zapłodnienia in vitro. Pomysłodawcami są oczywiście radni PO, którzy przekonują, że "procedura in vitro nie jest z piekła rodem".
Z taką argumentacją chcą dotrzeć do co najmniej 400 mieszkańców miasta, by później - z ich podpisami - móc złożyć w urzędzie projekt uchwały o charakterze obywatelskim. Jednoznaczne stanowisko w tej sprawie zajął metropolita szczecińsko-kamieński ks. abp Andrzej Dzięga.
W liście wystosowanym na 33. niedzielę zwykłą zawarł zasadnicze informacje wyjaśniające, dlaczego żaden człowiek, a tym bardziej katolik, nie ma prawa bawić się ludzkim życiem i występować przeciwko prawu Bożemu i naturalnemu.
"Wszyscy jesteśmy świadomi, że są takie sytuacje, w których biskup nie może milczeć, aby nie stać się współwinnym grzechu" - czytamy w pierwszej części listu. Temat zapłodnienia in vitro jest "bardzo poważny. Jest to - dosłownie - sprawa życia i śmierci".
Uprzedzając potencjalne zarzuty, ksiądz arcybiskup Dzięga wyjaśnił, że "nie jest to i nigdy nie powinien to być temat polityczny, dlatego również podjęcie go dzisiaj nie jest uprawianiem polityki. Chodzi tu (...) o prawdę moralną, o prawdę o człowieku". A zafałszowanie tej prawdy pięknymi słówkami chwytającymi za serce, zastępowanie jej niedomówieniami może mieć konsekwencje wykraczające poza życie ziemskie.
Do repertuaru wyświechtanych już przewrotnych argumentów mających przemawiać za in vitro należy m.in. rzekome współczucie dla małżeństw (i nie tylko), którym powiedziano (często bezpodstawnie), że są niepłodne. ""Lekiem" na ową niepłodność - w opinii biznesmenów czerpiących zyski z in vitro - ma być właśnie bezosobowe zapłodnienie na szkle, nierzadko przeprowadzane przez weterynarzy".
Ksiądz arcybiskup Dzięga obala mit leczniczego charakteru tejże procedury, wskazując, że "in vitro nie jest leczeniem niepłodności, gdyż nie usuwa niepłodności". Dodaje: "Już dzisiaj [są znane] bardzo pozytywne doświadczenia, naukowo udokumentowane, rzeczywistej pomocy w leczeniu niepłodności w ramach naprotechnologii, z bardzo dobrymi skutkami zdrowotnymi".
Pasterz szczecińsko-kamieński odnosi się również do często powtarzanych tez o "prawie do posiadania dziecka" i o tym, jakoby Kościół był przeciwko ludziom pragnącym potomstwa i przeciwko dzieciom powstałym na szkle.
"Zaznaczam od razu, że pragnienie przekazania życia dziecku jest pięknym pragnieniem serca rodzicielskiego, a miłość rodzicielska jest jednym z najpiękniejszych przejawów miłości ludzkiej" - pisze ksiądz arcybiskup. I od razu zastrzega, iż "każde dziecko powołane do życia jest osobą ludzką od samego poczęcia, także poczęcia wymuszonego w laboratorium w ramach procedur in vitro. (...) Każdy człowiek bowiem jest napełniony życiem przez Boga i tylko Bóg jest Dawcą życia ludzkiego".
Dlaczego więc Kościół sprzeciwia się zapłodnieniu in vitro? Pasterz szczecińsko-kamieński zwraca uwagę, że po pierwsze procedura ta wymaga radykalnej ingerencji hormonalnej, co pociąga za sobą poważne konsekwencje dla zdrowia kobiety. Po drugie, laboratoryjna procedura jest gwałtem na naturze, przez co jest niegodziwa.
Po trzecie, "w procedurach in vitro zawsze następuje powołanie do życia kilku osób ludzkich tylko po to, by następnie w drodze selekcji te słabsze, ale przecież żyjące dzieci, unicestwić, czyli zabić, pozostawiając jedynie najsilniejsze. To już są działania na granicy eugeniki, dawno zakazanej w cywilizowanych krajach" - przypomina ksiądz arcybiskup.
Po czwarte - jak wylicza - w wyniku tej procedury żyjące dzieci trafiają do zamrażarek. "Nawet rodzice - dawcy życia, nie wiedzą, ile z ich dzieci pozostało w zamrażarce. Dzieci te są przecież pozbawione prawa do zwyczajnego rozwoju życia (...), do rodzicielskiej miłości".
W kolejnej części listu metropolita szczecińsko-kamieński skupia się wokół rozróżnienia między wolnością poglądów a ich dowolnością.
Wskazuje, że radni, podobnie jak parlamentarzyści, jako osoby życia publicznego mają obowiązek "racjonalnego rozważania racjonalnych argumentów, a także racjonalnych skutków każdej decyzji, by następnie w sposób wolny, ale rozumny podejmować decyzje".
"Dlatego żadnej partii nie wolno nakazywać, by jej członkowie lub członkowie jej klubu w parlamencie lub w odpowiedniej radzie podejmowali decyzje niezgodnie z ich osobistą rozumną wolnością" - tłumaczył.
Na zakończenie arcypasterz szczecińsko-kamieński skierował do wiernych prośbę, aby wraz z nim podjęli modlitwy przebłagalne za grzechy przeciwko życiu i dołączyli do nich swoje umartwienia.
"Umiłowani. W Roku Wiary nie bójcie się dać świadectwa wierze. Dać świadectwa Jezusowi Chrystusowi" - zwrócił się do polityków, prosząc ich o modlitwę przed podejmowaniem decyzji w sprawie życia ludzkiego.
Anna Bałaban