• Niedziela, 22 marca 2026

    imieniny: Katarzyny, Bogusława

Dodatkowe 5 tysięcy miejsc pracy

Wtorek, 29 marca 2016 (09:58)

Projekt tzw. ustawy stoczniowej, po przedstawieniu go niespełna dwa tygodnie temu w Szczecinie przez ministrów gospodarki morskiej i finansów Marka Gróbarczyka i Pawła Szałamachę, został skierowany do konsultacji społecznych.

Okazuje się, że nowo powstały resort gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej szacuje same zamówienia publiczne na zakup różnego rodzaju statków w ciągu najbliższych 10 lat na przynajmniej 25 mld zł, co powinno przynieść przynajmniej 5 tysięcy nowych miejsc pracy w samych stoczniach i kilkadziesiąt tysięcy w tzw. łańcuchu dostawców.

Przypomnijmy tylko, że wspomniani dwaj ministrowie rządu Beaty Szydło w zaprezentowanym projekcie tzw. ustawy stoczniowej skoncentrowali się na tworzeniu warunków do zaktywizowania produkcji stoczniowej, głównie poprzez ułatwienia podatkowe.

Chodzi o przepisy podatku VAT w postaci stworzenia stawki zerowej tego podatku w odniesieniu do całego łańcucha dostaw komponentów dla budowy statków (do tej pory stocznie ubiegały się o zwrot tego podatku), co automatycznie zwiększy możliwości finansowe stoczni o 23 proc.

Zaproponowano również, żeby stocznie (po uprzednim zgłoszeniu do urzędu skarbowego) miały do wyboru albo zapłacenie podatku CIT, albo zdecydowanie się na zryczałtowany podatek dochodowy w wysokości 1 proc. produkcji sprzedanej.

Będzie także możliwość, aby obszary, na których powstaną stocznie, zostały decyzjami rządowymi zakwalifikowane do już istniejących Specjalnych Stref Ekonomicznych i tym samym korzystały z dodatkowych udogodnień wynikających z przepisów ich dotyczących.

Nowa ustawa stoczniowa przygotowana przez rząd premier Beaty Szydło jest w zupełnej kontrze do postępowania poprzedników z koalicji Platformy i PSL, którzy z nieznanych powodów nie mieli serca do polskiego przemysłu stoczniowego.

Już w sierpniu 2009 roku, tuż po wygraniu przez Platformę wyborów do Parlamentu Europejskiego, ówczesny minister skarbu Aleksander Grad poinformował stoczniowców ze stoczni w Gdyni i w Szczecinie, że ostatecznie nie udało się wyłonić inwestora dla tych stoczni i w związku z tym zostaną one zlikwidowane.

Stało się to dokładnie w 29. rocznicę podpisania wywalczonych właśnie przez stoczniowców Porozumień Sierpniowych z 1980 roku, które – jak się powszechnie uważa – stanowią podwaliny obecnej wolnej i demokratycznej Polski.

Wcześniej przy nacisku Komisji Europejskiej zdecydowano się na tzw. specustawę, która pozwoliła na pozbycie się z obydwu stoczni 8 tysięcy pracowników (wprawdzie po wypłaceniu im odszkodowań), a następnie na podzielenie majątku i jego sprzedaż w trybie przetargowym.

Zresztą sprawa stoczni w Gdyni i Szczecinie została przesądzona już w momencie, kiedy Komisja Europejska zażądała zwrotu wcześniej udzielonej im pomocy publicznej, i niestety nie było wtedy sprzeciwu rządu Tuska wobec tej decyzji, czego wyrazem mogłoby być choćby jej zaskarżenie do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

Tusk, mimo tego, że swoją karierę polityczną zawdzięczał w jakimś sensie stoczniowcom Wybrzeża Gdańskiego, wtedy kiedy pojawiły się kłopoty z przyjęciem przez KE programów restrukturyzacyjnych stoczni, w gronie swoich najbliższych współpracowników stwierdził: „Niech szlag trafi te stocznie”.

Później, kiedy zaczął się już proces ich ostatecznej likwidacji, w jednym z wywiadów radiowych, pytany o sukcesy swojego rządu, powiedział, że jednym z nich jest to, że nie dopłacamy już do stoczni.

W rezultacie po terenach stoczni w Gdyni i Szczecinie hula już tylko wiatr, masowe redukcje zatrudnienia wystąpiły także w przedsiębiorstwach pracujących na rzecz przemysłu stoczniowego (redukcje zatrudnienia tylko w Zakładach „Cegielskiego” w Poznaniu i Hucie Częstochowa dotyczyły kilku tysięcy pracowników).

Ocalała tylko Stocznia Gdańska, która pozyskała inwestora strategicznego w 2006 roku, podczas rządów Jarosława Kaczyńskiego (wtedy była to ukraińska spółka ISD, a obecnie spółka Shipypard Group, która ma 75 proc. akcji, natomiast 25 proc. akcji – Agencja Rozwoju Przemysłu).

Jeżeli wspomniana tzw. ustawa stoczniowa po konsultacjach społecznych niedługo trafi do Sejmu, to zostanie zapewne szybko uchwalona, rząd bowiem będzie starał się, aby statki nabywane w ramach zamówień publicznych były budowane przez polski przemysł stoczniowy.

Już tylko te zamówienia wynoszące przynajmniej 25 mld zł dają szansę na stworzenie przynajmniej 5 tysięcy dodatkowych miejsc pracy bezpośrednio przy ich realizacji i jak twierdzą specjaliści z tej dziedziny, przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy kolejnych w tzw. łańcuchu dostawców.

Dr Zbigniew Kuźmiuk