Ile zarobiliście, panowie bankierzy?
Piątek, 25 marca 2016 (04:21)Rząd powinien tę bardzo poważną sprawę ustawy rozwiązującej kwestie tzw. kredytów frankowych podjąć jak najszybciej, ale wciąż nie może doczekać się odpowiednich i sensownych wyliczeń Komisji Nadzoru Finansowego. Sprawa rozbija się głównie o to, ile w rzeczywistości banki zarobiły na udzielaniu tzw. kredytów we frankach, a nie ile rzekomo straciły.
To, co robi KNF i jej przewodniczący w tej sprawie, w mojej ocenie, to nie tylko skandal, ale bajki z mchu i paproci. Pytanie o zyski banków zadawali nie tylko tzw. frankowicze, ale także prezydent Andrzej Duda i on też nie doczekał się na odpowiedź, ile tak naprawdę banki zarobiły na tzw. kredytach bankowych i jaka była metodologia wyliczania tzw. strat banków. Za to słyszymy opowieści, ile banki stracą na przewalutowaniu; podawane są różne wielkości, ostatnio nawet 67 mld zł lub ponad 100 mld zł. Zakrawa to na prawdziwy kabaret.
Ważny w całej sprawie jest list stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu skierowany do premier Beaty Szydło. Pismo to jest merytoryczne i racjonalne, a także stanowi istotny głos na rzecz rozwiązania tego problemu. Stowarzyszenie m.in. domaga się dymisji szefostwa KNF z A. Jakubiakiem na czele. Wierzę, że dojdzie wreszcie do spotkania osób, które mogą wnieść coś istotnego do całej sprawy z szefem rządu. Wierzę, że sprawa wreszcie ruszy.
Jak wiemy, sytuacja w Europie jest niestabilna choćby z powodu zamachu w Brukseli. To wynika z nieodpowiedzialnej polityki niemieckiej i unijnych biurokratów w kwestii tzw. uchodźcow. Reperkusją tego są skoki na rynkach finansowych i walutowych, a więc to może spowodować istotne zmiany wartości franka. To jest bezpieczna waluta, do której się ucieka w czasach kryzysów czy zamieszek. Czas nie pracuje na naszą korzyść, dlatego potrzebujemy zdecydowanych ruchów i rozwiązań.
Banki amerykańskie stwierdzają, że 17,5 mld zł z programu „Rodzina 500+” może rozruszać polską gospodarkę i spowodować wyższy wzrost gospodarczy o 0,3-0,5 proc. To oznacza, że 67 mld, na które szacuje rzekome straty banków KNF, gdyby się znalazły w polskiej gospodarce, w polskich portfelach, z pewnością poprawiłoby koniunkturę, sprzedaż, wzrost gospodarczy i wpływy podatkowe itd. Pytanie jest bardzo proste. Skoro rzekomo na stratę tych 67 mld nie stać banków, to kogo stać na te straty? Polskie rodziny? Budżet państwa? To, co robi KNF, to jest doprowadzenie sytuacji do absurdu i wywieranie presji na instytucje państwa polskiego, aby tego tematu nie podejmowały. Sztuczne tworzenie atmosfery grozy i upadku systemu bankowego, który podobno w Polsce jest wyjątkowo stabilny – jak zapewnia KNF – jest nieodpowiedzialne. Myślę, że ataki związane z obniżką ratingu Polski przez Standard & Poor's i groźby obniżenia ratingu przez inne firmy mają w tle sprawę tzw. kredytów frankowych. To gra o duże nieuprawnione pieniądze, zdobyte podstępem, przy pełnej bierności polskiego państwa. Tak było, ale tak być nadal nie musi.
Sytuacja jest alarmująca. Tu już nie chodzi o to, że sprawa ta dotyczy 1,5 mln ludzi aktywnych, chodzących do wyborów, ale o stabilność całego sektora bankowego. Tu problemem nie jest przewalutowanie, ale złe zarządzanie niektórymi bankami i również zły nadzór nad nimi. Ta poważna sprawa wyniknęła z nadmiernej chciwości, emisji toksycznych produktów i poczucia bezkarności.
Oprócz tzw. kredytów frankowych wycenianych na około 140 mld zł mamy wyceniane na 50 mld tzw. polisolokaty i dotyczą one 4 mln Polaków. Te sprawy są nietknięte. Przez wiele lat apelowałem, żeby się tymi sprawami zająć na poważnie, ale Związek Banków Polskich nie docenił rangi problemu i ośmieszał tych, którzy ośmielili się zwracać uwagę na skalę tego zagrożenia.
Sprawy zaszły za daleko. Istnieje silna potrzeba interwencji w tej sprawie najwyższych czynników państwowych. Dobrze, że prezydent wykazał inicjatywę i zgłosił projekt ustawy. Ale nie można traktować poważnie kolejnych wyliczeń KNF. W ostatnim czasie słyszałem już kilka wyliczeń, ile by rzekomo banki straciły – raz było to 22 mld zł, raz 25 mld zł, a kiedy indziej 42 mld zł. Teraz jest 67 mld zł. Może rzućmy kośćmi, to wyjdzie nam równie prawdopodobna liczba?
Mam nadzieję, że poznamy szczegółowe wyliczenia, ile banki zarobiły na tzw. kredytach we frankach, ale równie ważna jest metodologia ich liczenia. Prof. Witold Modzelewski wielokrotnie podkreślał, że bez podania metodologii takie wyliczenia są nic niewarte i trzeba je traktować wyłącznie jako luźne ankiety pod tytułem „Ile wam się zdaje, panowie bankierzy, że mogliście zarobić, korzystając z naiwności Polaków?”.
Janusz Szewczak