Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Kino, które uczy
Piątek, 11 marca 2016 (11:07)Z dr. Arturem Górskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości, organizatorem X Katolickich Dni Filmowych, rozmawia Natalia Garbaty
Już jutro, w sobotę, 12 marca 2016 r., rozpoczną się X Katolickie Dni Filmowe, których Pan jest organizatorem. Jak zmieniał się festiwal na przestrzeni lat?
– W zasadzie nie zmienił się. Mamy swoją dość ugruntowaną tradycję. Wciąż od dziesięciu lat pokazujemy niezależne, rzadko dostępne kino patriotyczne i katolickie, filmy ambitne, często ukazujące dramaty historyczne, jak dzieje Żołnierzy Niezłomnych, czy poruszające problemy obecne, jak choćby prześladowanie chrześcijan na Bliskim Wschodzie czy w Afryce. Między innymi o tej problematyce są filmy tych pokazów.
Ale z pewnością czymś różni się od poprzednich.
– Filmami. Mamy bardzo dobre filmy. Zawsze staramy się, aby obok dokumentów zapomnianych były wyprodukowane w ostatnim czasie. Także w tym roku mamy obrazy, które jeszcze „nie ostygły”, przywiezione wprost z produkcji, czasem z końca świata. Dlatego nigdy nie jesteśmy pewni, czy będziemy mogli pokazać wszystkie zapowiedziane w programie perełki filmowe, tworzone dosłownie niemal do ostatniej chwili.
Które filmy, według Pana, są szczególnie godne polecenia?
– Pierwszego dnia szczególnie polecam dwa filmy. „Dopóki żyję” w reżyserii Ewy Stankiewicz to film dokumentalny o dzisiejszych Węgrzech, m.in. o wielkiej, milionowej demonstracji w obronie rządu Viktora Orbána. Również zachęcam do obejrzenia filmu „Jaster – tajemnica »Hela«” w reżyserii Małgorzaty Walczak i Marka Tomasza Pawłowskiego. To film dokumentalny o tragicznym losie niesłusznie posądzonego o zdradę bojownika oddziałów specjalnych Kedywu Armii Krajowej Stanisławie Jasterze ps. „Hel”, który na skutek tragicznego splotu okoliczności został przez towarzyszy broni niesłusznie posądzony o kolaborację z Niemcami i w trybie pospiesznego wyroku zginął w lipcu 1943 roku. Pozostała po nim narzeczona Danuta, która całe życie niosła w sercu miłość Staszka. W niedzielę polecam szczególnie też dwa obrazy. „Złoto próbuje się w ogniu”, reportaż Telewizji Trwam. Film opowiada o księdzu urodzonym w Iraku, wyświęconym w Bagdadzie, tam też był porwany i torturowany. Ksiądz Douglas Bazi spędził kilkanaście dni wśród terrorystów muzułmańskich. Jego świadectwo obrazuje skalę problemów, z którymi zmagają się chrześcijanie żyjący w Iraku. Drugi polecany film porusza problem, który nas bezpośrednio dotyczy. „Niedźwiedzia przysługa”, realizacja Bernadeta Grabowska, Piotr Grabowski, reportaż Telewizji Trwam. W ramach najnowszych decyzji kraje Wspólnoty (w tym Polska) zobowiązały się do przyjęcia uciekinierów z krajów objętych konfliktami religijnymi. Pojawia się jednak pytanie: czy decyzją tą europejscy politycy nie przyczynią się do dokonania nigdy nie zrealizowanego celu islamistów polegającego na ostatecznym pozbyciu się chrześcijan z zajętych przez nich terenów? Serdecznie zapraszam.
Na jakim poziomie jest obecnie kino katolickie?
– Na wysokim. Mamy wielu dobrych reżyserów katolickich, którzy z determinacją realizują swoje pomysły filmowe, nawet mimo ograniczeń finansowych. Chcę zwrócić uwagę na dwa nieszablonowe filmy o tematyce katolickiej ostatnich lat. Pierwszy to film „Paweł z Tarsu. Pojednanie światów” w reżyserii Grzegorza Misiewicza, absolwenta Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Przedstawia długi szlak życia i działalności apostoła na tle obrazów antycznej cywilizacji. To nowoczesny, zrealizowany według oryginalnej koncepcji film dokumentalny. Drugi to film „Nie o Mary Wagner” w reżyserii Grzegorza Brauna. Film niezwykle aktualny, krzyk za życiem dzieci nienarodzonych i przeciwko prześladowaniu obrońców życia na Zachodzie, w tym przypadku w Kanadzie. Oba filmy to bardzo ambitne kino, a takich mamy bardzo wiele.
Dlaczego warto oglądać filmy katolickie?
– Bo uczą, dają nam wiedzę, ale i wychowują, kształtują i umacniają kręgosłup naszych wartości. Wskazują pewne postawy i pobudzają do działania. Ale czasem zwyczajnie oglądanie filmów katolickich daje ogromną przyjemność obcowania z przedstawianym światem. Filmy katolickie to taka – wydawałoby się – kategoria na marginesie, poboczna szuflada, a one w niczym nie ustępują filmom bez tego przymiotnika, a często nawet są bardziej wartościowe.
Pamiętam, jakie wrażenie na mnie zrobił ponad dziesięć lat temu film pt. „Wielka cisza”, opowiadający o życiu monastycznych mnichów z zakonu kartuzów, zgromadzenia duchownego o charakterze kontemplacyjnym o surowej regule. Film nakręcony bardzo prosto, a zarazem niezwykle wymowny, mimo tytułowej wielkiej ciszy, i – w pewnym sensie – nawet intymny. Tak bardzo odsłania życie zakonników mimo surowej klauzuli. Jak chcę nabrać dystansu do świata, wracam do tego filmu.