• Czwartek, 5 marca 2026

    imieniny: Adriana, Fryderyka, Oliwii

Trzecie zwycięstwo Lechii

Sobota, 17 listopada 2012 (06:44)

Wynikiem 2:0 zakończyło się wczorajsze spotkanie Lechii Gdańsk z Widzewem Łódź w T-Mobile Ekstraklasie.

Łodzianie, którzy nie odnieśli zwycięstwa w trzech ostatnich meczach, przyjechali do Gdańska bez kontuzjowanego bramkarza Macieja Mielcarza oraz pauzującego za żółte kartki byłego zawodnika Lechii Marcina Kaczmarka. Z kolei w ekipie gospodarzy po pauzie w jednym spotkaniu spowodowanej kontuzją zagrał Abdou Traore. I to właśnie reprezentant Burkina Faso w największej mierze przyczynił się do triumfu swojego zespołu - zanotował bramkę i asystę.

Tym samym Lechia wygrała w tym sezonie swój trzeci mecz rozegrany w piątek - wcześniej pokonała 3:2 w Bielsku-Białej Podbeskidzie oraz 1:0 w Chorzowie Ruch. Jednocześnie była to dopiero druga wygrana gdańskiego zespołu na własnym stadionie.

Piłkarze Widzewa pozbawieni byli w tym spotkaniu wsparcia - do Gdańska miało przyjechać dwa tysiące sympatyków gości, jednak po meczu z Lechem Poznań wojewoda pomorski zamknął trybunę, na której zasiadają kibice gości. Problemy z dotarciem na PGE Arenę Gdańsk mieli także fani Lechii - nastąpiła bowiem awaria SKM, która z centrum miasta dowozi widzów na stadion.

W 12. min groźnie, ale tuż obok słupka, uderzył z dystansu Mateusz Machaj, a w rewanżu w boczną siatkę trafił Alex Bruno. Gospodarze byli bliscy szczęścia także w 33. min, jednak po dośrodkowaniu z prawej strony Deleu i główce Piotra Brożka piłka odbiła się od poprzeczki i słupka bramki Widzewa.

Pięć minut później szczęście dopisało z kolei Lechii. W idealnej sytuacji znalazł się bowiem Mehdi Ben Dhifallah, ale będący sam przed golkiperem rywali Michałem Buchalikiem tunezyjski napastnik trafił w słupek.

Na pierwszy celny strzał trzeba było czekać w tym meczu aż do doliczonego czasu gry pierwszej połowy. I zakończył się on bramką dla gdańszczan. W niegroźnej sytuacji w narożniku pola karnego przy linii końcowej Alex Bruno zagrał piłkę ręką, a rzut karny zamienił na gola drugi w klasyfikacji najlepszych snajperów T-Mobile Ekstraklasy Traore.

To spotkanie pechowo zakończyło się natomiast dla Krzysztofa Bąka, który uderzony w twarz przez Ben Dhifallaha opuścił boisko w 64. min z podejrzeniem złamania nosa. Z kolei 180 s później do szatni udał się Adam Banasiak. Arbiter uznał, że pomocnik gości uderzył w twarz Deleu i od razu pokazał mu czerwoną kartkę. Można jednak odnieść wrażenie, że Robert Małek zbyt pochopnie aż tak surowo ukarał 23-letniego zawodnika Widzewa.

Grająca w przewadze Lechia zdobyła w 74. min drugą bramkę. Po podaniu z lewej strony Traore Milosa Dragojevicia sprytnym uderzeniem pokonał Ricardinho. Był to jednocześnie drugi celny strzał w tym meczu.

Pierwsze i jedyne takie uderzenie goście zaliczyli dopiero w 77. min - Buchalik nie miał jednak żadnych problemów z obroną słabego strzału po ziemi 17-letniego Mariusza Stępińskiego. Sześć minut później mogło już być 3:0 dla biało-zielonych. Po podaniu z lewej strony także 17-letniego Kacpra Łazaja Ricardinho sam podbił sobie piłkę, która po uderzeniu przez Brazylijczyka przewrotką trafiła w poprzeczkę.

Gospodarze nadal zdecydowanie przeważali. W 85. min od wyższej porażki uchronił łodzian Łukasz Broź, który wybił z linii bramkowej piłkę po uderzeniu Łukasza Surmy. Wcześniej świetnym podaniem do kapitana Lechii, który minął golkipera Widzewa, popisał się Traore.

Komentarze po meczu:

Radosław Mroczkowski (trener Widzewa): Znaleźliśmy się w trudnym momencie, przegraliśmy bowiem kolejny mecz. Kiedy wydawało się, że zespół nabiera pewności siebie i gra coraz lepiej, straciliśmy bramkę do szatni, która zrobiła sporo bałaganu w naszych szeregach. Trudno myśleć o zmianie niekorzystnego rezultatu, kiedy w dodatku traci się zawodnika. Nie poddajemy się jednak i będziemy starali się zdobywać punkty w kolejnych spotkaniach. W tym meczu było wiele sędziowskich kontrowersji oraz bardziej ostrych spięć od tego, w którym Banasiak otrzymał czerwoną kartkę. Decyzji arbitrów zwyczajowo jednak nie komentuję.

Bogusław Kaczmarek (trener Lechii): W pełni zgadzam się z oceną meczu trenera Mroczkowskiego. Nie było to bowiem dla nas łatwe spotkanie. Do momentu zdobycia przez nas pierwszej bramki obie drużyny miały swoje szanse na uzyskanie prowadzenia. Nam w kilku sytuacjach zabrakło ostatniego podania. Trzeba również przyznać, że wypracowaliśmy sobie jednak więcej dogodnych okazji od rywali. Z pewnością spotkanie ustawił nie tylko rzut karny, ale również czerwona kartka dla piłkarza Widzewa. Cieszę się, że nasz zespół czyni systematyczny postęp i drugi mecz z rzędu zagrał na zero z tyłu.

 

IK, PAP