• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Zdrowe państwo nie oszczędza na bezpieczeństwie

Piątek, 11 marca 2016 (12:33)

Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, członkiem sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Kierownictwo BOR przedstawiło informację dotyczącą incydentu z udziałem prezydenckiej limuzyny. Okazuje się, że instrukcja dotycząca używania prezydenckiej limuzyny jeśli chodzi o eksploatację opon jest niezgodna z instrukcją producenta. Czy o instrukcję tu tylko chodzi?

– To jedynie potwierdza słuszność wypowiedzi jednego z BOR-owców, który już wcześniej mówił o pewnych zaległościach czy zaniechaniach na przestrzeni ostatnich pięciu, sześciu lat. Okazuje się, że te zaległości są głębokie i wymagają zmian nie tylko personalnych. W BOR mamy tzw. prowizorki, które – jak wiemy – są najbardziej trwałe, ale – jak widać na tym przykładzie – mogą być bardzo niebezpieczne. Stąd konieczne jest stworzenie jednolitego, spójnego systemu, który zapewni bezpieczeństwo prezydentowi, premierowi oraz innym ważnym osobom w państwie, a co za tym idzie – nie powtórzy się więcej żadna katastrofa. Nie ulega zatem wątpliwości, że należy zrobić porządek. Jeśli chodzi o winę, to rzadko kiedy winny zaniedbań jest człowiek. Najczęściej wina leży po stronie prawa czy jest w systemie, ale jednocześnie nie ma co ukrywać: jeśli wszędzie prowadzona była akcja „oszczędzamy” i powiedziano wyraźnie „nie ma pieniędzy”, to funkcjonariusze musieli się do tego dostosować. I osoba, która w tym konkretnym wypadku poniosła konsekwencje, prawdopodobnie była tylko i wyłącznie wykonawcą, natomiast pytanie brzmi, kto podjął decyzję, której skutkiem są te zaniedbania. Według mnie, to jest istota problemu. W służbach jest tak, że ktoś wydaje rozkazy i ktoś je wykonuje. Praktyka dowodzi, że najczęściej konsekwencje ponoszą ci, którzy są wykonawcami rozkazów, a nie ci, którzy je wydają.     

Wszystko to prawda, ale jak wiemy, od zmiany rządu minęły już prawie cztery miesiące. Czy nowe kierownictwo BOR, zamiast zrzucać odpowiedzialność na poprzedników, nie powinno też samo uderzyć się w piersi?

– To prawda, ale w tym wszystkim – jak wspomniałem – chodzi o pieniądze. Jednocześnie mówiąc o sprzęcie: samochodach, oponach czy o samolocie dla VIP-ów, dotykamy bardzo ważnej kwestii, a mianowicie, że nie jest to sprawa fanaberii, tylko pewnych standardów, które albo będziemy przestrzegać i uczciwie wprowadzać je w życie, albo będziemy co jakiś czas świadkami tragedii. I oto tu tak naprawdę chodzi. Do pewnych kwestii należy przyłożyć odpowiednią miarę. Jeśli wymogi producenta bądź co bądź samochodu nie z salonu, ale specjalnego, dotyczą odpowiedniego serwisowania, wymiany ogumienia itp., to te standardy muszą być zachowane z należytą, wręcz aptekarską starannością. Umówmy się, że albo prezydent naszego kraju jeździ samochodem specjalnym, ale jednocześnie samochodem odpowiednio serwisowanym, albo wsadźmy najważniejszą osobę w państwie do taksówki, co w myśl zasady oszczędności będzie jeszcze tańsze.

Tylko czy w sytuacji, kiedy limuzyna z najważniejszą osobą w państwie ląduje w rowie – dodajmy: dość szczęśliwie – w kwestii bezpieczeństwa jakąkolwiek rolę powinny odgrywać pieniądze? Jeśli dyskusję dotyczącą tak ważnych kwestii spychamy na płaszczyznę finansów, chyba źle to świadczy o nas jako o kraju?

– Liczę, że w tym budżecie znajdą się pieniądze na zakup odpowiedniego sprzętu na poprawę bezpieczeństwa najważniejszych osób w państwie. Ponadto należy raz jeszcze wnikliwie sprawdzić wszystkie procedury i poprawić błędy. Przede wszystkim jednak należy dokupić odpowiedni sprzęt po to, żeby nie narażać prezydenta na niebezpieczeństwo.  

Dlaczego kolejny raz dyskusję o bezpieczeństwie najważniejszych osób w państwie wymusza incydent – kolejny zresztą? Inaczej mówiąc, dlaczego wcześniej nie zweryfikowano nieprawidłowości?

– Dotykamy tu kwestii zaległości nie miesięcy, ale lat. Jak widzimy, kolejne rządy dużo mówią, ale nie podejmują żadnej decyzji.

Z czego to wynika?

– Najwyraźniej brak jest osoby, która miałaby cywilną odwagę podjąć decyzję i powiedzieć jasno, że tak, trzeba zakupić sprzęt, wydać tysiące czy setki tysięcy na konkretny sprzęt, na odpowiednie serwisowanie floty pojazdów, które zapewnią bezpieczeństwo prezydentowi, premierowi czy ministrom naszego państwa. Tu nie ma co chować głowy w piasek i obawiać się, że podejmując tak kosztowną decyzję, stanę się przedmiotem krytyki w tabloidach. To nie o to chodzi. Rzecz w tym, że politycy się boją, ale to asekuranctwo polityczne się mści. Bycie politykiem polega na tym, że w pewnym momencie trzeba podjąć decyzję i konsekwentnie ją realizować. W tym przypadku najwyższa pora na działanie.  

Eksperci ds. bezpieczeństwa, komentując wczorajszą konferencję kierownictwa BOR, zwracają uwagę, że zrzucanie li tylko winy na poprzedników źle świadczy także o obecnej ekipie, bo w każdej sytuacji prezydent ma być bezpieczny…

– Wszystko się zgadza, ale raz jeszcze powtórzę: żeby taki samochód zabezpieczyć czy kupić odpowiedni tabor, trzeba mieć budżet. Dopiero niedawno został przyjęty przez parlament i podpisany przez prezydenta budżet i pewnie trudno było dokonać takich zakupów przed jego przyjęciem. Ponadto takie zakupy nie odbywają się z wolnej ręki, ale są odpowiednie przetargi, jest to także kwestia certyfikatów itd. Pytanie jest innej natury: dlaczego ten tabor, który ma już parę lat, nie został wymieniony wcześniej. Mam nadzieję, że ta spychologia i zwalanie winy na poprzedników wreszcie się skończy i ktoś zacznie podejmować racjonalne decyzje.

No tak, tylko żeby sprawdzić, czy opona w prezydenckiej limuzynie jest w odpowiednim stanie, a jeśli nie, to ją kupić i wymienić, chyba nie trzeba zmieniać ustawy budżetowej?

– Oczywiście ma pan rację. Tak czy inaczej – co zresztą podkreślają funkcjonariusze BOR, z którymi rozmawiałem – prezydencka flota pojazdów, którymi przemieszcza się prezydent RP, już dawno powinna być wymieniona.

Jak ten incydent i treść wczorajszego raportu BOR ma się do organizowanych w tym roku: szczytu NATO i Światowych Dni Młodzieży, oraz do zabezpieczenia najważniejszych gości, którzy też będą się przemieszczać naszymi pojazdami?

– Do ŚDM mamy jeszcze trochę czasu. Ta nasza rozmowa pokazuje jedno: że rząd musi wykonać konkretne ruchy. Jest budżet na organizację szczytu NATO w Warszawie i na organizację ŚDM. W tym celu świadomie zostały zwiększone środki w pewnych instytucjach, a wszystko po to, aby nie było żadnych niespodzianek. Przed nami zadania, które trzeba zrealizować.  

Natomiast te wszystkie niedociągnięcia w BOR, ale również w Policji, jak wspomniany przypadek komendanta Maja, pokazują, że system zabezpieczeń w Polsce nie działa. BOR czy Policja to nie są prywatne instytucje czy własność danego ministra. Każdy nowy prezydent czy premier ufa i wierzy, że osoby, które odpowiadają za jego bezpieczeństwo, są sprawne i godne zaufania, nie ma przecież czegoś takiego jak prywatna policja partyjna, prywatny BOR czy coś w tym rodzaju. Sytuacja, z jaką mamy do czynienia, pokazuje, że Polsce nie tylko nie ma koordynacji służb, ale jednocześnie są duże zaległości i zaniedbania w realizacji konkretnych zadań z zakresu bezpieczeństwa. Może szczęście w nieszczęściu to dobrze, że to wychodzi i zaczynamy o tym głośno mówić w sytuacji wprawdzie groźnego zdarzenia, a nie w obliczu tragedii. Problem będzie, jeśli obecna władza nie wyciągnie z tego wniosku i nie podejmie konkretnych działań, bo to byłby realny problem PiS. Dzisiaj mamy zdarzenie i jest diagnoza czas wdrożyć leczenie.

Co będzie sprawdzianem, że to leczenie zostało podjęte i jest skuteczne?

– Jest zatem realna konieczność wymiany taboru pojazdów dla VIP-ów, jest także koniczność rozstrzygnięcia sprawy samolotu dla prezydenta, premiera. Inaczej mówiąc – musimy w Polsce podjąć pewne decyzje, zapomnieć o półśrodkach i transporcie najważniejszych osób starymi samochodami. Wreszcie musimy skończyć z wysyłaniem prezydenta w podróże zagraniczne rejsowymi samolotami itd. W kwestii bezpieczeństwa nie możemy doprowadzać do absurdów. Jak już wspomniałem, sytuacja z komendantem Majem w Policji i teraz ten incydent z BOR pokazują, że konieczny jest bardzo głęboki audyt w tych instytucjach. Może się bowiem okazać, że procedura nierealizowana czy też brak odpowiednich procedur może być początkiem nieszczęścia.    

Sprawdza się zatem znane skądinąd powiedzenie, że przez ostatnie lata państwo polskie działało tylko teoretycznie…

– Polskie państwo po ośmiu latach koalicji PO – PSL trzeszczy w szwach, pruje się, jest mocno fastrygowane i spinane na agrafki. Jeśli nie nastąpią konkretne działania, ta cała prowizorka zacznie coraz bardziej pękać.

Co sądzi Pan o tych wszystkich nienawistnych komentarzach w sieci dotyczących incydentu z udziałem prezydenckiej limuzyny?

– Myślę, że szkoda czasu na komentarz. To tylko pokazuje, jacy są ludzie. Niestety, pewnej części naszego społeczeństwa brakuje klasy. To smutne, że w Polsce są także tacy obywatele. Myślę, że jako społeczeństwo powinniśmy się zreflektować. Również cała klasa polityczna powinna się zastanowić nad skutkami swych działań. To są duże chłopaki i należy od nich wymagać trochę więcej zdrowego rozsądku i odpowiedzialności.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki