• Wtorek, 24 marca 2026

    imieniny: Marka, Katarzyny, Gabriela

Obcy we własnym domu

Piątek, 25 marca 2016 (03:11)

Z Jadwigą Wiśniewską, europoseł Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Rafał Stefaniuk.

W noc sylwestrową doszło do ataków na tle seksualnym na kobiety w Kolonii w Niemczech. Takie ataki, tylko na mniejszą skalę, miały też miejsce w innych miastach Europy. Teraz, trzy miesiące po tych wydarzeniach, kobiety w Europie mogą czuć się bezpiecznie?

– Wtorkowe zamachy, do których doszło w Brukseli, pokazały, że dziś w Europie bezpiecznie nie czuje się nikt. Wydarzenia w Kolonii oraz późniejsza reakcja na nie – a zwłaszcza jej brak ze strony niemieckiej policji i milczenie mediów – były tylko jednym z wielu przejawów kompromitacji unijnej polityki wielokulturowości. Barbarzyńskie ataki, w wyniku których w tym tygodniu zginęło ponad 30 osób, a ponad 200 zostało rannych, są tragicznym dowodem tego, jak bardzo Unia Europejska pogrążona jest w chaosie. Islamizacja Europy jest faktem, podobnie jak faktem jest jej bezsilność wobec kryzysu. Premier Szydło słusznie podkreśla, że kolejne dokumenty podpisywane przez unijnych polityków dla terrorystów nie mają żadnego znaczenia. Piątkowe porozumienie z Turcją, które w oczach europejskich przywódców miało być lekarstwem na obecną sytuację, jest zupełnie bezwartościowe wobec fali przemocy, z którą się obecnie mierzymy.

Jak Pani jako polityk, ale przede wszystkim kobieta zareagowała na sugestie burmistrz Kolonii Henrietty Reker, że winne napaści były same kobiety?

– Takie wypowiedzi uważam za skandaliczne. Bolą tym bardziej, gdy padają z ust kobiety, której empatia nie powinna być obca. Sugerowanie, że to ofiary strojem i perfumami prowokowały sprawców, pokazuje, że w umysłach niektórych europejskich polityków polityczna poprawność dominuje nad zdrowym rozsądkiem. Takie myślenie stawia nas we własnym domu w pozycji gościa, który musi się dostosować do cudzych zasad. Burmistrz Reker chyba zapomniała, że napastnicy, jeszcze zanim zaatakowali kobiety, najpierw petardami ostrzelali kolońską katedrę – perłę architektury i chrześcijański symbol miasta. Ten atak był niesamowicie wymownym symbolem wojny kultur, którą dziś obserwujemy niemal na każdym kroku.

Nie odnosi Pani wrażenia, że retoryka burmistrz Reker jest podzielana przez innych? 

– Należy odróżnić zalecenia zdroworozsądkowe od tych naiwnych. Przypominanie o tym, aby unikać niebezpiecznych sytuacji, zaliczyłabym raczej do tej pierwszej kategorii. Natomiast za oburzające uważam porady takie, jak te udzielane przez fińską policję. W publicznej telewizji udostępniała ona filmy promujące metody kobiecej samoobrony polegające na… wyciągnięciu ręki i powiedzeniu stanowczego „nie”. To postawienie problemu na głowie. Nagle okazuje się, że oprawcy przysługuje więcej praw niż ofierze. Owocem tej pokrętnej logiki są sytuacje takie, jak ta w Danii, gdzie na początku roku zarzuty postawiono 17-letniej dziewczynie, która broniąc się przed gwałcicielem, użyła gazu pieprzowego. Oczywiście, absurdy politycznej poprawności w państwach skandynawskich były widoczne już wiele lat wcześniej, jednak obecny kryzys znacząco zwiększa stopień zagrożenia ofiar, a takie wypowiedzi tylko potęgują to ryzyko.

Na forum Parlamentu Europejskiego stanowczo domagała się Pani podjęcia działań w celu zapewnienia bezpieczeństwa kobietom. Z jaką reakcją spotkały się Pani apele? Jak Pani słowa komentowali europarlamentarzyści o poglądach lewicowych i proemigranckich?

 Faktycznie, po ponad miesiącu od tragicznych wydarzeń w Kolonii, 3 lutego 2016 r., Komisja Europejska postanowiła przedstawić europosłom swoje stanowisko w tej sprawie. Było ono skrajnie stronnicze: ponad godnością kobiet postawiono dobre imię polityki migracyjnej. Wypowiadająca się w imieniu KE Corina Crețu zupełnie pominęła kwestię pochodzenia sprawców zbiorowych napaści. Ataki uznała wyłącznie za problem naruszenia porządku publicznego w Niemczech. Powtórzyła tym samym absurdalną diagnozę zdarzeń postawioną przez wiceprzewodniczącego KE Fransa Timmermansa. Jedynym zaproponowanym przez nią rozwiązaniem była ratyfikacja promującej ideologię gender Konwencji Stambulskiej. Moje apele o udostępnienie statystyk o skali przemocy, do jakiej dochodzi z rąk tzw. uchodźców, oraz o podjęcie realnych działań na rzecz zapewnienia europejskim kobietom bezpieczeństwa spotkały się z bardzo agresywną reakcją. Poseł Malin Björk, reprezentująca szwedzką lewicę i zasiadająca wraz ze mną w komisji ds. praw kobiet, bezpodstawnie zarzuciła prawej stronie sceny politycznej brak zaangażowania w prace Parlamentu, szerzenie nienawiści oraz blokowanie zmian mających rzekomo bronić praw kobiet i ich ciał. Ton tej wypowiedzi był skandaliczny.

Udostępniono Pani statystyki dotyczące przestępstw tzw. uchodźców na kobietach?

– Podczas debaty moje pytanie zostało zignorowane, a Komisja do tej pory nie opublikowała żadnych nowych danych. Unia Europejska, zwykle tak chętnie zagarniająca kolejne kompetencje państw członkowskich, tym razem umywa ręce od odpowiedzialności. Komisja Europejska wciąż nie jest w stanie dostarczyć pełnych danych o przestępstwach seksualnych wywołanych przez kryzys migracyjny. Biorąc pod uwagę jego skalę, wątpliwe jest także, że będzie w stanie to zrobić w najbliższej przyszłości. Najprawdopodobniej stoi za tym logika ta sama, co w przypadku wydarzeń w Kolonii. Zgodnie z nią, wszystkie przestępstwa, do jakich dochodzi w związku z kryzysem migracyjnym, to wyłączny problem państw członkowskich.

To, że Europa nie zareagowała stanowczo na przestępstwa z Kolonii, mogło rozzuchwalić terrorystów, którzy teraz dokonali zamachu w Belgii? Brak reakcji na ataki seksualne pokazał, że Europa jest słaba?

– Myślę, że brak reakcji na ataki w Kolonii był jednym z przykładów słabości Europy, ale nie wydaje mi się, żeby sam w sobie miał decydujący wpływ na wydarzenia w Brukseli. Oczywiście, brak zdecydowanej reakcji ze strony władz to demonstracja słabości, która zaciera granice prawa i zachęca do kolejnych przestępstw. Trzeba jednak pamiętać, że do zorganizowania zamachów w Brukseli przyznało się już Państwo Islamskie. Natomiast napaści seksualne w całej Europie to element szerszego problemu kulturowego. Przyczyny kryzysu w Europie to mozaika, na którą składa się wiele zjawisk. Kluczowe wśród nich są karygodne zaniedbania europejskiej polityki międzynarodowej oraz wypaczone rozumienie praw człowieka.

W ciągu kilku lat grozi nam sytuacja, w której Europejczycy będą traktowani jak obcy we własnym domu?

– Obawiam się, że taki stan rzeczy stał się już niestety faktem. Kiedy podróżuje się po europejskich miastach, coraz częściej podstawowym pytaniem, jakie należałoby sobie zadać, jest to, do której dzielnicy lepiej nie wchodzić. Kolejne miasta stają się celem ataków, a ich konsekwencje przez kolejne tygodnie paraliżują życie zwykłych ludzi. Nie tak czuje się w swoim domu gospodarz.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk