Zwycięzców się nie sądzi
Piątek, 11 marca 2016 (05:12)Z dr. Przemysławem Wójtowiczem, politologiem, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk
Trybunał Konstytucyjny uważa, że ustawa o jego funkcjonowaniu jest niekonstytucyjna, z kolej partia rządząca przekonuje, że sąd konstytucyjny orzeka niezgodnie z prawem. Znaleźliśmy się w błędnym kole?
– Wszystko wskazuje na to, że mamy pat konstytucyjny. Co gorsza, ani jedna, ani druga strona nie chce ustąpić. Nie jestem prawnikiem i nie jestem w stanie stwierdzić, kto ma rację. Prawdopodobnie i jedna, i druga strona. Pytanie, po czyjej stronie jest więcej argumentów. W podobnych sytuacjach w krajach demokratycznych strony walczą na wyniszczenie, czekając, aż przeciwnik okaże słabość. Mam nadzieję, że w końcu oba obozy stwierdzą, że ważniejsze od sporów jest znalezienie wyjścia z tej sytuacji i osiągnięcie porozumienia.
W jakiej fazie kryzysu się znajdujemy?
– Rozkręcania się i pogłębienia. Tak więc trochę tych przepychanek jeszcze przed nami. Co gorsza, nie spodziewam się szybkiego wygaszania konfliktu. Przynajmniej zachowanie obu stron na to nie wskazuje.
Dopuszcza Pan rozwiązanie i likwidację Trybunału Konstytucyjnego?
– Byłby to jedynie zabieg techniczny. Ale parlament ma taką możliwość, więc trzeba na nią patrzeć jak na każdą inną. Konstytucję w Polsce można zmienić, więc sprawa wydaje się realna.
Beata Szydło odmówiła publikacji orzeczenia Trybunału z 9 marca. Politycznie to dobry ruch?
– To jest kolejny element zwarcia. W ten sposób premier pokazuje, że jest silną stroną i że nie ugina się pod presją wielu środowisk w Polsce. Czy to przyniesie jej korzyści? Zobaczymy po ostatecznym rozstrzygnięciu sporu. Bo jak wiemy, zwycięzców się nie sądzi.
Obawia się Pan, podobnie jak posłowie Platformy i Nowoczesnej, zakończenia wieloletniej przyjaźni polsko-amerykańskiej?
– Przyjaźni polsko-amerykańskiej nie widzę. Widzę sprawę tak, że my jesteśmy petentem. Ameryka jest potęgą. A my? Krajem średniej wielkości. Nasze relacje z pewnością nie są oparte na przyjaźni, a jedynie na wspólnocie interesów. Nie ma najmniejszych powodów do twierdzenia, że kwestia Trybunału sprawi, że nasze drogi się rozejdą. Tym bardziej że w relacjach międzynarodowych patrzy się na wiele aspektów współpracy.