• Sobota, 4 kwietnia 2026

    imieniny: Wacława, Izydora

Jak powstała książka „Bóg albo nic”

Środa, 16 marca 2016 (20:36)

Wystąpienie JEm. ks. kard. Roberta Saraha, prefekta Kongregacji do spraw Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, podczas prezentacji książki „Bóg albo nic” w siedzibie Konferencji Episkopatu Polski 15 marca 2016 r.

Prawdę mówiąc, teraz w ogóle nie myślałem o napisaniu książki. Przyszedł do mnie kiedyś pan Nicolas Diat, który właśnie pracował nad książką o Benedykcie XVI „L’homme qui ne voulait pas être pape” („Człowiek, który nie chciał być papieżem”), by wymienić ze mną poglądy na różne tematy, i na zakończenie drugiego spotkania zaproponował mi napisanie książki o moim życiu. Odpowiedziałem, że w moim życiu nie ma nic ciekawego: tylu ludzi miało piękniejsze i bogatsze życie! Ale, dodałem, ewentualnie moglibyśmy omówić w rozmowie niektóre aktualne kwestie dotyczące Kościoła, społeczeństwa i naszego świata, coraz bardziej zglobalizowanego i pełnego zamętu. Wydaje się, że nawet w Kościele katolickim już nie istnieje Urząd Nauczycielski ani jednoznaczne nauczanie doktrynalne i moralne. Każdy przyznaje sobie absolutną wolność głoszenia własnych opinii i wartości moralnych. Ja także chciałbym głosić swoją wiarę i radykalną wierność Jezusowi Chrystusowi, wielowiekowemu Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła; niech to będzie mój skromny udział w walce Benedykta XVI z dyktaturą relatywizmu.

Na początku więc, w dwóch pierwszych rozdziałach opisaliśmy moje osobiste doświadczenie, przeżyte w wyjątkowo trudnym kontekście społeczno-politycznym: rewolucja w Gwinei pod przywództwem Sékou Touré, ogromnie napięte relacje między Kościołem i państwem gwinejskim, trudności i napięcia, które doprowadziły do wydalenia z kraju pierwszego arcybiskupa Konakry JE Gérarda de Milleville (sierpień 1961), do aresztowania i uwięzienia drugiego arcybiskupa Konakry JE Raymonda Marii Tchidimbo (grudzień 1970), do wygnania wszystkich misjonarzy (maj 1967) i do 26 lat dyktatury i prześladowań. Ja sam znalazłem się na liście osób wyznaczonych do egzekucji w kwietniu 1984 roku. Dzięki Bożej Opatrzności uniknąłem jednak śmierci. Kiedy patrzę na swoje życie, na krętą drogę mojego powołania – studia zacząłem w Gwinei, potem studiowałem na Wybrzeżu Kości Słoniowej, ponownie w Gwinei, następnie we Francji i w Senegalu – jasno w tym widzę konkretny ślad Bożego upodobania względem mnie.

Porzucony Bóg

W kolejnych rozdziałach książki znajdziecie refleksje na temat Papieży, Kościoła, Rzymu, współczesnego świata, Afryki oraz głębokiego kryzysu antropologicznego i kryzysu wiary w świecie zachodnim, ideologii gender, moralności, prawdy, zła, modlitwy itd. Sercem książki „Bóg albo nic” jest jednak Bóg. Skąd ten tytuł? Ponieważ stwierdzamy dzisiaj zniknięcie, nieobecność Boga w świecie polityki, ekonomii i kultury.

Prawdziwym kryzysem toczącym nasz dzisiejszy świat nie jest w istocie kryzys ekonomiczny czy polityczny, ale „kryzys Boga”. Dziś oczywiście mówi się wyłącznie o kryzysie gospodarczym. W rozwoju gospodarczej potęgi Europy – po pierwszych, bardziej etycznych i religijnych ukierunkowaniach – czynnikiem determinującym stał się zysk gospodarczy, i to w sposób coraz bardziej wyłączny. Człowiek, zarówno wczoraj, jak i dziś, niezależnie od rasy, koloru skóry, kultury, kraju i kontynentu, jest ukierunkowany niemal wyłącznie na posiadanie i używanie dóbr materialnych. A patrząc bardziej konkretnie, w kontekście kulturowym społeczeństwa zachodniego nie jest przesadą stwierdzić, że człowiek pracuje, organizuje relacje międzyludzkie, polityczne, gospodarcze i handlowe oraz nimi zarządza, wywołuje wojny, produkuje broń masowej zagłady, podbija i zdobywa inne kraje wyłącznie lub niemal wyłącznie po to, by zebrać i zgromadzić dobra materialne oraz utrwalić swoją władzę i hegemonię. Z pięknym i szlachetnym zamiarem zaprowadzenia demokracji oraz przyniesienia pokoju i wolności Zachód i Stany Zjednoczone wywołały chaos w wielu krajach, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Mój sąd może się wydać nieścisły czy przesadzony, ale nie możemy negować dzisiejszej rzeczywistości. Popatrzcie na Irak, Libię, Syrię, Afganistan…

Zwłaszcza kultura Zachodu stopniowo organizowała się tak, jak gdyby Boga nie było. Dzisiaj wielu ludzi postanowiło obejść się bez Boga. Jak twierdzi Nietzsche, dla wielu ludzi na Zachodzie Bóg umarł. To myśmy Go zabili. Jesteśmy mordercami Boga. A nasze Kościoły są dołami grzebalnymi i grobami Boga. Znaczna część wiernych przestała chodzić do kościoła, żeby oszczędzić sobie zapachu gnicia Boga. Ale tak postępując, człowiek już nie wie, ani kim jest, ani dokąd zmierza. Następuje swoisty powrót do pogaństwa i bałwochwalstwa. Naszymi bogami są dzisiaj nauka, technologia, pieniądze, władza, wolność posunięta do ostatnich granic, niczym nieograniczone przyjemności.

Sądzę, że to, co przeżywamy dzisiaj przede wszystkim na Zachodzie, ale nie tylko na Zachodzie, wynika z faktu, że porzuciliśmy Boga, aby nadać wagę rozmaitym „nic”. Oczywiście, ekonomia, polityka, nauka, technologia i różnoraki wielki postęp w dziedzinie opieki zdrowotnej i komunikacji społecznej to bynajmniej nie jest „nic”, ale w odniesieniu do Boga są one prawdziwymi „nic”. „W Nim bowiem żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28). W Nim wszystko istnieje, On jest Początkiem, w Nim mieszka cała Pełnia Bóstwa, mówi nam św. Paweł. Poza Nim nie ma niczego. W Bogu wszystko ma swoje istnienie i swoją prawdę. Jednym słowem – Bóg albo nic. Z pewnością mamy ogromne problemy, bolesne często sytuacje, ludzkie życie, które jest trudne i napawa lękiem; musimy jednak uznać, że to Bóg nadaje wszystkiemu sens. Nasze troski, problemy, cierpienia istnieją i nas zaprzątają. Wiemy jednak, że w Nim wszystko znajduje rozwiązanie. Wiemy, że jest Bóg albo nic, i wiemy to jako coś oczywistego, co nie narzuca się z zewnątrz, lecz płynie z głębi duszy. Miłość nie narzuca się bowiem przemocą, ale uwodzi serca wewnętrznym światłem.

Między owcami i wilkami

Książką „Bóg albo nic” chciałbym postawić Boga na nowo w centrum naszych myśli, w centrum naszego działania, w centrum naszego życia – na jedynym miejscu, jakie ma On zajmować. Tak, by nasza droga chrześcijan mogła krążyć wokół Skały, którą jest Bóg, i wokół niezachwianej pewności naszej wiary chrześcijańskiej, ożywianej i umacnianej modlitwą oraz głęboką i osobistą więzią z Bogiem.

Bez uwielbienia, bez intensywnego życia modlitwą, bez adoracji, a zatem bez Boga, jest tylko wojna, podziały i zagubienie. Bez Boga w sercu człowieka są tylko kłótnie i rozdarcia, co dzisiaj widzimy. To, co właśnie stwierdziłem, chciałbym zilustrować opowiadaniem zaczerpniętym z legendy hagiograficznej świętych muzułmańskich. Jak wiemy z doświadczenia, niemiły i złośliwy sąsiad może uprzykrzyć nam życie. Te trudności i przykrości mogą jednak trwać tylko przez jakieś 15-20 lat, a potem śmierć nas rozdzieli. Jeśli jednak mamy żyć z niemiłym sąsiadem przez całą wieczność, lepiej go poznać już na tej ziemi, żeby się na to przygotować. Oto legenda muzułmańska: „Abdalwânid Ibn Zeid chciał się dowiedzieć, kogo będzie miał za sąsiada w raju. Zostało mu powiedziane: O Abdalwânid Ibn Zeid, twoją sąsiadką będzie Czarnuszka Maimuna. – A gdzie ona jest, ta Maimuna? – zapytał. Odpowiedziano mu: Wśród plemienia Banu, tu i tu, w Al-Kufa. Abdalwânid Ibn Zeid udał się do Al-Kufy i zasięgnął informacji o Maimunie. Usłyszał, że to wariatka, która pasie owce koło cmentarza. Abdalwânid Ibn Zeid poszedł na cmentarz i zastał Maimunę na modlitwie. Owce Maimuny pasły się same, co było tym dziwniejsze i bardziej niezwykłe, że były przemieszane z wilkami i wilki nie zjadały owiec, a owce nie bały się wilków. Kiedy Maimuna skończyła modlitwę, Abdalwânid Ibn Zeid ją spytał: Jak to się dzieje, że wilki tak dobrze żyją z twoimi owcami? A Maimuna odparła: Poprawiłam swoje relacje z Bogiem, a Bóg poprawił relacje między owcami i wilkami”.

Czysto ludzkie sposoby, same negocjacje polityczne czy dyplomatyczne nie są w stanie zaprowadzić jedności i pokoju między ludźmi, ponieważ od grzechu pierworodnego w ludzkim sercu mieszka wirus niezgody. Jedność dzieci Bożych jest dziełem, którego może dokonać tylko Jezus przez Ducha Świętego, gdyż Chrystus jest naszym Pokojem (Ef 2,14). Bez modlitwy jednak Duch Święty w naszej duszy zderza się z zamkniętymi drzwiami. Zróbmy więc w swoim życiu więcej miejsca dla Boga, dla modlitwy i adoracji, a wtedy każdy z nas będzie mógł powiedzieć: poprawiłem swoje relacje z Bogiem, a Bóg poprawił relacje ludzi i narodów między sobą, i zaprowadził między nimi pokój.

Po zabiciu Boga lub postępując tak, jak gdyby Boga nie było, trudno jest znaleźć fundament dla prawa. Już Papież Pius XII w 1939 roku piętnował nieuznawanie i odrzucenie Boga jako fundamentu prawa: „Najgłębszym i ostatecznym powodem zła dręczącego dzisiejsze społeczeństwa jest zaprzeczenie i odrzucenie jednakowej i wspólnej wszystkim normy prawości obyczajów, zarówno w prywatnym życiu poszczególnych ludzi, jak i w stosunkach państwowych i międzypaństwowych, mianowicie prawa natury, które zostało zlekceważone i zapomniane. A prawo to ma przecież za swój fundament samego Boga, wszechmocnego Stwórcę i Ojca nas wszystkich, a zarazem najwyższego i najdoskonalszego Prawodawcę”.

Samozniszczenie ludzkości

Narody Zjednoczone i zachodnie mocarstwa krzewią dzisiaj fałszywe, wypaczone prawa. Prawno-polityczne wypaczenia są wymyślane, aby zaspokoić nasze własne pragnienia i plany i aby rozmontować struktury społeczeństw uznawanych za zacofane. Te nowe prawa, nazwane „obywatelskimi”, dotyczą dwóch skrajności: prawa do śmierci i prawa do tego, by się nie narodzić. Między tymi dwoma znajdują się prawo do aborcji, prawo do manipulacji genetycznych, prawo do dziecka uznawanego tylko za rzecz i przedmiot. Ale istnieje także prawo do znieważania. Za to prawo jednak redakcja tygodnika „Charlie Hebdo” i Paryż zapłaciły wysoką cenę.

Przyglądając się naszemu światu i jego woli wyzwolenia się od Boga i zyskania wobec Niego autonomii, analizując to, wyraźnie stwierdzamy, że w imię pewnego zepsucia wolności, zupełnie już zdezorientowanej, stajemy wobec próby bezprecedensowej w dziejach ludzkości: próby zniszczenia samej ludzkości, zniszczenia wrodzonej zdolności człowieka – zdolności do miłowania. To zniszczenie ostatecznie prowadzi do odmowy zapoznania się z planem Boga wobec człowieka, do zniszczenia ciała człowieka przez nieodwracalne zniszczenie jego integralności genetycznej. Jest to największy dramat w dziejach ludzkości.

Nie tak dawno temu Hillary Clinton zażądała od ONZ zagwarantowania kobietom na całym świecie prawa do aborcji. Widzicie, jakie wypaczenie grozi prawu. Jakże możemy ograniczać istotę ludzką do rangi przedmiotu, którym można dysponować aż do zniszczenia go włącznie. Istota ludzka musi być przyjęta i otoczona szacunkiem. Nie jest przedmiotem jakiegoś prawa. Zachodnie mocarstwa już narzuciły ubogim krajom wprowadzenie prawa do aborcji i do homoseksualizmu jako warunek jakiejkolwiek pomocy w rozwoju. Krajem najbardziej dotkniętym przez tę zbrodniczą dyktaturę jest Wietnam: 1 milion 600 tysięcy aborcji rocznie.

W ten sposób prawo zostaje wynaturzone. Także i sama medycyna zostaje wypaczona, skoro zamiast starać się wyleczyć, polepszyć zdrowie, złagodzić cierpienie, zgadza się służyć śmierci, zarówno przed narodzeniem, jak i potem. W Belgii, po debacie na temat eutanazji dzieci w 2014 roku, bez problemu uchwalono ustawę. Były tylko słabe protesty, a przecież we wszystkich tych debatach chodzi o przyszłość człowieka.

Uderzenie w sakrament małżeństwa

Co do rodziny i małżeństwa, istnieje wola nie tylko rozbicia, ale również i przede wszystkim wola zniszczenia celów małżeństwa oraz rozbicia struktur i wynaturzenia komórki, jaką jest rodzina. Kościół znajduje się w przedziwnej sytuacji. Wysocy rangą dostojnicy kościelni, pochodzący głównie z najbogatszych krajów, usiłują wprowadzić zmiany do moralności chrześcijańskiej, dotyczące ludzi rozwiedzionych w nowych związkach i innych problematycznych sytuacji. Ci stróże Wiary nie powinni jednak tracić z pola widzenia faktu, iż podstawowy problem wynikający z rozbicia dwóch celów małżeństwa jest problemem moralności naturalnej. To bowiem na płaszczyźnie naturalnej mężczyzna i kobieta są powołani do zbliżenia się w sposób ostateczny i nierozerwalny, aby okazywać sobie nawzajem czułość, aby wspierać się wzajemnie w harmonijnej komplementarności i aby wydawać na świat potomstwo.

Paweł VI, z wielką inteligencją i doskonałą wiernością nauczaniu Kościoła, przede wszystkim w encyklice „Humanae vitae” podkreślił dwa nierozerwalnie związane ze sobą w akcie małżeńskim aspekty: zbliżenie i rodzicielstwo. Jak pisze: „Nauka ta, wielokrotnie przez Urząd Nauczycielski Kościoła podana wiernym, ma swoją podstawę w ustanowionym przez Boga nierozerwalnym związku – którego człowiekowi nie wolno samowolnie zrywać, między dwojakim znaczeniem tkwiącym w stosunku małżeńskim: między oznaczaniem jedności i oznaczaniem rodzicielstwa. Albowiem stosunek małżeński z najgłębszej swojej istoty, łącząc najściślejszą więzią męża i żonę, jednocześnie czyni ich zdolnymi do zrodzenia nowego życia, zgodnie z prawami zawartymi w samej naturze mężczyzny i kobiety. Jeżeli zatem zostaną zachowane te dwa istotne elementy stosunku małżeńskiego, a więc oznaczanie jedności i rodzicielstwa, to wtedy zatrzymuje on w pełni swoje znaczenie wzajemnej i prawdziwej miłości oraz swoje odniesienie do bardzo wzniosłego zadania, do którego człowiek zostaje powołany – a mianowicie do rodzicielstwa. Sądzimy, że ludzie naszej epoki są szczególnie przygotowani do zrozumienia, jak bardzo ta nauka jest zgodna z ludzkim rozumem” (Humanae vitae, nr 12). Tę właśnie naturalną rzeczywistość Pan wyniósł do godności sakramentu. Wobec potęg, które obecnie podważają rodzinę, Kościół powinien odkryć w sobie powołanie do bycia jedyną instancją, która jest w stanie ocalić ludzką płciowość oraz naturalną instytucję małżeństwa i rodziny. Chodzi nie tylko o ocalenie moralności chrześcijańskiej: trzeba ocalić i ochronić moralność naturalną. Trzeba ocalić i ochronić ludzkość.

Konieczny powrót do nauczania wielkich Papieży

Katoliccy dostojnicy i świeccy chrześcijanie powinni się połączyć i odmówić udziału w niszczeniu moralności naturalnej. Kiedy niektórzy dostojnicy czy intelektualiści katoliccy zaczęli mówić i pisać: „Zielone światło dla aborcji, dla związków homoseksualnych, dla eutanazji, tak, Komunia dla rozwiedzionych w nowych związkach”, pojawiły się wielkie odchylenia. A z chwilą, gdy część katolików porzuca nauczanie Jezusa i Urząd Nauczycielski Kościoła, przyczyniają się oni do niszczenia naturalnej instytucji małżeństwa i rodziny. Ta nowa „zdrada klerków” rozbija całą wspólnotę ludzką.

Zadam jedno kluczowe pytanie. Czy Urząd Nauczycielski Kościoła jest kompetentny, by zweryfikować moralność naturalną? Kościół powinien wrócić do „Humanae vitae” Pawła VI, a także do nauczania Jana Pawła II i Benedykta XVI na temat tych żywotnych zagadnień dla ludzkości. Papież Franciszek podąża śladami swoich poprzedników, ilekroć podkreśla zbieżność Ewangelii Miłości z Ewangelią radości. Trzeba będzie umocnić magisterialną wagę całego tego nauczania, uwypuklić jego spójność i chronić ten skarb przed drapieżcami tego świata bez Boga.