Czekamy na efekty audytu
Wtorek, 15 marca 2016 (21:25)Z Marianem Kokoszką, przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Polskich Zakładach Lotniczych w Mielcu, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Podczas świętowania wyprodukowania w PZL Mielec trzechsetnej kabiny do śmigłowca Black Hawk nikt nie krył, że firma wciąż liczy na udział w przetargu śmigłowcowym. Na ile – Pana zdaniem – jest to realne?
– To prawda, że zarówno kierownictwo nowego właściciela – koncernu Lockheed Martin, jak również kierownictwo PZL Mielec i oczywiście cała nasza załoga, wszyscy liczymy, że nic nie jest jeszcze stracone i że wrócimy do rozmów. Tym bardziej że jesteśmy gotowi do realizacji zamówienia zgodnie z oczekiwaniami polskich żołnierzy. Ponadto my najlepiej wiemy, że poprzedni rząd PO – PSL i poprzednie kierownictwo MON, wybierając ofertę Airbus Helicopters, utopiło polskie firmy PZL Mielec i PZL Świdnik. Wówczas opozycja, dziś rządzący naszym krajem jasno deklarowali, że po dojściu do władzy przyjrzą się całej procedurze przetargowej, a jeśli będą ku temu podstawy, przetarg zostanie powtórzony. Czekamy na efekty trwającego audytu i nie ukrywam, że bardzo liczymy, iż rozstrzygnięcie, które zapadło w ubiegłym roku, zostanie poddane weryfikacji i w efekcie zmienione.
Skąd ten optymizm?
– Oczywiście nie znamy szczegółów, ale w przyszłym tygodniu, a konkretnie w najbliższy poniedziałek planowane jest pierwsze posiedzenie zespołu, podstolika branżowego w Warszawie w sprawie przetargu śmigłowcowego. Mam nadzieję, że będzie to okazja, aby osobom kompetentnym zadać pytanie, kiedy można się spodziewać ostatecznej decyzji np. zamknięcia procedury przetargu, który – jak pamiętamy – został rozstrzygnięty w ubiegłym roku.
Jakie – według Pana – są możliwe scenariusze?
– Trudno wyrokować, ale mówi się o różnych rozwiązaniach. Np. że MON mogłoby zakupić od francuskiego Airbusa – dajmy na to – 10 czy 12 śmigłowców Caracal w wersji morskiej i zamknąć ten przetarg. Wówczas można byłoby rozpisać nowy przetarg albo dokonać zakupu z tzw. wolnej ręki z uwagi na interes bezpieczeństwa państwa. Takie wyłączenie ze stosowania postępowania o udzielenie zamówień w dziedzinach obronności i bezpieczeństwa przewidzianych w dyrektywie obronnej, a także wyłączeń na podstawie przepisu art. 346 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej jest możliwe. Ponadto można by zakupić do 40 śmigłowców Black Hawk, a pozostałe maszyny, jakie mogłyby trafić na wyposażenie naszej armii, to śmigłowce W-3PL „Głuszec”, czyli zmodernizowana przez PZL Świdnik wersja śmigłowca Sokół, który w ocenie wojskowych doskonale sprawdził się na misjach w Iraku czy w Afganistanie. To oczywiście niepoparte faktami spekulacje, ale wydaje się, że nie byłoby to złe rozwiązanie. Co więcej, w mojej ocenie byłoby to optymalne rozwiązanie zwłaszcza dla firm produkujących śmigłowce w Polsce, które przez poprzednią koalicję zostały – mówiąc kolokwialnie – wyautowane.
Załóżmy, że pewne elementy tego scenariusza stałyby się faktem, to w jakim terminie PZL Mielec byłby w stanie zrealizować dostawy, zważywszy, że rozstrzygnięcie przetargu przeciąga się w czasie?
– To oczywiście są kompetencje kierownictwa PZL Mielec i amerykańskiego właściciela, w które nie chciałbym za bardzo wchodzić, ale zakładając, że decyzja zapadłaby – powiedzmy – jeszcze w marcu czy w kwietniu, myślę, że ok. 6-8 maszyn bylibyśmy w stanie dostarczyć polskiej armii jeszcze w tym roku. Mamy linię produkcyjną, która może wyprodukować 24 śmigłowce rocznie. Można nawet powiedzieć, że te śmigłowce już są i że jesteśmy gotowi w bardzo krótkim czasie dostarczyć je polskiej armii. Czekamy tylko na odpowiednie decyzje. Oczywiście pozostaje też kwestia ich uzbrojenia.
To jest już jakby odrębna sprawa, ale od niedawna PZL Mielec jest częścią Lockheed Martin, największego koncernu zbrojeniowego na świecie, a więc dozbrojenie śmigłowców tym bardziej nie byłoby problemem?
– Oczywiście tu nie byłoby kłopotu. Jeśli chodzi o uzbrojenie black hawków, wszystko zależy od tego, jakie uzbrojenie zażyczyłby sobie polski rząd. Ale nie dzielmy skóry na niedźwiedziu, bo tak jak powiedziałem wcześniej, na razie wciąż obowiązuje umowa z Airbus Helicopters i przetarg dotyczący zakupu caracali nie został unieważniony. Wszystko jest niejako zawieszone w próżni. Przypomnę może, że poprzednie władze tak skonstruowały przetarg, żeby PZL Mielec i PZL Świdnik nie mogły spełnić warunków przystąpienia do tego przetargu. Zobaczymy, jak się to wszystko teraz rozwinie i jak poprzedni przetarg się zakończy. Przekonamy się, czy – tak jak już wspomniałem – dojdzie do zakupu pewnej ilości śmigłowców Caracal, czy może poprzedni przetarg zostanie unieważniony i helikoptery francuskie nie będą w ogóle kupowane, czy może będziemy mieć zakup z tzw. wolnej ręki. Czas pokaże, jakie rozstrzygnięcie ostatecznie zapadnie.